Idą zmiany, czyli co wynika z oscarowych nominacji
Trudno uznać wyróżnienie dla „Twojego Vincenta” za niespodziewane. Wszyscy twórcy ciężko zapracowali na swój sukces.
Kadr z filmu „Twój Vincent”
Next Film

Kadr z filmu „Twój Vincent”

Ciesząc się z nominacji dla „Twojego Vincenta”, trudno uznać to wyróżnienie za wyjątkowe czy niespodziewane. Wszyscy twórcy ciężko zapracowali na swój sukces. Potwierdziła to m.in. Europejska Nagroda Filmowa, a potem nominacja do Złotego Globu. Teraz trzymamy kciuki za Oscara!

W przeciwieństwie do Polaków swojej szansy nie wykorzystali Niemcy. Sporym zaskoczeniem jest pominięcie przynajmniej w dwóch kategoriach dramatu „W ułamku sekundy” Fatiha Akina, uhonorowanego niedawno Złotym Globem. Nie dość, że film nie otrzymał nominacji w kategorii nieanglojęzycznej, to jeszcze nie dostrzeżono przejmującej kreacji Diane Kruger grającej w nim skrzywdzoną wdowę dokonującą zemsty na neonazistach. Niczego nie ujmując nominowanej po raz 21. Meryl Streep za przeciętną rolę w „Czwartej władzy”, na ekranie zdecydowanie większe wrażenie robi Kruger.

O pechu może też mówić Steven Spielberg, wykluczony z grona nominowanych reżyserów. Zamiast niego – o dziwo – znalazł się na liście debiutujący za kamerą czarnoskóry aktor Jordan Peele, twórca chyba najbardziej niedocenionego (szczególnie w Polsce) antyrasistowskiego dramatu „Uciekaj!”.

Niespodziankę w dobrym tego słowa znaczeniu Amerykańska Akademia Filmowa sprawiła natomiast, nie zapominając o „Nici widmo” Paula Thomasa Andersona – quasi-melodramacie o krawcu mizantropie, próbującym ułożyć sobie życie wedle wygodnego modelu. A w rzeczywistości głęboko niejednoznacznej historii o istocie relacji międzyludzkich. Z wybitną rolą Daniela Day Lewisa, prawdopodobnie, jak zapowiedział aktor, ostatnią w jego karierze.

Hollywood zmienia preferencje

Wśród dziewięciu nominowanych tytułów w kategorii najlepszy film roku nie ma ani jednego komiksowego widowiska (nawet „Wonder Woman”!), co chyba najdobitniej świadczy o zmianie hollywoodzkich preferencji. Są dwa skromniutkie, za to bardzo piękne obrazy o dojrzewaniu i pierwszych uniesieniach miłosnych nastolatków („Lady Bird”, „Tamte dni, tamte noce”). Dwa dramaty wojenne ukazujące tę samą batalię rozegraną w maju 1940 roku, tylko z przeciwległych biegunów: zwykłych żołnierzy doświadczających na własnej skórze skutków ewakuacji Brytyjskiego Korpusu Ekspedycyjnego („Dunkierka”) i polityków prowadzących tajne, zakulisowe rozmowy gabinetowe („Czas mroku”). Cichym faworytem wydaje się genialnie zagrany i brawurowo wyreżyserowany dramat rozrachunkowy „Trzy billboardy za Ebbing, Missouri”, poświęcony opieszałości policji przy prowadzeniu pozornie prostych dochodzeń kryminalnych.

Trudno też zarzucić akademikom, że wciąż pozostają głusi na rewolucję wywołaną falą oskarżeń o molestowanie seksualne czy akcją #MeToo. Albo że nadal nie dostrzegają zróżnicowania rasowego, seksualnego czy etnicznego w swoim gronie. Wśród tegorocznych nominowanych jest m.in. kilku czarnoskórych aktorów, reżyserka Greta Gerwig, latynoski producent, scenarzysta i reżyser Guillermo del Toro. Jednak najmocniejszym świadectwem dokonujących się zmian wydaje się mało chyba spodziewana nominacja za drugoplanową rolę dla Christophera Plummera, który w ostatniej chwili wymienił skompromitowanego Kevina Spaceya w sensacyjnym dramacie „Wszystkie pieniądze świata” Ridleya Scotta. Łaskawiej potraktowano Jamesa Franco, również oskarżonego o gwałt, przyznając mu nominację za najlepszy scenariusz adaptowany, chociaż bardziej zasłużył na nominację w kategoriach aktorskich.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj