Kultura

Kraj niekochanych ludzi

Julia Phillips, „Znikająca ziemia” Julia Phillips, „Znikająca ziemia” Materiały klienta
Wiele obszarów, elementów i treści do znikania – od miasteczek, wsi i krain, po pamięć, tradycje i czas. W świetnej książce Julii Phillips „Znikająca ziemia” najbardziej przejmujące jest jednak gubienie się człowieka.

Oto Rosja z obrzeży imperium – kraina, do której dotarła nowoczesność (telefony komórkowe, wielkie SUV-y, internet), ale z której nigdy nie wyprowadziła się beznadzieja. Kamczatka – półwysep w azjatyckiej części Rosji, między dwoma zimnymi morzami – to szarość, ziemia trudna, etniczny tygiel. Aż dziewięć godzin samolotem od centrum świata – Moskwy. W tym mikrokosmosie (370 tysięcy kilometrów kwadratowych) znikają dwie dziewczynki, siostry. Cała Rosja patrzy na dramat matki, cała Kamczatka szuka dzieci. Porwanie sióstr (a może nieszczęśliwy wypadek) jest tłem opowieści o współczesnej Rosji, tej z dalekiej prowincji. Autorka „Znikającej ziemi” potrafi snuć historię – umiejętnie prowadzi narrację, bawi się formą, czasem. Kanwą opowieści są gęste emocje, ale Phillips nie przesadza z emocjonalnością. Może dlatego, że sami jej bohaterowie emocjonalni nie są. Co nie oznacza jednak, że uczuć w nich nie ma - na wierzchu nie ma. I w tym właśnie problem.

Julia Phillips, „Znikająca ziemia”Materiały klientaJulia Phillips, „Znikająca ziemia”


Smycz

Kilkanaście bohaterek, którym towarzyszą mężczyźni. Każda z jakąś traumą, nieuświadomioną wściekłością, pokonana, zawrócona z drogi i upchnięta z powrotem w świecie reguł, które narzucają inni. Tak, to jest książka o patriarchalnej Rosji, gdzie mężczyzna jest początkiem i końcem, gdzie się zawsze ląduje w męskich ramionach i oddaje się w opiekę. Te ramiona są ograniczoną przestrzenią, tak jest od tysięcy lat. Ksiusza oddała się Rusłanowi, pozwala się sprawdzać, śledzić, pilnować. Inna kobieta rozpuściła się w małżeństwie, niewiele jej zostało w niej samej. Ta ucieka od narzeczonego, bo przecież ma prawo – może wsiąść do samolotu, być gdziekolwiek, jednak smycz - mimo że długa pozostanie smyczą. Tamta kocha inaczej, nie szuka opieki, do określania siebie nie potrzebuje mężczyzny; czy jest szczęśliwa? Bycie lesbijką to najgorsze z piętn w tym przeklętym świecie.

Wystarczy przeczytać fragment: „Sąsiedzi, na przykład, bez wahania doniosą na dziewczynę, nawet mądrą, która ma kochankę. A policja nie będzie jej oszczędzać. Na wybrzeżu za coś takiego spalili człowieka żywcem, nie dalej jak parę lat temu. (...). Łada nie mogła wprost uwierzyć, że Masza jest do tego stopnia naiwna, żeby wiązać się z dziewczyną. Musiała jej to powiedzieć: zrobią ci krzywdę. Za coś takiego można umrzeć”.

Te bohaterki gdzieś się spotykają – w przestrzeni fabuły, ale też w doświadczeniu bycia kobietą w prowincjonalnej Rosji (z punktu widzenia Moskwy, Pietropawłowsk to prowincja, usiana wulkanami, groźna i nieobliczana, jednak prowincja).

Nici

Od jednej do drugiej prowadzi nitka. Od drugiej do trzeciej również. Są świadkami porwania, przyjaciółkami świadków, dalekimi znajomymi z bardzo dawnych czasów, kimś, o kim się słyszało, kogo już się nie pamięta. Nici rozchodzą się w różne strony, a potem schodzą się i splatają w jedną. W świecie, w którym więzy plemienne wciąż są mocne i gdzie swoich kocha się z automatu, a nieswoich nienawidzi według określonego schematu, zwykłe nici wydają się mocniejsze.

Strata i ból niewiele jednak znaczą, nie są żadnym orężem, dzięki nim nie wygrywa się wojny. Policja może prowadzić śledztwo, ale nie musi, niezależnie od drastyczności zbrodni. Zresztą czym jest strata? Tylko nieobecnością.

Phillips cierpliwie opisuje ból i cierpienie kobiet – to przeżycia, które są mniej ważne, zawsze zbyt emocjonalne, społecznie nieprzydatne. Nie ma w tym banalności, nachalnej diagnozy, ani słowa o „rosyjskiej duszy”, kobiety cierpią cicho. Będąc jedną nogą w świecie, który się rozpada i agresywnie broni, a drugą w przestrzeni jeszcze nieuformowanej.

Julia Phillips, „Znikająca ziemia”Materiały klientaJulia Phillips, „Znikająca ziemia”


Symbole

Znikająca ziemia to pojemny symbol. Jest uciekającym spod nóg gruntem (poczucie bezpieczeństwa, bliskość), wessanych w niepamięć miasteczek i wsi; beznadzieją, niespełnionymi marzeniami, podporządkowaniem się zasadom. Gubi się człowiek, gubi się człowieczeństwo. Bywa, że i czas nie ma większego znaczenia. A Kamczatka? To kraj niekochanych ludzi.

Zakończenie książki jest również symboliczne. I tak naprawdę jest końcem tylko formalnym, Julia Phillips nie stawia kropki. Książka nie musi kończyć się na papierze.

Julia Phillips, „Znikająca ziemia”, przeł. Jolanta Kozak, Wydawnictwo Literackie, 4 września 2019 r.

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Życie w strefie anty-LGBT

W ostatnich miesiącach miasteczko Tuchów w Małopolsce jest jak wierna miniatura współczesnej Polski – społecznie, politycznie, religijnie, środowiskowo i nerwowo.

Marcin Kołodziejczyk
25.09.2020
Reklama