„Ucho prezesa”: To był najstraszniejszy odcinek
Jeżeli ktoś myślał, że demoniczny jest Macierewicz w interpretacji Wojciecha Kalarusa, to się zdziwi. Prezesa odwiedził – jakby to powiedział Płaszczak – ten „grzybek z Torunia”.
„Ucho prezesa”
mat. pr.

„Ucho prezesa”

Rzecz to dziwna, bo „Ucho prezesa” to niby serial satyryczny, kabaretowy, można by rzec, tymczasem odcinek jedenasty w widzu wzbudza raczej grozę. Wszystko przez to, że Robert Górski i jego współpracownicy znowu trafnie prezentują hierarchię władzy w państwie i wskazują łączące najważniejszych graczy nitki wpływów i zależności. Przy okazji zaś graficznie, dosłownie, przedstawiają bohaterów odcinka w postaci gadżetów reprezentujących ich najbardziej wydatne cechy – i tak Prezes jest bankomatem, Rydzyk urną wyborczą, Płaszczak pionkiem, a prezydent – rzecz jasna – długopisem.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną