„Spotlight”: kronika śledztwa w sprawie afery pedofilskiej w Kościele

Nieświęci z Bostonu
Nominowany w sześciu kategoriach do Oscara dramat śledczy „Spotlight” opisuje największy skandal pedofilski w Kościele katolickim po drugiej wojnie światowej. Ujawniony tylko dzięki uporowi prasy.
Spotlight filmowy (od lewej): Rachel McAdams jako Sacha Pfeiffer, Mark Rufallo jako Mike Rezendes, Brian d'Arcy James jako Matt Carroll, Michael Keaton jako ich szef Walter „Robby” Robinson oraz John Slattery jako wicenaczelny Ben Bradlee jr.
EAST NEWS

Spotlight filmowy (od lewej): Rachel McAdams jako Sacha Pfeiffer, Mark Rufallo jako Mike Rezendes, Brian d'Arcy James jako Matt Carroll, Michael Keaton jako ich szef Walter „Robby” Robinson oraz John Slattery jako wicenaczelny Ben Bradlee jr.

Prawdziwy Spotlight – zespół reporterów do zadań specjalnych gazety „The Boston Globe”, który zajmował się afera pedofilską – pozujący z aktorem Michaelem Keatonem (pierwszy od lewej) i reżyserem filmu Tomem McCarthym (siedzi).
Casey Curry/Invision/AP/EAST NEWS

Prawdziwy Spotlight – zespół reporterów do zadań specjalnych gazety „The Boston Globe”, który zajmował się afera pedofilską – pozujący z aktorem Michaelem Keatonem (pierwszy od lewej) i reżyserem filmu Tomem McCarthym (siedzi).

Tom McCarthy, Stanley Tucci, Mike Rezendes, Mark Ruffalo, Michael Keaton i Walter „Robby” Robinson na premierze filmu „Spotlight” w Londynie.
om Belcher/Capital Pictures/Forum

Tom McCarthy, Stanley Tucci, Mike Rezendes, Mark Ruffalo, Michael Keaton i Walter „Robby” Robinson na premierze filmu „Spotlight” w Londynie.

audio

Audio Polityka Janusz Wróblewski - Nieświęci z Bostonu

To historia, która doprowadziła do kryzysu kapłaństwa w Stanach Zjednoczonych. Ucierpiała przy jej okazji reputacja Jana Pawła II, któremu zarzucano, że niewiele zrobił, by ukrócić nadużycia seksualne księży. Ale kameralny film, zrealizowany przez aktora, scenarzystę i reżysera Toma McCarthy’ego („Dróżnik”), nie idzie tropem ofiar. Nie szokuje obrazami duchownych, którzy wykorzystują seksualnie dzieci, jak chilijski „El Club” Pablo Larraína. Skupia się natomiast na kulisach żmudnego dziennikarskiego dochodzenia „The Boston Globe” – gazety, która ujawniła aferę. Zamieszanych w nią było 70 bostońskich księży, ofiar było ponad tysiąc.

Spotlight to nazwa zespołu reporterów do zadań specjalnych, zajmującego się od sierpnia 2001 do końca 2002 r. przypadkami molestowania i gwałtów na nieletnich w parafiach. Tworzyło go początkowo czworo dziennikarzy (wszyscy z katolickich rodzin): Sacha Pfeiffer (grana przez Rachel McAdams), Matt Carroll (Brian d’Arcy James), Mike Rezendes (Mark Ruffalo) oraz ich szef Walter „Robby” Robinson (Michael Keaton), który na życzenie nowego naczelnego pisma Marty’ego Barona (pochodzenia żydowskiego) nadzorował śledztwo. Zwykli, niczym się niewyróżniający, pozbawieni filmowej charyzmy ludzie. I tak zostali przedstawieni na ekranie, co wywołuje chyba największe zdziwienie.

W przeciwieństwie do thrillera „Wszyscy ludzie prezydenta”, klasycznej produkcji poświęconej dziennikarskiemu zaangażowaniu w wyjaśnienie afery Watergate, w „Spotlight” nie ma gorączkowej szamotaniny, atmosfery paranoi czy sensacyjnej otoczki, sprzyjających budowaniu wizualnych atrakcji i napięcia. Wszystko toczy się powoli, swoim tempem. Mnóstwo scen rozgrywa się w nijakich, redakcyjnych wnętrzach, za biurkiem, a postaci budowane są tak, by nie podkreślać wybujałego indywidualizmu czy narcystycznego ego dziennikarzy. Na przekór hollywoodzkiej tradycji, za to blisko realizmu i życiowej prawdy.

Podwójna krzywda

„Spotlight” jest kroniką śledztwa, szczerą, precyzyjną, powściągliwą, niegloryfikującą dziennikarzy. Niczego się tu nie ubarwia, nie wprowadza dynamicznych retrospekcji ani romansowych wątków. Nadrzędna pozostaje sprawa, której rozwikłanie zależy w dużej mierze od sprawnie zorganizowanej pracy zespołowej. A i tak napięcie sięga w filmie zenitu, wypowiadane słowa palą jak ogień, przerażeniu towarzyszy złość na potworny ból, którego musiały doznawać ofiary krzywdzone w istocie dwa razy: w dzieciństwie, gdy były molestowane przez „reprezentantów Boga”, oraz znacznie później – przez instytucje kościelne, które wspierały sprawców i odmawiały pomocy poszkodowanym.

Nasza walka przypominała starcie Dawida z Goliatem – wspomina Mike Rezendes z oryginalnej grupy Spotlight. Wszystko zaczęło się od artykułu Kristen Lombardi w „Boston Phoenix”, który przeszedł bez większego echa mimo informacji o nadużyciach seksualnych, których dopuścił się jeden z ludzi Kościoła. – Dopiero gdy zaczęliśmy się spotykać z prawnikami i grupami wsparcia, zrozumieliśmy, na czym polega problem. Ofiary same się obwiniały, brały odpowiedzialność za to, co się stało. Adwokatom zależało na szybkim doprowadzeniu do symbolicznej ugody. A wspólnoty katolickie wolały o niczym nie wiedzieć. Przyglądały się temu biernie, czekając, aż zmiany nastąpią same. Byliśmy tym zdruzgotani i przytłoczeni.

Jedynie dzięki trzeźwemu spojrzeniu naczelnego „The Boston Globe”, jego uporowi i przeczuciu, że nie są to odosobnione przypadki, sprawie udało się nadać właściwy wymiar. Doprowadzić do oskarżenia i postawienia przed sądem winnych. Oraz do usunięcia z urzędów kluczowych postaci odpowiedzialnych za ukrywanie prawdy, w tym kardynała Bernarda Francisa Lawa, pełniącego funkcję arcybiskupa Bostonu od 1984 r. (mianował go Jan Paweł II).

Tuszowanie skandali zamiast leczenia

Law był ważną postacią w Watykanie, członkiem Kongregacji Nauki Wiary, nadzorował angielskie tłumaczenie „Katechizmu Kościoła katolickiego”. Od samego początku wiedział o licznych przestępstwach seksualnych, jakich dopuszczają się księża. Mimo to ukrywał ich winy. Jedną z metod tuszowania skandali było przenoszenie duchownych pedofilów z parafii do parafii. Law sprzeciwiał się poddawaniu ich leczeniu psychiatrycznemu czy terapiom w specjalistycznych klinikach, choć – jak twierdzi – zasięgał opinii lekarzy przed ponownym wysłaniem ich na posługę.

Składając rezygnację z funkcji arcybiskupa Bostonu w grudniu 2002 r., kardynał Law przeprosił za swoje zachowanie oraz błagał o wybaczenie wszystkie ofiary gwałtów i molestowania. Nie przeszkodziło mu to dwa lata później otrzymać nominację na archiprezbitera patriarchalnej Bazyliki Liberiańskiej w Rzymie i uczestniczyć w konklawe, które wybrało na papieża Benedykta XVI.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną