Kultura

Film, którego Rosja się boi

Dlaczego „Lewiatan” Andrieja Zwiagincewa budzi tak wiele kontrowersji

Bohater filmu Zwiagincewa pozostaje sam w walce z potęgami - bezwzględną władzą i bezduszną Cerkwią. Bohater filmu Zwiagincewa pozostaje sam w walce z potęgami - bezwzględną władzą i bezduszną Cerkwią. Against Gravity
„Lewiatan” przegrał walkę o Oscara z „Idą”, ale dla jego twórców to nie jest główny powód do zmartwień. Od 18 marca z POLITYKĄ będzie można kupić film, na który w Rosji wciąż trwa polityczna nagonka.
Książka z filmem na DVD „Lewiatan” Andrieja Zwiagincewa do kupienia z następnym numerem POLITYKI (18 marca 2015 r.). Książka z filmem na DVD „Lewiatan” Andrieja Zwiagincewa do kupienia z następnym numerem POLITYKI (18 marca 2015 r.).
Wyglądająca na sabotaż akcja nominowania „Lewiatana” do Oscara przez rosyjski komitet filmowy okazała się w istocie decyzją przypadkową, za którą nikt nie chciał potem wziąć odpowiedzialności.Against Gravity Wyglądająca na sabotaż akcja nominowania „Lewiatana” do Oscara przez rosyjski komitet filmowy okazała się w istocie decyzją przypadkową, za którą nikt nie chciał potem wziąć odpowiedzialności.

Artykuł w wersji audio

Po zabójstwie opozycjonisty Borysa Niemcowa „Lewiatan” jawi się jako dzieło wręcz prorocze. Mierzy się z propagandą pseudopatriotycznego szaleństwa à la Putin i stanowi encyklopedię prawdziwego życia współczesnej Rosji. Pokazuje, jak państwo, czyli tytułowy biblijny moloch (opisany w „Raju utraconym” Miltona jako szatan), rozkwita na trupie prostego rosyjskiego człowieka, który odsłużył wojsko, założył rodzinę i naprawia samochody. Bohater deptany i poniżany przez skorumpowanych urzędników, sprzedajnych sędziów, nękany przez zabezpieczającą ich interesy milicję, znikąd nie otrzymuje pomocy. Niewierna żona też od niego odchodzi. Nieznający miłosierdzia prawosławny ksiądz zamiast stać po jego stronie, dawać nadzieję, głosi pochwałę władzy, która pochodzi od Boga. Błogosławi bierność i pokorę.

Andriej Zwiagincew punktuje ten upiorny proceder unieszczęśliwiania maluczkich na przykładzie sporu o niewielką posiadłość położoną na obrzeżach Morza Barentsa, którą upatrzył sobie mer guberni. Osadzoną w gogolowsko-czechowowskiej tradycji gorzką przypowieść o pożeraniu planktonu można nazwać współczesną wersją Hioba, tyle że bez happy endu. Albo kompromitacją mitu odradzającej się religijności Rosji.

Wszystkie grzechy „Lewiatana”

Jakim cudem w kraju cenzury i propagandy powstał tak bezlitośnie krytyczny film? Mało kto pamięta, że do nakręcenia „Lewiatana” zainspirowała Zwiagincewa historia spawacza Marvina Johna Heemeyera z Kolorado, weterana z Wietnamu, któremu rozbudowująca się cementownia starała się odebrać dom. Doprowadzony do rozpaczy, wsiadł w buldożer i rozwalił 13 budynków fabryki, a potem się zastrzelił. Historia była na tyle uniwersalna, że mogłaby się wydarzyć i w Rosji. Ale tu została przyjęta goręcej niż gdzie indziej.

Obraz mafijnego państwa i zdegenerowanego Kościoła wspierającego bezprawie był miażdżący, więc rosyjską premierę „Lewiatana” wielokrotnie przekładano. Po nagrodzie za scenariusz w Cannes w ubiegłym roku film Andrieja Zwiagincewa bez nagłaśniania wyświetlono w kilku peryferyjnych kinach. Następnie, pod pretekstem wejścia w życie nowej ustawy zakazującej używania publicznie słów uznawanych za nieprzyzwoite, po paru dniach błyskawicznie odłożono film na półkę. W czerwcu zapowiadano, że otworzy moskiewski festiwal, co nie nastąpiło. Zbiegło się natomiast z sankcjami Zachodu i protestami przeciwko stosowaniu cenzury wobec artystów.

Przeciwko filmowi, którego wtedy prawie nikt w Rosji jeszcze nie widział, rozpętano bezprecedensową kampanię. Twórcom zarzucono w zasadzie wszystkie możliwe grzechy: od szkalowania własnego kraju po rusofobię i zdradę. Gdy jesienią „Lewiatan” wygrał festiwal w Londynie (rok wcześniej triumfowała tam „Ida”), kontrolowana przez władzę prasa informowała, że premiera odbędzie się 13 listopada. Szybko się jednak z tej daty wycofano.

Premierę oprotestował sam minister kultury Władimir Medinski. Nie spodobało mu się wszystko, a najbardziej picie wódki z gwinta. U nas człowiek w taki sposób się nie zachowuje – grzmiał szef resortu, powtarzając to, na co wszyscy czekali, że „Lewiatan” jest antyrosyjski i powstał na zlecenie służb Zachodu, by podtrzymywać negatywny wizerunek rosyjskiego narodu.

Krytycznym tonem szybko zarażono lud. W obronie sojuszu ołtarza i tronu stanęła armia partyjnych urzędników. Kierowani szlachetnymi pobudkami patrioci z Samary w specjalnie wystosowanym liście do obwodowego resortu kultury domagali się zdjęcia ze stanowiska kierownika miejscowego teatru akademickiego Walerija Griszki, który zagrał w „Lewiatanie” postać cynicznego popa podżegającego filmowego mera do nadużycia władzy. „Jak można żyć za pieniądze z budżetu i jednocześnie brać udział w oczernianiu rosyjskiej władzy i Cerkwi prawosławnej?” – pytali retorycznie autorzy listu, dając wyraz swojemu oburzeniu. Obraz Zwiagincewa nazwali utworem niskiej próby, gdyż stawia – ich zdaniem – rosyjskie państwo i Cerkiew prawosławną wyłącznie w negatywnym świetle.

W tym samym duchu wypowiedział się petersburski deputowany Witalij Miłonow w pełnym dezaprobaty liście do premiera Dmitrija Miedwiediewa. Określił „Lewiatana” mianem ideologicznej dywersji i postulował zwrócenie przez reżysera oraz producenta Aleksandra Rodnianskiego kosztów realizacji tego wyjątkowo szkodliwego dzieła dotowanego, nie wiedzieć czemu, przez rosyjskie ministerstwo kultury. Poparł go lider komunistów Giennadij Ziuganow. Przy czym odwołał się on do znanej i cenionej stalinowskiej tradycji, żądając, by twórcy „Lewiatana” publicznie przeprosili za to, co zrobili.

Wyglądająca na sabotaż akcja nominowania „Lewiatana” do Oscara przez rosyjski komitet filmowy okazała się w istocie decyzją przypadkową, za którą nikt nie chciał potem wziąć odpowiedzialności. Pewniakiem był inny tytuł, dobrze widziany przez urzędników państwowych dramat „Białe noce listonosza Aleksieja Trapicyna” Andrieja Konczałowskiego, nagrodzony we wrześniu ub.r. na festiwalu w Wenecji za reżyserię. Ku zdumieniu zrozpaczonego komitetu Konczałowski wycofał w ostatniej chwili kandydaturę swojego filmu. „Tyle razy krytykowałem Amerykańską Akademię, że nie wypada mi teraz ubiegać się o Oscara” – napisał w oświadczeniu. Nie wiadomo, czy kryła się za tym jakaś gra. Ponieważ nie było poważniejszych kontrkandydatów, a forsowana przez środowisko komedia „Gorzko” okazała się niesłychanie płytka i banalna, w tajnym głosowaniu wygrał „Lewiatan”.

Cenzura: „bo tak nakazuje prawo”

Rosyjskie media za wszelką cenę starały się przemilczeć zagraniczne sukcesy filmu Zwiagincewa. Nie cytowały więc entuzjastycznych recenzji publikowanych w „Guardianie” („arcydzieło”) czy branżowym miesięczniku „Sight and Sound” („genialny”). Udało im się nie odnotować nominacji do Złotego Globu. Nawet gdy okazało się, że film wygrał rywalizację z naszą „Idą”, nie czyniono z tego żadnej sensacji. Wacław Radziwinowicz, korespondent „Gazety Wyborczej”, donosił, że „Wiesti”, główny wieczorny program informacyjny kanału Rossija 1, dopiero na zakończenie 45-minutowej audycji wspomniał o prestiżowym wyróżnieniu. Warto dodać, że w długiej historii Złotych Globów przyznawanych przez Stowarzyszenie Zagranicznych Dziennikarzy akredytowanych w Hollywood Rosjanie dostali tę nagrodę tylko raz.

Ostatecznie „Lewiatan” wszedł do rosyjskich kin dopiero 5 lutego br., gdy zaczęły już krążyć pirackie kopie w internecie. Z sondaży przeprowadzonych po ogłoszeniu oscarowych nominacji wynikało, że znacznej części potencjalnych widzów pod wpływem agresywnej propagandy niespodziewanie odeszła ochota na oglądanie „wrogiego” tytułu, który i tak dystrybuowany jest w okrojonej wersji. Według danych uzyskanych od agentki reżysera do 1 marca obejrzało go 335 448 widzów (film zarobił prawie 89 mln rubli). A zgodnie z wprowadzoną w maju ustawą wszystkie językowe wulgaryzmy zawarte na ścieżce dźwiękowej skrupulatnie wypikano. Aktorzy poruszają ustami, lecz nie słychać, co mówią. Zasadniczo wymowa przez to się nie zmieniła, cel jednak osiągnięto. Upokorzony reżyser Andriej Zwiagincew, mimo stanowczych zapewnień, że nie zgodzi się na żadne ingerencje cenzury, musiał ustąpić, „bo tak nakazuje prawo”. – To dla niego bolesne, osłabia emocjonalnie film – skomentowała stanowisko reżysera jego agentka.

W wywiadach udzielonych rosyjskiej prasie Zwiagincew tłumaczył, że w istocie nie chodziło mu o krytykę rosyjskiego społeczeństwa, tylko o jego uzdrowienie. Recenzenci jak ognia unikali interpretowania filmu w kontekście bieżących wydarzeń politycznych. Skupili się na ponadczasowym aspekcie relacji człowiek–Bóg. Większość pisała enigmatycznie, że reżyser drąży temat „Lewiatana i Hioba w nas oraz ich odwiecznej walce”.

Swoje dołożyła oczywiście również Cerkiew. Duchowni konsekwentnie oskarżali Zwiagincewa o obrazę uczuć religijnych. Dotąd domagali się zakazu rozpowszechniania „Lewiatana”, aż w głowach polityków zrodził się chytry plan jeszcze bardziej zaostrzający kontrolę, w szczególności tego, co robią i mówią filmowcy, gdy władza na nich nie patrzy. Ideałem byłoby stworzenie systemu na wzór hollywoodzkiego ze sprawdzonym przyjacielem Putina Nikitą Michałkowem w roli hunwejbina, który gwarantuje odpowiednią selekcję projektów, sprawiedliwy podział państwowych dotacji oraz prowadzenie właściwej polityki historycznej.

Zastanawiając się na łamach „Komsomolskiej Prawdy”, ulubionej gazety Władimira Putina, nad oscarowymi szansami, Jelena Popowa doszła do wniosku, że członkowie Amerykańskiej Akademii Filmowej są jednak znacznie mniej wyczuleni na politykę niż wąskie grono sztokholmskich ekspertów przyznających literackie Noble. „Na pięciu laureatów z Rosji trzy Noble przypadły wygnańcom: Buninowi, Brodskiemu i Sołżenicynowi, zaś pozostałe dwa powieściom »Doktor Żywago« oraz »Cichy Don« o buncie przeciwko rosyjskiej władzy”. Według Popowej dyskusja wokół Nobli mało kogo dziś tak naprawdę obchodzi. „Książek się nie czyta. Filmy oglądają wszyscy” – konkluduje ze smutkiem.

Książka z filmem na DVD „Lewiatan” Andrieja Zwiagincewa do kupienia z POLITYKĄ (18 marca 2015 r.).

Polityka 11.2015 (3000) z dnia 10.03.2015; Kultura; s. 88
Oryginalny tytuł tekstu: "Film, którego Rosja się boi"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Jak komunikować swoje potrzeby

Jak wyrazić swoje potrzeby, aby inni je uwzględniali.

Anna Dąbrowska, Anna Dobrowolska
06.02.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną