Język polski: poprawni kontra spontaniczni

Mówta, co chceta?
Z językiem trochę tak jak z życiem: jedni chcą poprawności i regulacji, drudzy wolą spontaniczność. Chcesz sprawdzić, kim jesteś: językowym purystą czy liberałem?
Z jednej strony Polacy wydają się akceptować językowe autorytety, z drugiej zdają się traktować język demokratycznie: bez przesady z tymi normami.
Mirosław Gryń/Polityka

Z jednej strony Polacy wydają się akceptować językowe autorytety, z drugiej zdają się traktować język demokratycznie: bez przesady z tymi normami.

Polityka

Jeśli nie przeszkadza ci forma „esemesa” albo „maila”, używanie „witam” w liście do osoby ci nieznanej, z którą nigdy wcześniej nie korespondowałeś, epitet „zajebisty” albo wymowa łykend czy lubiom, to jesteś raczej liberałem.

Purysta będzie kręcił głową, bo dla niego esemes i mail to listy, a po polsku nie powiemy: przyślij mi lista. Witam puryście może przeszkadzać jako dowód nieznajomości lub ignorowania tradycyjnych formuł grzecznościowych w relacjach między ludźmi o różnej pozycji społecznej. Zajebisty będzie nie do przyjęcia dla tych, którym ten przymiotnik kojarzy się z wulgaryzmem i którzy nie tolerują wulgaryzmów w mowie używanej publicznie, czy to w studiu TV, czy po prostu na ulicy. Z łykendem purysta może mieć mniejszy kłopot, bo taka wymowa (ale czy pisownia też?) jest po prostu dowodem, że słowo się polonizuje. Tzw. rozkład nosówek, czyli wymowa om zamiast ą w końcówkach wyrazów, jest dla jednych wciąż niepoprawna z punktu widzenia polszczyzny literackiej, ale dla innych jak najbardziej dopuszczalna, bo słyszą w TV, że tak mówią np. znani politycy.

Fora internetowe służące radą w kwestiach, jak pisać i mówić poprawnie po polsku, są zaskakująco popularne. Podobnie audycje typu „Ojczyzna polszczyzna” w RTV. Wymyślone przez Krystynę Bochenek, dziennikarkę radiową, zmarłą tragicznie w Smoleńsku, narodowe dyktanda z udziałem Polaków znanych i nieznanych oglądały w TVP miliony. To oznacza, że sprawy językowe leżą Polakom na sercu i że nie chcą popełniać językowych błędów. Wpisy na tych forach dotyczą głównie dwóch dziedzin: poprawności językowej oraz kultury językowej. Czyli tego, jak ma być, i tego, jak wypada. I na tym polu ścierają się też między sobą zawodowi językoznawcy. Niektórzy stali się nawet ulubieńcami szerokiej publiczności dzięki częstej obecności w mediach. Widownia rzadko zwraca uwagę na niuanse w językowych komentarzach profesorów. A to z nich można wyczytać, czy są w sprawach poprawności i kultury językowej liberalni czy konserwatywni.

Normy językowe

Kwestią norm językowych we współczesnych dyskusjach fachowych zajęła się m.in. prof. Jadwiga Puzynina, wybitna językoznawczyni („Problemy kodyfikacji normy języka polskiego’’, 1998 r.). Te normy można podzielić na zwyczajowe (uzualne, od łacińskiego usus – użytek, sposób używania) oraz skodyfikowane (uregulowane przez jakąś grupę ludzi, zwykle fachowców od języka). Rolę normotwórczą pełnią też mistrzowie mowy polskiej, niebędący z wykształcenia i zawodu językoznawcami, np. aktorzy, dziennikarze, nauczyciele.

Jest to jednak norma raczej właśnie uzualna. To, jak mówią po polsku idole masowej widowni, bywa powszechnie naśladowane, a nawet podawane jako przykład do naśladowania (albo wręcz przeciwnie). Młodszy Kowalski mówi Owsiakiem i Wojewódzkim częściej niż Pilchem czy Tulli. Uznani pisarze nie mają dziś większego wpływu na polszczyznę ludzi nawet z dyplomem akademickim, a tym mniej na ludzi gorzej wykształconych. Nietolerowana dawniej wymowa wyrazów obcych typu polityka (za poprawny uważało się akcent na drugą sylabę) lub swojskich form typu wróciliśmy (z akcentem na przedostatniej sylabie) dziś zdaje się wypierać dawniejszą.

Żyjemy w epoce demokratycznego pluralizmu językowego, a to znaczy, że przybywa ludzi, którzy są niechętni normom w dziedzinie językowej, zwłaszcza normom kodyfikowanym, odgórnie ustalanym i podawanym do wierzenia i stosowania przez autorytety językowe. Językowi buntownicy kwestionują mandat tej czy innej grupy ludzi, nawet z tytułami profesorskimi, do występowania z pozycji absolutnie miarodajnego autorytetu.

Mniej oporu wywołuje publikowanie wszelkiego rodzaju słowników, które po prostu starają się dać fotografię pewnej dziedziny języka w pewnym momencie historii. Aż tyle i tylko tyle. Taką fotografię zrobił np. językowi młodzieżowemu III RP Bartek Chaciński (dziś w POLITYCE), autor trzech słowników „wypasionej”, „wyczesanej” i „totalnej” polszczyzny najmłodszego pokolenia. Ale autor już powinien się szykować do kolejnej fotografii, bo nic nie zmienia się tak szybko jak mowa potoczna, w tym slang młodzieżowy.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną