Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Kultura

Nic śmiesznego, czyli kabaret Neo-Nówka podbija internet

Kabaret Neo-Nówka Kabaret Neo-Nówka Youtube
Kabaret Neo-Nówka, jak wielu śmieszków w Polsce, przeżywa spóźnione antysymetryczne przebudzenie. Sezon ogórkowy, więc internet i media zapłonęły, podzielone zupełnie jak rodzina w skeczu.

W trwającym pół godziny skeczu grupy Neo-Nówka „Wigilia 2022” jedna z postaci, dorosły syn, wygłasza wulgarne podsumowanie afer władzy PiS. Tyrada wymierzona jest w postać prorządowego ojca; ich polityczny spór jest osią całego występu, który jest nową wersją skeczu z programu „Kazik sam w domu” wystawionego w 2018 r. Sezon ogórkowy, więc internet i media zapłonęły, podzielone zupełnie jak rodzina w skeczu.

Ile ośmiorniczek można kupić za wybory kopertowe?

Występ miał miejsce na emitowanym w Polsacie kabaretonie w Koszalinie, co mogło spotęgować oburzenie PiS – stacja uznawana jest za raczej mu sprzyjającą. Co więc się zmieniło od 2018 r.? Właściciel Polsatu „Zygmunt Solorz zawsze idealnie wyczuwał wiatr zmian w polityce. Wygląda, jakby powoli zaczął przestawiać wajchę...” – zauważył na Twitterze dziennikarz Szymon Jadczak.

Dla obserwatorów sceny politycznej w Polsce czymś niepojętym musi być, że kiedyś wystarczyło przyłapać polityka na zajadaniu się specjałami, które dziś można dostać za dwie dychy w Lidlu, a wielomilionowe – czy nawet miliardowe – przekręty przedstawicieli partii rządzącej od niemal dekady nikogo nie ruszają. Reakcje wyglądają jak z popularnych memów: „gdy to się dzieje, ja śpię”, albo z innego: „no pan się dowiedział i co z tego”. Wszyscy wiedzą i śpią, i co z tego. Może dlatego, że lud poczuł, że tym razem bierze udział w podziale tortu (jak 500 plus), a może dlatego, że żyje w bańce informacyjnej, gdzie wystarczy powtarzać przekaz „inni też kradli”. Nie trzeba być nawet „ciemnym ludem”, jak to określił kiedyś Jacek Kurski; mało kto nie jest podatny na powtarzane w kółko hasła.

Czy krążący fragment skeczu ma szansę uczynić wyłom w tej bańce informacyjnej, to się okaże. Na razie wojnę memetyczną wygrywa Neo-Nówka, która w wywiadach robi za bezkompromisowych i odważnych bohaterów opozycji. Trzeba przyznać, że ów kabaret ma moc zmieniania rzeczywistości. W „Wigilii” z 2018 r. zażartowali, że teraz wafle „Grześki” będą nazywały się „Jarki”. Po czym wprowadzili wafle „Jarki” na rynek. Jak w żarcie rysunkowym Raczkowskiego – kiedy głupi się kłócą, czy w Trzech Króli powinno być wolne, mądry sprzedaje kartonowe korony.

Czytaj też: Polityczna satyra powraca w glorii

Śmiejemy się po równo ze wszystkich

W pierwszej wersji skeczu takiego mocnego ataku na PiS nie było. Wyrastała z symetrycznego przekonania, że należy śmiać się po równo ze wszystkiego. W podobny sposób biali, cispłciowi, heteroseksualni komicy uzasadniali swoje prawo do okrutnych i wykluczających żartów z mniejszości – przecież mam dystans do siebie, więc mogę dokuczać każdemu, nawet temu, komu wciąż dokucza całe społeczeństwo.

W Polsce to podejście „śmiejemy się ze wszystkich” miało czasem podtekst „wszyscy politycy są źli”, śmiejmy się z nich po równo. Tak robiły śmieszki z Make Life Harder. Na szczęście przyszła pora na refleksję. „MLH do 2015 r. stawiało sobie za punkt honoru, żeby stosować tę samą miarę, być symetrycznym – tzn. jeżeli dowalamy Leszkowi Millerowi, to dowalmy też Jarosławowi Kaczyńskiemu. To się jednak zaczęło zmieniać. Przynajmniej w moim przypadku ten symetryzm się skompromitował. I stąd to przesunięcie w stronę polityki. (…) Tak że tym razem wina PiS, nie Tuska”, opowiadał „Polityce” w 2021 r. Jakobe Mansztajn.

Dwa lata wcześniej aktor i komik Maciej Stuhr w wywiadzie dla „Wyborczej” wyrażał naiwną wiarę w jednoczącą rolę humoru. „Śmiech jest zdrowy. Rozładowuje stres, pozwala nabrać dystansu, oswoić nieszczęścia, jakie na nas spadają. Bo z czego się śmiejemy najczęściej? Poza absurdami przede wszystkim z traum, takich jak śmierć, choroba czy zdrada, śmiejemy się też z własnych kompleksów. Takie tematy przewijają się w dowcipach, które opowiadamy sobie na ulicy. Myślę, że śmiech mógłby się stać takim wspólnym, uzdrawiającym przeżyciem. (…) Okazuje się, że potrafimy wyjść poza ciągłe kłótnie i krzyki i zacząć się śmiać z pewnych rzeczy razem”.

Mam odwrotne wrażenie – śmiech ucina każdą poważną dyskusję i uniemożliwia jakiekolwiek porozumienie. Nie mówiąc już o tym, że fragment występu Neo-Nówki, który robi taką furorę, nie był nawet żartem.

Czytaj też: Olga Lipińska o nabzdyczeniu władzy

Z kogo się wolno śmiać

Na takim samym naiwnym przeświadczeniu – śmiejmy się razem! – opierała się pierwsza wersja skeczu. Jedność nie brała się tam jedynie z rozłożenia ciosów po równo dla PO i PiS, by w finale postać dziadka mogła zawołać: „W d...pie mam PiS i PO. Sk...syny nawet rodziny skłócili!”. Narodowa jedność opierała się na nienawiści do wszystkiego, co polityczne. Ale nie tylko.

Gdybym był mniej delikatny, nazwałbym to przedstawienie „mizoginicznym, homofobicznym, klasistowskim rzygiem”. Innymi słowy, klasyka polskiego kabaretu, który raczej jest zachowawczy niż progresywny. Co najgorsze, źle napisany, nudny (przez pół godziny oglądamy trzech siedzących facetów) i nieśmieszny. Mój znajomy, który uwielbia zarówno Adama Sandlera, jak i kreskówki z serii „Blok Ekipa”, zdał mi raport z oglądania „Wigilii 2022”: „obejrzałem połowę i jak na razie zero śmiechu z mojej strony. Tylko mnie bawią przebitki na publiczność. Przed chwilą był cały gang w zielonych kapeluszach”. Niska jakość polskich śmieszków to oczywiście wina telewizji – kabarety dostają za dużo czasu i nie wiedzą, co z nim robić.

Ale być może wyjściem z tego zaklętego kręgu będzie właśnie zrozumienie, że symetryzm nie działa, że należy walić we władze (nie tylko państwowe), że należy opowiadać się za słabszymi i korzystać z humoru nie po to, żeby kadzić publiczności, ale żeby ją inspirować do bycia lepszymi ludźmi.

Nie żartuję, ale nie zdziwię się, jeśli ktoś się zaśmiał.

Czytaj też: „Ucho prezesa”. Ośmiesza czy ociepla wizerunek władzy?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Wojtek z Zanzibaru i jego rajski niby-biznes. Oszukał setki Polaków

Wojtek z Zanzibaru reklamował się jako ten, który otwiera egzotyczny raj przed Polakami. Zostawił za sobą setki poszkodowanych i straty oszacowane jak dotąd na kilka milionów złotych. A za stare grzechy jest ścigany listem gończym.

Marcin Piątek
10.08.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną