„Polityka”. Dajemy pełny obraz.

Czytaj, słuchaj, odkrywaj świat!

SUBSKRYBUJ
Kultura

Przeżywanie miasta – fotografie Edwarda Hartwiga w internetowych Kolekcjach Muzeum Warszawy

Fasada budynku mieszkalnego, E. Hartwig, 1976-1980, Muzeum Warszawy Fasada budynku mieszkalnego, E. Hartwig, 1976-1980, Muzeum Warszawy mat. pr.
„Przy fotografowaniu nie jest istotne, jakim posługujemy się aparatem, natomiast ważny jest człowiek za obiektywem, jego obserwacja, wybór, decyzja i przeżycie, które ulega utrwaleniu i przekazywane jest innym” - pisał we wstępie do albumu „Fotografika” jego autor – Edward Hartwig. Tysiące prac jednego z najbardziej zasłużonych polskich fotografów znajdują się obecnie w zbiorach Muzeum Warszawy.

Fotografia osobista

Na początku 1970 roku galeria Kordegarda w zaledwie dwa tygodnie ugościła ponad 10 tysięcy osób. Wszystko za sprawą „Kartek z albumu Warszawa” - głośnej wystawy fotografii Edwarda Hartwiga. Pomimo dużego zainteresowania publiczności, nie wszystkie recenzje przychylnie odniosły się do prezentowanych dzieł. Jeden z krytyków zarzucał artyście, że nie dokumentuje miasta, a jedynie je „przeżywa”. Uwaga bez wątpienia słuszna, aczkolwiek trudno postrzegać ją jako wadę wystawionych zdjęć. Szczególnie biorąc pod uwagę wcześniejsze dokonania twórcy.

Aleje Jerozolimskie, fot. E. Hartwig, lata 60. XX w., Muzeum Warszawymat. pr.Aleje Jerozolimskie, fot. E. Hartwig, lata 60. XX w., Muzeum Warszawy

„Fotografika”, której premiera miała miejsce 10 lat przed wspomnianą wystawą, do dziś uważana jest za pierwszy, a długo też jedyny, polski artystyczny album fotograficzny. To w nim Edward Hartwig zawarł esencję swojego twórczego podejścia. Przedstawieniowa treść zdjęć w „Fotografice” jest elementem drugoplanowym – najistotniejsza dla artysty jest czysto wizualna moc obrazów. Ujęcia pól i mgliste pejzaże, zestawione są z fotografiami monumentalnej architektury i scenkami rodzajowymi – temat odgrywa drugorzędną rolę, priorytetem jest plastyczna ekspresja. Nic dziwnego, że gdy w zakresie zainteresowań artysty znalazła się tkanka miejska, fani suchego, dokumentalnego stylu czuli zawód. O ile Hartwig niekoniecznie pozostał wierny podejściu czysto formalnemu, jedno w jego fotografii pozostawało niezmienne – element subiektywnego doświadczenia zawarty w zdjęciach.

Fotograf czy fotografik?

Rodzina Hartwigów przeprowadziła się z Moskwy do Lublina zaraz po rewolucji październikowej. Na Lubelszczyźnie najstarszy syn – Edward – odbierał pierwsze szlify w fotograficznym fachu, który z powodzeniem wykonywał też jego ojciec – Ludwik. Młody artysta pozostawał wówczas pod wpływem twórczości Jana Bułhaka, twórcy pojęcia „fotografika”, czyli fotografii artystycznej, w odróżnieniu od podejścia czysto rzemieślniczego – reporterskiego czy portretowego. Chociaż sam Hartwig nie przepadał za określaniem się jako „fotografik”, jego twórczość bez wątpienia pozostawała po artystycznej stronie fotograficznego fachu.

Pasaż Śródmiejski (obecnie Stefana „Wiecha”  Wiecheckiego), widok na blok mieszkalny, E. Hartwig, przed 1974, Muzeum Warszawymat. pr.Pasaż Śródmiejski (obecnie Stefana „Wiecha” Wiecheckiego), widok na blok mieszkalny, E. Hartwig, przed 1974, Muzeum Warszawy

Kiedy trafił do Warszawy w 1951 roku i zaczął uwieczniać ją na swoich zdjęciach, powstające dzieła dalekie były od wizualnego reportażu. Ta niedokumentalna tendencja chyba najwyraźniej dostrzegalna jest w serii zdjęć z lat 70, których główną bohaterką jest modernistyczna architektura Warszawy. Hartwig zastosował tam wyjątkowo formalne podejście do tematu, wydobywając z fotografowanych konstrukcji ich czysto wizualne aspekty, pomijając zupełnie elementy świadczące chociażby o walorach funkcjonalnych. Nietypowe kąty widzenia, skróty perspektywiczne i podkreślenie mocnych kontrastów świetlnych, sprawiają, że budowle w obiektywie Hartwiga zdają się być geometrycznymi abstrakcjami, a nie fizycznymi obiektami w przestrzeni miejskiej. Na kliszy uwiecznione zostały chociażby Pasaż Śródmiejski (obecnie pasaż „Wiecha”), bar Zodiak czy osiedla Torwar i Inflancka. Szerokokątne obiektywy pozwalały Hartwigowi obejmować duże, jednolite bryły, z drugiej strony powracającym motywem jest modułowość konstrukcji (chociażby balkony Służewieckich bloków) i powtarzalność architektonicznych form, którym zdjęcia zawdzięczają specyficzny rytm.

W podobnym stylu utrzymane są prace, na których utrwalony został proces odbudowy powojennej Warszawy. O ile zdjęciom tym znacznie dalej do abstrakcyjnego spojrzenia, obecnego w cyklu modernistycznym, pozostają dziełami o charakterze raczej metaforycznym, aniżeli reporterskim. Powstające z gruzów dzielnice i budynki są jedynie pretekstem do opowiadania historii o postępie i kulcie mechanizacji. Postacie ludzkie pojawiają się tu rzadko, a gdy już są obecne, zwykle służą jedynie uwypukleniu rozmachu i skali industrialnych obiektów. To nieożywiona tkanka miejskiego organizmu jest główną bohaterką zdjęć. O ile większość prac można odczytywać jako pochwałę kolektywnej pracy i odważnego patrzenia w przyszłość, agresywna dynamika niektórych zdjęć, często wywołuje raczej lęk niż podziw.

Dom studencki „Riwiera” przy ulicy Waryńskiego, E. Hartwig, 1964-1974, Muzeum Warszawymat. pr.Dom studencki „Riwiera” przy ulicy Waryńskiego, E. Hartwig, 1964-1974, Muzeum Warszawy

Mgły i opary w służbie zbiorowości

Mniej znanym faktem z życiorysu Edwarda Hartwiga jest jego wczesne zamiłowanie do fotografowania pracowników fabryk. W wywiadzie z Anną Beatą Bohdziewicz artysta wspomina, jak w młodości wstawał bladym świtem, by uchwycić mgliste pejzaże, które przyniosły mu wczesny przydomek „mglarza”. Gdy mgły opadały młody Hartwig przenosił się z aparatem do zakładów pracy – tam fotografował robotników, w odmiennym, bardziej dokumentalnym stylu. Większość tych zdjęć artysta sprzedał niedługo później, a gdy fotografowanie ludzi pracy stało się jedną z estetycznych mód socrealizmu, nie chciał do tego stylu wracać. Co nie znaczy, że zupełnie odszedł od tematu robotniczego. Połączenie stylu „mglarza” i fotografa fabryk widoczne jest na zdjęciach mężczyzn pracujących po wojnie przy odbudowie stolicy. Nieustannie powracającym motywem jest tu dym i para, obecne chociażby przy asfaltowaniu dróg. Jasne kłęby ciepłego powietrza uchwycone w kadrach czynią te fotografie niemal synestetycznymi – wykraczają poza ramy czysto wizualne, zdają się przekazywać wrażenia dotykowe i zapachowe. „Mglarz” nie tyle dokumentował miejskie prace, co przekazywał za pomocą wizualnego medium doświadczenie bycia w odbudowywanej Warszawie pełnej zapachów i dźwięków. Hartwig skupiał się ponadto na sylwetkach postaci, zamiast na twarzach i elementach wyróżniających konkretne osoby, co dodatkowo uwydatniało wątek działania zbiorowego. Chociaż artysta fotografował jednostki, zdjęcia są obrazem całej społeczności Warszawiaków, którzy wspólnymi siłami odbudowywali stolicę.

„[Warszawa] stała się dla mnie drugim miastem rodzinnym” - powiedział w jednym z wywiadów Edward Hartwig, dodając, że patrzy na miasto jak rodowity warszawiak i tak je też fotografuje. Niemal dwie dekady od śmierci artysty, Warszawiacy (rodowici i z wyboru), przyjezdni i osoby geograficznie oddalone od polskiej stolicy, mogą przeżywać miasto dzięki internetowej kolekcji Muzeum Warszawy. W projekcie Kolekcje Online bierze udział 1250 odbitek fotograficznych, około 500 negatywów i ponad 1500 diapozytywów barwnych. Podziwiać można zarówno prace z głośnej warszawskiej wystawy, jak i materiały z późniejszych lat działalności artysty, negatywy i wykadrowane odbitki, które pozwalają porównać jak Edward Hartwig komponował ujęcia w podczas fotografowania i co wycinał na późniejszych etapach pracy. Dzieła dostępne są w Muzeum Warszawy, a od niedawna także w wersji cyfrowej na stronie internetowej.

Fajerwerki nad Rynkiem Starego Miasta, fot. E. Hartwig, lata 70. XX w., Muzeum Warszawymat. pr.Fajerwerki nad Rynkiem Starego Miasta, fot. E. Hartwig, lata 70. XX w., Muzeum Warszawy

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Prof. Ewa Łętowska o sztuce godzenia się z nieuniknionym i przemijaniu

Prof. Ewa Łętowska o przemijaniu i przygotowaniach do śmierci. I o tym, co nas jeszcze w Polsce może czekać.

Violetta Krasnowska
08.12.2021
Reklama