Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Kultura

Fragment książki „Ludzie Putina”

„Ludzie Putina” „Ludzie Putina” mat. pr.
Pod koniec 2004 roku – gdy Kreml musiał się zmierzyć z wyzwaniem rzuconym jego kontroli nad najważniejszą byłą sowiecką republiką, czyli Ukrainą, a następnie przyjąć cios w postaci kolejnego, straszliwego ataku terrorystycznego – Putin i jego kompani zostali zmuszeni do podjęcia zdecydowanych działań. Wtedy właśnie Władimir Władimirowicz, opierając się na pismach wychwalających prawosławną, imperialną przeszłość Rosji, wytyczył drogę, która doszczętnie zniszczyła resztki tamtejszej demokracji – przede wszystkim zaś skierowała kraj na tory konfrontacji z Zachodem.

Zdaniem putinowców przyczyny kryzysu na Ukrainie były aż nadto oczywiste: uważali, że to Zachód knuje spiski, aby wyrwać Kijów spod parasola Moskwy. Niejasne pozostawały natomiast powody kolejnego, przerażającego ataku terrorystycznego, w wyniku którego śmierć poniosło ponad 300 zakładników, a Kreml Putina zyskał nowy pretekst do objęcia kraju jeszcze ściślejszą kontrolą.

[…]

Spośród wszystkich byłych republik sowieckich Moskwa odczuła utratę Ukrainy wskutek rozpadu ZSRS najboleśniej; był to ból fantomowy po oderwanym członku imperium, który Rosja wciąż uważała za swój. Ukraina, trzecia pod względem wielkości republika sowiecka (po Rosji właściwej oraz Kazachstanie), miała liczną populację z ojczystym językiem rosyjskim – prawie 30% – a jej gospodarka charakteryzowała się silnymi więzami z Rosją jeszcze w poprzedniej epoce. Biuro Polityczne inwestowało ciężkie pieniądze w industrializację Ukrainy, niegdyś obszaru rolniczego, przekształcając ją w głównego producenta i dostawcę sprzętu o żywotnym znaczeniu dla Rosji. Ukraińskie stalownie współpracowały z rosyjskimi w ramach sowieckiej gospodarki planowej, a fabryki wciąż dostarczały najważniejszych surowców rosyjskim wytwórniom aluminium. Ale co najistotniejsze, Ukraina stanowiła strefę tranzytową o kluczowym znaczeniu dla strategicznego rosyjskiego eksportu; 85% przepływu gazu z tego kraju do Europy odbywało się przez ukraińską sieć przesyłową, imperialne arterie zbudowane w czasach radzieckich, a należący do Ukrainy Krym nad Morzem Czarnym nadal mieścił niezwykle ważną dla Rosji bazę okrętów wojennych.

A ponieważ Putinowi zależało na odrodzeniu imperium rosyjskiego, ostatnim, czego potrzebował, był zwrot Ukrainy na Zachód. Kraj ten, położony na skrzyżowaniu szlaków między Wschodem a Zachodem, jeszcze przed rewolucją charakteryzował się silnym zróżnicowaniem. Do 1686 roku rozległe połacie zachodniej Ukrainy kontrolowały Polska i Litwa, kiedy to – po trwającej 30 lat wojnie – nastąpił podział kraju między carat a Rzeczpospolitą.

Wprawdzie rządy sowieckie zniszczyły jakiekolwiek ślady tej przeszłości, jednak wpływy zachodnie pozostały trwale obecne, wręcz wdrukowane w lewobrzeżną Ukrainę, gdzie silne były ruchy proeuropejskie. Kuczma sprytnie balansował między nastrojami prozachodnimi a siłami ciążącymi ku Rosji, teraz jednak na scenie politycznej pojawił się Juszczenko, by rzucić wyzwanie planom Putina o ściślejszym związku obu krajów dzięki utworzeniu euroazjatyckiej strefy gospodarczej. W kwietniu doszło do jej ratyfikowania przez parlamenty Rosji i Ukrainy. W przeświadczeniu Władimira Władimirowicza za Juszczenką stały zachodnie rządy, zdecydowane udaremnić odrodzenie się Rosji.

Juszczenko mocno promował integrację swojego kraju z Unią Europejską oraz z NAT O – za to westernizacyjne odchylenie Kuczma odwołał go ze stanowiska premiera. Żona Juszczenki, Amerykanka ukraińskiego pochodzenia, pracownica Departamentu Stanu USA, wychowywała się w Chicago. Poznali się w samolocie, gdzie zajmowali sąsiednie fotele – co zdaniem Putina wskazywało, że Juszczenkę zwerbowała do swych celów CIA.

Prezydent Rosji i jego ludzie postrzegali tę sytuację jako niedopuszczalną, przerażającą ingerencję w ich strefę wpływów, bezpośrednie zagrożenie dla dalszej integracji euroazjatyckiej, którą organizowali. Putin po raz pierwszy ostrzegł Zachód w kwestii ukraińskiej jeszcze latem, na kilka miesięcy przed atakiem na Biesłan.

Na szali leżała realizacja kremlowskiego planu wskrzeszenia imperium rosyjskiego (jego pierwszy krok), czyli tak zwana Wspólna Przestrzeń Gospodarcza Rosji, Ukrainy, Białorusi i Kazachstanu.

„Współdziałając ze sobą, zwiększamy konkurencyjność. Rozumiemy to nie tylko my, lecz także inni poważni ludzie, nasi zagraniczni partnerzy – ogłosił w lipcu Putin podczas spotkania z Kuczmą. – Ich agenci, zarówno w naszych krajach, jak i poza nimi, starają się robić wszystko, aby narazić na szwank rosyjsko-ukraińską integrację”.

Władimir Władimirowicz starannie wybrał miejsce na złożenie tej deklaracji – spotkanie z Kuczmą odbyło się w tym samym zabytkowym Pałacu Liwadyjskim w Jałcie, w którym pod koniec drugiej wojny światowej Stalin, Roosevelt i Churchill podzielili Europę na strefy wpływów między Wschodem a Zachodem. Putin rościł więc sobie pretensje do odnowienia historycznego prawa przyznanego Rosji, to znaczy zaznaczenia jej strefy wpływów rozciągającej się na „bliską zagranicę”.

Ostrzeżenie to przeszło jednak prawie bez echa. Popularność Juszczenki rosła z dnia na dzień mimo przybycia do Kijowa kremlowskich spin doktorów, których zadaniem było doprowadzić do zwyżki notowań Janukowycza. 5 września, zaledwie dzień po tym, jak Putin w przemówieniu na temat Biesłanu stwierdził, że to siły zewnętrzne próbowały wyrwać z Rosji co bardziej soczyste kawałki, przeciwnicy Juszczenki przeszli do ofensywy. Były premier wybrał się na kolację do daczy szefa ukraińskiej służby bezpieczeństwa, generała Ihora Smeszki. Nazajutrz poczuł się źle; w kolejnych dniach na jego twarzy uwidoczniły się paskudne cysty. Lekarze z Austrii, dokąd poleciał się leczyć, doszli do wniosku, iż został on otruty wysoce toksycznymi dioksynami. Mimo wszystko kampania wyborcza Juszczenki toczyła się dalej z wielką siłą. Został on wprawdzie chwilowo wyautowany, ale pod jego nieobecność wszystkim zajęła się Julia Tymoszenko, budząca szacunek i obawy działaczka polityczna, ukraińska nacjonalistka – agitację prowadziła chwytliwie i przebiegle. Hasło wyborcze, niezwykle proste, brzmiało „Tak” – a pomarańczowe plakaty i banery organizacji widać było na każdym rogu.

Podejmowane przez Putina próby interwencji – nawet wizyta w stolicy Ukrainy, Kijowie, na kilka dni przed głosowaniem, aby skłonić ludzi do wyboru prokremlowskiego kandydata Janukowycza – przyniosły skutek odwrotny do zamierzonego851. Całkowite wsparcie zapewniła temu opryskliwemu człowiekowi rosyjska telewizja państwowa; był to partyjny aparatczyk, były więzień, który wywodził się z prorosyjskiej części Ukrainy, sprawiający niekiedy wrażenie niezdolnego do złożenia choćby jednego poprawnego

zdania. Wyraźnie drażnił elektorat spragniony niepodległości po latach sowieckiej hegemonii. W porównaniu z erudytą Juszczenką Janukowycz wypadał niezwykle blado; ten pierwszy – przeżywszy próbę otrucia – stał się narodowym bohaterem, mimo zniekształceń na twarzy oraz szkód w organizmie, które wciąż stanowiły dlań niebezpieczeństwo.

Gdy pod koniec listopada Ukraińcy ruszyli do urn, kolejna interwencja Putina znów nie wypaliła. Prezydent Rosji pogratulował Janukowyczowi zwycięstwa, zanim jeszcze ogłoszono wyniki, mimo że sondaże exit polls wskazywały na rezultat dokładnie przeciwny852. Oficjalne liczenie głosów nadzorował zausznik Władimira Władimirowicza i gdy wreszcie okazało się, że Putin się nie pomylił, gratulując Janukowyczowi, opozycja ogłosiła sfałszowanie wyborów. Na ulice wyszły dziesiątki tysięcy zwolenników Juszczenki, w tym wielu młodych ludzi, którzy zjednoczyli się w ramach grupy pod nazwą „Pora!”. Na głównym placu Kijowa, Majdanie, powstało miasteczko namiotowe853. Mimo trzaskającego mrozu protestujących przybywało, aż wreszcie zgromadziło się około miliona osób, co zmusiło Kuczmę do ogłoszenia nowych wyborów (w grudniu). Głosowanie, tym razem przeprowadzone pod kontrolą miejscowych i międzynarodowych obserwatorów, zakończyło się zwycięstwem Juszczenki. Wygrał kandydat Zachodu.

Dla Putina i jego zwolenników oznaczało to druzgoczącą porażkę, którą wielu z nich pamięta do dzisiaj. Skutki pomarańczowej rewolucji okazały się tak poważne, a cios zadany planom Kremla tak potężny, że – według dwóch bliskich współpracowników prezydenta Rosji – Putin chciał się podać do dymisji854. Żadna z osób w jego najbliższym otoczeniu nie miała jednak ochoty zastąpić go na stanowisku, ponieważ wiązałoby się to z przyjęciem ogromnej odpowiedzialności. Oto pod nosem Rosji rozgrywała się już druga prozachodnia rewolucja. Zaledwie rok wcześniej w byłej sowieckiej republice, Gruzji, władzę objął wykształcony na Uniwersytecie Columbia, sympatyzujący z Zachodem Micheil Saakaszwili.

W odczuciu Putina i jego ludzi aktywnie działające siły zachodnie zaczynały ich po prostu otaczać, wkraczając do rosyjskiej strefy wpływów i grożąc samemu krajowi. Najgorszy koszmar WW i jego akolitów sprowadzał się do obawy, że wskutek inspiracji wydarzeniami u sąsiadów finansowani przez Zachód rosyjscy opozycjoniści zechcą obalić reżim Putina. Ta ponura paranoja miała oddziaływać na wiele podjętych później decyzji.

I znów reakcja Kremla polegała na podniesieniu stawki w grze: zaczęto przedstawiać Rosję jako oblężoną twierdzę. Wydarzenia na Ukrainie i w Gruzji jeszcze przez wiele kolejnych lat wpływały na sposób postępowania Putina. On sam, ale także jego ludzie uważali, że toczą dwojaką bitwę: o odbudowę imperium z jednej strony, z drugiej zaś – o istnienie państwa, dlatego nie mogą sobie pozwolić na jakąkolwiek interwencję z zewnątrz; czynnik ten bez wątpienia doprowadził do decyzji o rezygnacji z obieralności gubernatorów regionów.

W grudniu, na kilka dni przed drugą turą wyborów na Ukrainie, Putin wykorzystał swe doroczne spotkanie z dziennikarzami do zaatakowania Zachodu, który – jak twierdził – usiłuje izolować Rosję, wzniecając rewolucje u jej najbliższych sąsiadów. Po raz kolejny połączył te zarzuty z niepokojami w Czeczenii: „Jeśli to prawda, to polityka Zachodu względem Czeczenii staje się bardziej zrozumiała […], jako mająca na celu destabilizowanie Federacji Rosyjskiej”. Przewroty odbywające się w dawnych republikach radzieckich, ciągnął WW, zostały „zaplanowane gdzieś indziej”. Dodał, że pensje nowemu gruzińskiemu rządowi wypłaca amerykański miliarder George Soros.

Wygłaszając w kwietniu swe doroczne przemówienie do narodu, Putin posłużył się tym, czego dowiedział się od białorosyjskich emigrantów na temat imperialnej przeszłości kraju – tematyka ta wyraźnie wychodziła teraz na pierwszy plan. Dość swobodnie cytował Iwana Iljina, filozofa religii, który uciekł przed bolszewikami, oraz Siergieja Wittego, reformatorsko nastawionego premiera rządu za ostatniego cara Rosji; mówił, że kraj kroczy jedyną w swoim rodzaju drogą ku własnemu przeznaczeniu. Panująca w nim forma demokracji nie może naśladować modeli obowiązujących na Zachodzie.

Upadek Związku Sowieckiego – co Putin oznajmił narodowi po raz pierwszy – stanowił największą tragedię XX wieku. „Wielu myślało wtedy albo im się zdawało, że nasza młoda demokracja nie jest kontynuacją rosyjskiej państwowości, tylko jej ostateczną klęską, przedłużoną agonią ustroju radzieckiego. Mylili się jednak”, mówił prezydent. Obecnie kraj wkraczał w nową fazę rozwojową: „Nasze społeczeństwo nie tylko generuje energię niezbędną dla własnego przetrwania, lecz także ma w sobie wolę nowego, wolnego życia […]. Musieliśmy więc znaleźć własną drogę budowy demokracji, budowy wolnego i sprawiedliwego społeczeństwa oraz państwa”.

Do tej pory przemówienia Putina do narodu skupiały się niemal wyłącznie na kwestiach ekonomicznych, środkach zmierzających do podwojenia PKB, zapewnieniu rosyjskim obywatelom „wygodnego” życia, a także dalszej integracji kraju z gospodarką światową oraz z Europą. „Ekspansja Unii Europejskiej nie powinna oznaczać tylko bliskości geograficznej, lecz także bliskość ekonomiczną i duchową”, zauważył Władimir Władimirowicz zaledwie rok wcześniej. Tym razem jednak przemówienie miało inny wymiar:

„Rosja powinna kontynuować swoją misję cywilizacyjną na kontynencie euroazjatyckim. Uważamy za sprawę najwyższej wagi międzynarodowe wsparcie dla poszanowania praw Rosjan za granicą, które nie może być przedmiotem targów politycznych lub dyplomatycznych”.

Rosja zakreślała swoją strefę wpływów, choć poniewczasie, obejmując nią byłe republiki sowieckie. Była to nowa strategia – budowanie pomostu łączącego ją z własną imperialną przeszłością.

Catherine Belton, LUDZIE PUTINA, tłum. Przemysław Hejmej; Wydawnictwo SQN, Kraków, 9 marca 2022 r., str. 347 i 357-363.

Materiał płatny Wydawnictwa SQN

Reklama

Czytaj także

Niezbędnik

Prawda według filozofów

Prawda jest cechą zdania. Po prostu. Jej przeciwieństwem jest fałsz. Zdanie może być prawdziwe, fałszywe albo nie wiadomo jakie. Tylko jak to stwierdzić? Dzięki czemu mamy pewność, że o jednych zdaniach daje się powiedzieć, że są prawdziwe lub fałszywe, a o innych nie?

Magdalena Środa
04.04.2017
Reklama