Po „Back On 74” mogli powtórzyć sprawdzony przepis. Jungle wybrali inną drogę
Sukces „Back On 74” łatwo byłoby potraktować jak instrukcję obsługi Jungle. Soulowo-dyskotekowy groove, charakterystyczne falsety, perfekcyjnie zaprojektowany teledysk i choreografia, która zaczęła żyć własnym życiem w mediach społecznościowych. Utwór z albumu „Volcano” z 2023 r. stał się największym przebojem w historii grupy, zdobył platynowe certyfikaty w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych, a jego popularność pomogła Jungle dotrzeć do publiczności daleko wykraczającej poza dotychczasowy krąg fanów.
Zespół dostał więc dokładnie to, czego przemysł muzyczny zwykle oczekuje od artysty: format, który można powtórzyć. Jungle postanowili zrobić odwrotnie.
Tom McFarland przyznawał przed premierą „Sunshine”, że muzycy świadomie pilnowali się przed myśleniem: skoro publiczności spodobało się „Back On 74”, nagrajmy cały album według tego samego przepisu. W ich przekonaniu właśnie w takim momencie zespoły najłatwiej tracą własny kierunek.
Nie chodzi o pogodę
Piąty album Jungle, wydany 14 sierpnia, jest więc nie tyle próbą stworzenia drugiego „Volcano”, ile zmianą perspektywy. „Sunshine” ma jedenaście utworów i zachowuje dobrze rozpoznawalne DNA zespołu – soul, disco, funk, hip-hop i elektronikę – ale muzycy pozwalają sobie na więcej przestrzeni i prostsze konstrukcje.
Słychać tu Motown, miękkie harmonie wokalne i brazylijskie inspiracje z lat 60. i 70. Szczególnie wyraźnie pojawiają się one w „The Wave”, jednym z trzech singli poprzedzających premierę albumu. „Carry On” sięga z kolei do klasycznego soulu, a „Someday, Somewhere” buduje charakterystyczne dla nowej płyty napięcie między melancholią a optymizmem.
Sam tytuł może być zresztą nieco mylący. Dla Jungle „Sunshine” nie oznacza pocztówkowego lata ani beztroski. Muzycy opisują go raczej jako stan umysłu – wewnętrzne miejsce, do którego można wrócić, kiedy potrzebna jest nadzieja na lepszy czas.
Dlatego pod jasną powierzchnią albumu pojawiają się mniej słoneczne tematy: rozczarowanie, tęsknota, dystans, odzyskiwanie zaufania czy potrzeba ponownego odnalezienia własnego punktu oparcia.
Jungle są już oficjalnie trio
„Sunshine” przynosi też zmianę, która na papierze wygląda większą, niż była w rzeczywistości. Jungle przestali być formalnie duetem. Do J Lloyda i Toma McFarlanda jako pełnoprawna członkini dołączyła Lydia Kitto.
Nie jest jednak nową osobą w świecie zespołu. Z Jungle współpracowała od kilku lat, uczestniczyła już w powstawaniu „Loving In Stereo” i „Volcano”, pisała, nagrywała i koncertowała z grupą. Oficjalne rozszerzenie składu raczej potwierdziło więc proces, który od dawna zachodził w studiu.
Na „Sunshine” słychać jednak konsekwencje tej zmiany. Głos Kitto wychodzi na pierwszy plan znacznie częściej, a trzyczęściowe harmonie stają się jednym z najważniejszych elementów nowego materiału.
To interesujący moment również z perspektywy historii Jungle. Kiedy J Lloyd i Tom McFarland zakładali projekt w Londynie w 2013 r., celowo usuwali siebie z pierwszego planu. Początkowo występowali jako J i T, a zamiast budować klasyczny wizerunek zespołu, tworzyli świat, w którym muzycy, tancerze, choreografowie i filmowcy byli częścią tego samego projektu.
Zespół, który równie dobrze można oglądać
Ten pomysł okazał się jednym z najważniejszych powodów sukcesu Jungle.
Ich teledyski od lat funkcjonują niemal równolegle do muzyki. Kamera często obserwuje długie, precyzyjnie zaplanowane choreografie, a zamiast członków grupy głównymi bohaterami są tancerze. Za wizualny język Jungle odpowiadają przede wszystkim J Lloyd i reżyser Charlie Di Placido.
Przy „Volcano” ambicja poszła jeszcze dalej: zespół przygotował teledyski do wszystkich utworów, układając je w jeden wizualny projekt. Największym fenomenem okazało się „Back On 74”, którego choreografia błyskawicznie wydostała się poza sam klip.
Nieprzypadkowo także „Sunshine” od początku funkcjonuje jako projekt audiowizualny. Singlom ponownie towarzyszą choreograficzne filmy – w „The Wave” występują Kaycee Rice i Yana Sologub, choreografię przygotował Will West, a za kamerą ponownie stanęli Lloyd i Di Placido.
Jungle coraz trudniej więc traktować wyłącznie jako zespół muzyczny. To raczej konsekwentnie rozwijany język, w którym piosenka, ruch i obraz mają podobne znaczenie.
Od internetowego fenomenu do aren
Najbardziej wymiernym dowodem zmiany skali Jungle jest jednak tegoroczna trasa.
Jesienią trio rusza w świat obejmujący Amerykę Północną i Europę, a następnie kolejne kontynenty. W kalendarzu znalazły się m.in. Red Rocks Amphitheatre w Kolorado, paryska Accor Arena, Ziggo Dome w Amsterdamie, Uber Arena w Berlinie i dwa wieczory w londyńskiej The O2.
10 listopada Jungle przyjadą również do Polski. Koncert odbędzie się w Atlas Arenie w Łodzi.
To interesujący etap w historii grupy, która zaczynała od świadomego ukrywania swoich twórców za tancerzami i obrazem, a kilkanaście lat później wchodzi na sceny największych hal.
Najpierw Rio Kosta
Wieczór w Łodzi otworzy Rio Kosta, duet z Los Angeles tworzony przez Mike’a Del Rio i Kostę Galanopoulosa. To jeden z ciekawszych nowych projektów poruszających się między psychodelią, soulem, alternatywnym popem i wpływami world music.
Ich wspólne granie wyrosło z improwizacji i poszukiwania brzmienia, a nie z klasycznie zaplanowanego projektu studyjnego. Efektem jest wydany w 2025 r. debiutancki album „Unicorn” – trzynastoutworowa, psychodeliczna podróż oparta na groove'ie, wielogłosach i organicznych aranżacjach.
Rio Kosta dobrze pasują do Jungle także dlatego, że podobnie nie zamykają się w jednym gatunku. Psychodeliczne groove'y spotykają się u nich z soulowymi harmoniami i inspiracjami muzyką z różnych stron świata. Na żywo projekt może funkcjonować zarówno jako kameralny duet, jak i rozbudowany skład koncertowy.
W Łodzi będą więc czymś więcej niż przypadkowo dobranym supportem. Ich muzyka może okazać się naturalnym wprowadzeniem do świata „Sunshine”.
Jungle + Rio Kosta
10 listopada 2026
Atlas Arena, Łódź
Bilety: https://www.eventim.pl/noapp/event/21459721/?affiliate=FK0
Materiał przygotowany przez FKP Scorpio i Loco Motion Agency.