Kultura

Smoki i czarownice

Serialowe czarownice obalą patriarchat

„Chilling Adventures of Sabrina” „Chilling Adventures of Sabrina” mat. pr.
Jeśli kobiety nie będą walczyły o swoje prawa, zostaną po prostu zjedzone – taki wniosek można wyciągnąć z seansów seriali fantasy „Smocza pilotka – Hisone i Masotan” oraz „Chilling Adventures of Sabrina”.

Wyprodukowany przez Netflix serial o młodej czarownicy Sabrinie nie przypomina w ogóle tego, który pod koniec lat 90. poznali polscy widzowie. Tamten opowiadał o przygodach rodziny czarownic w wersji sitcomowej, ta jest znacznie mroczniejsza i pełna emocji, a przy tym campowa i okazjonalnie zabawna. Sitcomowa Sabrina nie była wcale oryginalną wersją opowieści – czarująca nastolatka pochodzi z komiksu z serii „Archie”, amerykańskiej instytucji o kilkudziesięcioletniej tradycji – w tej klasycznej wersji zresztą występowała w serialu animowanym „Strachy na Lachy”.

„Archie” był zawsze bardzo poczciwą serią, ale niestroniącą od eksperymentów z formą i treścią. W alternatywnych historiach spotykał m.in. antyherosa Punishera albo nawet Predatora. Taką właśnie zabawą z formą jest serial „Riverdale”, opowiadający o przygodach nastoletnich ikon Archiego, Betty, Veroniki i Jugheada w pokręconej konwencji kryminału o skrywającym tajemnice miasteczku. Na fali popularności tej serii (obecnie emitowany jest już trzeci sezon) zrealizowano adaptację komiksu „Chilling Adventures of Sabrina”.

Mroczna Sabrina w nowoczesnym świecie

To mroczna wersja historii dziewczyny, która w dniu 16. urodzin musi zdecydować, czy ma zostać czarownicą, czy pozostać człowiekiem. Nie będzie to łatwa decyzja – świat czarownic kusi magią i wiecznym życiem, ludzki, cóż, ludźmi: przyjaciółmi i ukochanym chłopakiem. Minusy – czarownice czczą szatana i szybko okazuje się, że jak w większości religii i w tej kobiety są przeznaczone do zjedzenia. Na pierwszy rzut oka władające magią kobiety wydają się wyzwolone, ale to tylko pozory. Na czele Kościoła Nocy stoi ojciec Faustus Blackwood, wykorzystujący pozycję niczym bohaterowie „Kleru” Smarzowskiego. Pod fantazją o czarujących satanistkach kryje się historia, która równie dobrze mogłaby opowiadać o polskim Kościele katolickim.

Ten duszący konserwatyzm podkreślany jest symbolicznie przez dziwny bezczas, w którym osadzona jest akcja serialu. Dekoracje nie przystają do siebie, stroje i samochody pochodzą sprzed kilku dekad, a jednocześnie działają smartfony. Sabrina i jej przyjaciółki są nowoczesne, to pokolenie, które wyrosło w progresywnych wartościach. Sabrina idzie więc drogą buntu przeciwko fałszywym obietnicom i fałszywym prorokom, niezależnie, czy stoją po stronie światła, czy ciemności. To czytelny komentarz do współczesnych czasów, gdy wielokrotnie okazywało się, że o wyznawanych wartościach decydują czyny, a nie puste deklaracje. Serial pokazuje też konflikt pokoleń – młodzież nie jest jeszcze aż tak uwikłana – Sabrinie udaje się więc ocalić inną młodą czarownicę przed zjedzeniem w ramach „tradycji”, ale nie potrafi – jeszcze? – zmienić całego opresyjnego systemu.

Czytaj także: Netflix vs. HBO GO vs. Showmax vs. Amazon. Porównanie

Japońskie dziewczyny latają na smokach

O ile styl i klimat „Sabriny” od razu pokazuje, z jaką produkcją mamy do czynienia, o tyle japoński serial animowany „Smocza pilotka – Hisone i Masotan” do końca przynosi zaskoczenia. Zaczyna się jak jedna z tych zabawnych, baśniowych historyjek. Oto Hisone, młoda pilotka japońskich służb samoobrony (Japonia nie może mieć armii), dostaje skierowanie do nowej jednostki. Okazuje się, że będzie latać na... smoku imieniem Masotan. Od setek lat smoki służą Japonii, co jest najwyżej skrywaną tajemnicą. Aby nikt nie zauważył szybującej po niebie mitologicznej bestii, Masotan przebiera się za samolot F-15J. Dziwne? No, nawet bardzo. Do tego serial rysowany jest w komediowym stylu z karykaturalnie uroczymi postaciami, chociaż samoloty wyszły spod ręki zapalonych modelarzy i są oddane ze wszystkimi realistycznymi szczegółami.

Ale nie tylko samoloty są realistyczne. Podobnie jak inne anime dostępne na Netflixie, „Aggretsuko”, „Smocza pilotka” pokazuje miejsce, jakie w zawodowej hierarchii zajmuje japońska kobieta. Symboliczne jest, w jaki sposób leci się smokiem – pilotka musi zostać połknięta (a po skończonym locie wypluta). Czy jest to biuro jak w „Aggretsuko”, czy armia jak w „Smoczej pilotce”, nie ma większej różnicy. Serial jeszcze to podkreśla, wprowadzając kolejne smoki i ich pilotki – które osobowościami przypominają znane archetypy japońskich Office Ladies, pracownic biurowych. Anime często pokazują kobiety latające samolotami, robotami, ścigające się na motorach czy programujące gry. Zwykle jednak chodzi o walory estetyczne – widzowie wolą oglądać młode, ładne, animowane dziewczyny. W rzeczywistości dopiero w 2018 r. pierwsza kobieta, Misa Matsushima, została pilotką myśliwca japońskich sił samoobrony.

Czytaj także: Herosi i czarownice, czyli anime nie tylko dla otaku

Młode czarownice obalą patriarchat

Serial idzie dalej z feministycznym przekazem – najpilniej strzeżonym sekretem jest gigantyczny smok, który śpi, ale co kilkadziesiąt lat zmienia legowisko. Zbliża się właśnie ten czas przebudzenia, misją smoczych pilotek będzie eskortowanie potwora w nowe miejsce. Wkrótce na jaw wychodzą kolejne fakty – zadanie uśpienia smoka należy do młodych kapłanek, a jedna z nich musi poświęcić się i zostać ze smokiem na zawsze, tak jak dzieje się to od wieków.

Ale Hisone, podobnie jak Sabrina, pochodzi z innego pokolenia. I w przeciwieństwie do bezsilnej agresji bohaterki „Aggrestsuko”, która ryczy metalowe piosenki na karaoke, jej bunt jest prawdziwy i sprawczy. I nawet jeśli to tylko fantazja, to daje nadzieję na przyszłość. Młode czarownice i smocze pilotki nie dadzą się pożreć i obalą patriarchat.

Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Dobrze jest mówić tylko prawdę?

Czy kłamstwo zawsze krzywdzi.

Joanna Ulatowska
27.08.2019
Reklama