Kultura

Pozory mylą

Spektakl Spektakl "Dziewczyna z pociągu" Och Teatr Robert Jaworski / •
Konfrontacja wyobrażeń z rzeczywistością bywa bolesna. Zwłaszcza, gdy w oczach innych próbujemy odnaleźć prawdę o sobie samych.

Niedbale związane włosy, t-shirt, w którym przez cały dzień snuje się po domu, a w nocy zalega w nigdy nie ścielonym łóżku, w dłoni termiczny kubek do którego wlewa whisky lub wino – w zależności od okoliczności i nastroju. Ma byłego męża i problemy z pracą. To Rachel. Niebrzydka, nieco po trzydziestce. Pasjonuje ją codzienne pokonywanie tej samej trasy podmiejską kolejką. To z jej okien obserwuje pewną parę. Młodzi, piękni, szczęśliwi – tak ich widzi. Przypominają jej o życiu, które wydaje jej się bezpowrotnie utracone. Pewnego dnia Rachel dostrzega jednak coś, co psuje idylliczny obrazek nieznajomych i na długo zachwieje jej pozorną rutyną.

Megan ma to, czego nie ma Rachel. Ukochanego u boku, codzienność wypełnioną rodzinnym ciepłem, perspektywy. Ma też dom przy torach. I przeszłość, z której wieje chłodem i o której mało mówi. Oczywiście, do czasu.

Jest jeszcze Anna – ale o niej początkowo wiemy niewiele. Ma męża, małe dziecko, wygląda na spełnioną. Ale pozory i w tym przypadku bywają mylące.

Spektakl 'Dziewczyna z pociągu' Och TeatrRobert Jaworski/•Spektakl "Dziewczyna z pociągu" Och Teatr

Książka, film, spektakl

Losy tych trzech kobiet łączy nić z pozoru drobnych zdarzeń. Tyle tylko, że ta nić, jak to w życiu bywa, zaczyna się plątać, potęgując wrażenie, że stanie się coś złego. Na końcu jest już tylko supeł, a tragedia nieuchronna. Ta dość mroczna opowieść (której szczegółów celowo nie zdradzam), osadzona na tonących w marazmie londyńskich przedmieściach najpierw przybrała formę powieści. Mowa o pierwszym wydaniu „Dziewczyny z pociągu” Pauli Hawkins, wydanej w 2015 r. Książka przez dłuższy czas figurowała na szczycie słynnego rankingu „The New York Times’a”, a do dzisiaj przeczytało ją podobno ponad 40 milionów czytelników na całym świecie. Do sukcesu wydawniczego niewątpliwie przyczyniła się też ekranizacja w reżyserii Tate Taylora (twórcy nominowanych do Oscara „Służących”) z 2016 r. z magnetyczną kreacją Emily Blunt. Film, choć nie był arcydziełem, przyciągnął przed ekrany liczną widownię. Realia zmieniono na amerykańskie, a miejsce akcji na przedmieścia Nowego Jorku.

Teraz z historią Rachel, Megan i Anny postanowił zmierzyć się w stołecznym Och-Teatrze Cezary Żak. Spektakl po raz pierwszy (i w zasadzie jedyny przed dłuższą, spowodowaną przez kolejną falę pandemii przerwą) można było obejrzeć już w lutym. W lipcu doczekał się oficjalnej premiery z publicznością i pojawił w regularnym repertuarze. Na papierze powieść kryminalna, na ekranie thriller, a na scenie? Jak piszą sami twórcy – nowy, nigdy wcześniej nie prezentowany w Och-Teatrze gatunek. Wydawałoby się, że przeniesienie thrillera na scenę to zadanie dość karkołomne – jednak to w teatrze może wybrzmieć to, czym kamera szybko może się znudzić – długie monologi, spojrzenia znaczące więcej niż słowa, cisza, która bywa ciężka od znaczeń.

Każda kobieta pragnie być matką?

„Dziewczyna z pociągu” to nie jest prosta opowieść kryminalna, w której odkrywamy kolejne poszlaki, by namierzyć sprawcę. To raczej kilka rozbudowanych kobiecych portretów wymykających się prostym ocenom. Rachel, Megan, Anna – każda z nich ma jakieś doświadczenie związane z pragnieniem bycia matką. Nie są to opowieści pełne blasku, których pełno na okładkach magazynów i w social mediach. Wręcz przeciwnie – pełno w nich niespełnienia, straty, zmęczenia. Wyobrażenia w konfrontacji z rzeczywistością tracą swój czar. Bo czy każda kobieta powinna być matką? Czy przychodzi czas, kiedy powinno się to stać? A co jeśli trzeba się zmierzyć z bezpłodnością albo ciąża pojawia się jako uboczny skutek pierwszych seksualnych doświadczeń? Czy po stracie dziecka można żyć jak dotychczas? Pragnąć kolejnego, jak gdyby nic się nie stało. Kto zna odpowiedzi na te pytania – psychoterapeuta, partner?

Spektakl 'Dziewczyna z pociągu' Och TeatrRobert Jaworski/•Spektakl "Dziewczyna z pociągu" Och Teatr

Również mężczyźni w tym dramacie są targani wewnętrznymi demonami, a ich siła to tylko jedna z szybko walących się fasad. Bo o ile kobiety próbują się mierzyć z tym, co dla nich trudne (np. na kozetce u psychoterapeuty), o tyle mężczyźni wybierają ucieczkę. W rozpacz, agresję, kolejne kłamstwa. Ich siła okazuje się pozorna, a chaotyczne działania nie przynoszą nic dobrego. Z resztą z badań cytowanych choćby przez dr n. med. Annę Klatkiewicz z Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu wynika, że mężczyźni rzadziej sięgają po specjalistyczną pomoc terapeutyczną. Naukowcy tłumaczą to generalnie większą niechęcią mężczyzn do odwiedzania lekarzy specjalistów (decydują się na to zazwyczaj dopiero w sytuacji absolutnej konieczności – poważnej choroby lub bólu uniemożliwiającego normalne funkcjonowanie i pełnienie dotychczasowych ról społecznych). Zwrócenie się o pomoc traktują jako oznakę słabości i nieporadności. Stąd zamiast przyznać się do własnych bolączek i skorzystać z pomocy wybierają choćby ucieczkę w nałogi.

Wino jak woda

Cichym aktorem tego przedstawienia jest też alkohol. Z nałogiem nie radzi sobie główna bohaterka, ale piją w zasadzie wszyscy (nawet jak sam siebie określa - „trzeźwiejący” śledczy). Jest ucieczką, ale też kurtyną za którą można ukryć własny ból i samotność. Głowna bohaterka przez nadmiarowe procenty we krwi ma zaniki pamięci ocierające się o napady paranoi. Niespójne zeznania, które zmienia w zależności od nastroju lub okoliczności sprawiają, że z perspektywy świadka, staje się nagle potencjalną sprawczynią. Bohaterka próbując zrekonstruować to, co wydarzyło się feralnej nocy, próbuje również dowiedzieć się czegoś o sobie samej.

„Dziewczyna z pociągu” ma ambicje, by nie tylko być kryminalnym thrillerem w wersji teatralnej, w którym widz próbuje rozgryźć kto i dlaczego zabił. W zasadzie jest to pewnie kwestia drugorzędna (część widzów może zresztą znać już książkę lub film i nie będzie to już dla nich zupełnie zagadką). Wydaje mi się, że sama historia jest tylko pretekstem do pokazania jak łatwo wpaść w pułapki własnego myślenia, stereotypów, powinności, które mają dać nam szczęście (jak choćby małżeństwo czy macierzyństwo). Z drugiej strony, jak ciężko znaleźć odwagę, by żyć po swojemu. By przestać oglądać się w oczach innych. W sumie pytania bardzo uniwersalne, a nawet ocierające o banał, za to pewnie dzień w dzień wałkowane w gabinetach psychoterapeutów. Oczywiście, jeśli nie jest za późno i wcześniej nie wydarzy się żadna tragedia.

Spektakl obejrzała Anna Dobrowolska

https://ochteatr.com.pl/event-data/4064/dziewczyna-z-pociagu

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Wybuchowe wesele. Zostali bez domu i z kredytem na całe życie

W jednej chwili wesele Wawrzyniaków zamieniło się w koszmar. Każdego dnia nurtuje ich pytanie: jak tu obchodzić rocznicę?

Norbert Frątczak
18.07.2021
Reklama