Kultura

Książka jak serial

Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich: co świętujemy?

23 kwietnia, Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich. 23 kwietnia, Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich. Flickr CC by 2.0
23 kwietnia to wielkie, bo międzynarodowe święto literatury sygnowane przez UNESCO. Co, jak i dlaczego się dziś celebruje?

Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich formalnie został ustanowiony w 1995 r. podczas 28. Sesji Konferencji Generalnej UNESCO. Formalnie, bo tradycję ma dużo dłuższą – w Hiszpanii,  już w latach 20. poprzedniego stulecia, literaturę chciał w ten sposób rozsławić wydawca Vincente Clavel Andrés. A pewnie należałoby cofnąć się w czasie jeszcze bardziej, bo w końcu – jak przekonują ludzie pióra – „historia słowa pisanego to historia ludzkości”.

Patronat UNESCO ma swoje konsekwencje – prócz promocji czytelnictwa istotny jest też wymiar edukacyjny, zwłaszcza w zakresie edytorstwa i ochrony własności intelektualnej. Realizacji tych celów sprzyja m.in. Sieć Miast Kreatywnych UNESCO, troszczących się przede wszystkim o równy dostęp do wiedzy w swoim regionie – na razie jest ich siedem, wśród nich Kraków, „miasto noblistów” i „kulturalna stolica Polski”. Co roku UNESCO wyznacza też tzw. światową stolicę książki, tak by skoncentrować działania w ściśle określonym rejonie – tym razem wytypowano Port Harcourt w Nigerii, co symptomatyczne ze względu na tamtejszy analfabetyzm i ograniczony dostęp do informacji i książek. Jeden dzień co prawda niewiele zmieni, ale nie ulega wątpliwości, że podobne akcje są tam szczególnie potrzebne.

Święto wypada 23 kwietnia prawie na całym świecie (w Polsce obchodzimy je od 2008 r.). A data jest nieprzypadkowa – tego dnia zmarli twórcy Miguel de Cervantes i William Szekspir oraz historyk Inca Garcilaso de la Vega.

Tak się składa, że z datą śmierci łączy się też kwestia praw autorskich. W większości państw Europy prawa do dzieł wygasają 70 lat po śmierci ich autorów. Wydawcy świętują zatem również 1 stycznia – to wtedy do domeny publicznej trafia twórczość zwolniona z prawnych obostrzeń. Okoliczność może mało optymistyczna (wyczekiwanie 70. rocznicy śmierci niezupełnie dobrze się kojarzy), ale dostęp do literatury – wcześniej średnio przystępnej, słabo albo w ogóle nieprzetłumaczonej – wreszcie się poszerza. Tu ukłon w stronę twórców projektu Wolne Lektury fundacji Nowoczesna Polska, którzy gromadzą dzieła pozbawione już praw i udostępniają je w formie elektronicznej w sposób przejrzysty, estetyczny i, co najważniejsze, konsekwentny.

Inna rzecz, że przez 70 lat wiele może się wydarzyć – spadkobiercy nie zawsze szanują autorską wolę, a pisarze najczęściej żądają, by ich rękopisy spalić. Gdyby administrator spuścizny Franza Kafki Max Brod wypełnił wolę pisarza, nie znalibyśmy dziś ani „Procesu”, ani „Zamku”. Wiele takich przypadków rozpatruje Werner Fuld w wydanej niedawno „Krótkiej historii książek zakazanych”. Z drugiej strony – może warto wiedzieć zawczasu, jaki był stosunek autora do dzieła, które – z różnych powodów – zostało jednak wydane? Może wówczas łaskawiej spojrzy się na takie dzieła jak np. dzienniki Susan Sontag czy „Kronos” Witolda Gombrowicza.

Święto niczyje?

Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich z wielu powodów można by uznać w Polsce za okoliczność przygnębiającą. Zwłaszcza jeśli podpierać się statystyką i przywiązywać do wskaźników czytelnictwa. Rzeczywistość faktycznie niewesoła – biblioteki są słabo wyposażone, księgarnie znikają (w ciągu ostatnich lat zamknięto ok. 20% księgarń; więcej na ten temat w tekście Justyny Sobolewskiej), a wprowadzenie rządowego podręcznika jeszcze uszczupli ich budżety. Sprzedaż książek spada zresztą regularnie, odkąd obciążono je VAT-em – projekt ustawy o jednolitej cenie to dopiero preludium do zmian.

Rozmaici ludzie pióra biją na alarm i można by odnieść wrażenie, że dziś więcej mówi się o nieczytaniu niż o czytaniu. Literackich sporów rodem z XIX wieku – o literaturę, epigonię, misję i rangę pisarza – już się raczej nie uprawia, dzisiejsze spory ogniskują się częściej wokół sfery finansowej (casus Kai Malanowskiej, której wynagrodzenie nie przekroczyło siedmiu tys. złotych, i Michała Witkowskiego, który dostał – jak donoszą niektórzy – pół miliona samej zaliczki) albo problemu nieczytania właśnie. Tezy o wtórnym analfabetyzmie Polaków są co prawda elektryzujące, ale czy sprawiedliwe?

Niskie wskaźniki czytelnictwa powinny nas niepokoić, ponieważ zaświadczają one nie tylko o społecznym braku kontaktu z literaturą piękną, ale przede wszystkim o braku podstawowych umiejętności poznawczych – a czytanie jest jednym z fundamentalnych narzędzi poznania świata (czyta się wszak nie tylko powieści, ale również etykiety). Z drugiej strony badania czytelnictwa powinny wyraźnie dywersyfikować teksty, tzn. odróżnić beletrystykę od prasy. Wówczas ów tragiczny obraz być może nie byłby tak przejmujący – przekonuje dr Jacek Głażewski z Instytutu Literatury Polskiej Wydziału Polonistyki UW.

Sytuację ma uzdrowić Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego we współpracy z Instytutem Książki, Biblioteką Narodową i Narodowym Centrum Kultury. Plan naprawczy na lata 2014–2020 ma za cel „stwarzanie warunków do wzrostu czytelnictwa w Polsce. Realizacja NPRCz ma wzmocnić znaczenie czytelnictwa dla rozwoju potencjału kulturowego i kreatywnego Polaków”. W planach m.in. zakupy do bibliotek i ich zasadnicza reorganizacja, dofinansowania dla wydawców, czasopism i kampanii społecznych, szkolenia dla księgarzy i szkolnych bibliotekarzy, utworzenie szeregu dyskusyjnych klubów książki (które funkcjonują tak czy owak, choć w mocno lokalnej skali) oraz regularne badania czytelnictwa (z oczekiwaniem, jak można przypuszczać, konsekwentnej poprawy sytuacji). Jak pisał kiedyś Antoni Słonimski, „państwo jest od tworzenia bazy dla kultury, a nie od kontrolowania ani nawet sugerowania jej kształtu”. Wypada mieć nadzieję, że tak właśnie będzie.

Nie jest tak źle

Ale skoro Światowy Dzień Książki, to może lepiej – przynajmniej tymczasowo – inaczej rozłożyć akcenty, spojrzeć czulej na własny księgozbiór, zignorować statystyki i dominujący ostatnio ponury nastrój? Książki wciąż się jednak czyta. Rosną internetowe zbiory (m.in. Cyfrowa Biblioteka Narodowa Polona). Nie brakuje osób, które nie potrafią przejść obojętnie – jak bohater „Auto-da-fé” Canettiego – obok dowolnego wydrukowanego słowa.

W Polsce organizuje się poza tym targi książki – warszawskie za pasem, a już dziś w Małopolsce odbędą się targi pod hasłem „Książka i Róża”. Do każdej kupionej książki zostanie dołączony kwiat, co stanowi nawiązanie do hiszpańskiej, XX-wiecznej tradycji (wówczas mężczyźni wręczali kobietom kwiaty, a te odwdzięczały się książkami – rzecz oczywista, kto na tej wymianie tracił). Dziś też, po raz jedenasty, zostanie wręczona nagroda Instytutu Cervantesa za Tłumaczenie Literackie 2013.

Mamy do tego kilka sensownych festiwali, w tym obiecującego debiutanta – Big Book Festival. Organizatorzy już zakasują rękawy przed drugą edycją (połowa czerwca). Dzieje się.

Sezon na czytanie

Podczas pewnej dyskusji literackiej z udziałem Szczepana Twardocha pisarz ten postawił kontrowersyjną (zapewne nie pierwszy i nie ostatni raz) tezę – stwierdził, co następuje: nie wszyscy muszą czytać, a inne formy spędzania czasu, np. seriale, w niczym książkom nie ustępują. Przez salę Muzeum Literatury, gdzie spotkanie się odbywało, przeszedł pomruk oburzenia.

Tymczasem porównanie może wcale gorszyć nie powinno. Chciałoby się wręcz, żeby książki tak absorbowały jak najświeższe produkcje HBO czy platformy Netflix. Literatura pełni funkcję kulturotwórczą, ale nie w obrębie całego społeczeństwa, a jedynie wybranych grup – głównie inteligencji, choć i tu jej ranga, niestety, obniża się z biegiem lat. Zasadniczą funkcję kulturotwórczą – jeśli mówimy, rzecz jasna, o pewnej »średniej kulturowej« danego obszaru językowego – pełnią dziś tzw. media elektroniczne, zwłaszcza portale internetowe twierdzi dr Głażewski.

Zresztą wbrew pozorom czytelnicy też tworzą pewien rodzaj wspólnoty, o czym świadczą choćby ostatnie zdarzenia. Przed tygodniem zmarł Gabriel García Márquez, bezwzględnie najważniejszy hiszpańskojęzyczny pisarz. O Márquezie mówi się, że jest następcą Cervantesa, jednego z patronów dzisiejszego święta. „Niewielu pozostało pisarzy, których czytelnicy na całym świecie żegnaliby z takim żalem” – wspominała niedawno Justyna Sobolewska. I rzeczywiście, w Kolumbii ogłoszono żałobę, uroczystości pogrzebowe odbywały się w Palacio de Bellas Artes (Pałacu Sztuk Pięknych) w Meksyku, miejscu szczególnego kultu. Salę udekorowano żółtymi kwiatami, a pałac pozostawał otwarty dla czytelników autora „Stu lat samotności”. Z honorami żegnał pisarza również prezydent Kolumbii Juan Manuel Santos. Szczęśliwy kraj, który ma swojego pisarza – chciałoby się sparafrazować znaną sentencję.

A skoro Światowy Dzień Książki, to wypadałoby na koniec pożyczyć: wydawcom rozmysłu, autorom wytrwałości i właściwej dla ich pracy gratyfikacji, a jednym i drugim – bądź co bądź nieodzownych – czytelników. Celebrujmy!

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Osamotnienie – dżuma współczesności?

Mamy w Polsce 5 mln jednoosobowych gospodarstw domowych. Na razie co czwarte gospodarstwo. W 2035 r. – co trzecie.

Ewa Wilk
08.02.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną