Film

Powrót do przyszłości

Recenzja filmu: "Mroczne cienie", reż. Tim Burton

Johnny Depp w ósmym spotkaniu z Timem Burtonem Johnny Depp w ósmym spotkaniu z Timem Burtonem Warner Bros / materiały prasowe
Film na podstawie niezwykle popularnej w Ameryce w latach 60. satanistycznej opery mydlanej.

Siedem spotkań Tima Burtona z człowiekiem o tysiącu twarzach i urodzie amanta – jak mawia reżyser – czyli jego ulubionym aktorem Johnnym Deppem, przeszło do historii kina. Ósme – na planie wysokobudżetowej komedii „Mroczne cienie” zrealizowanej na podstawie niezwykle popularnej w Ameryce w latach 60. satanistycznej opery mydlanej – potwierdza, że to duet idealny. Odkryciem filmu jest jednak obdarzona gotycką urodą Eva Green, wyglądająca na ekranie jak heroina z obrazów Tamary Łempickiej, oraz cztery inne aktorki świetnie czujące pastiszową konwencję (Helena Bonham Carter, Michelle Pfeiffer, Bella Heathcote i znana z horroru „Pozwól mi wejść” Chloe Grace Moretz).

W burtonowskiej parodii wampirycznych opowieści fabuła jest wątła i wybitnie pretekstowa. Przystojny młodzieniec z Liverpoolu łamiący serca kolejnym kochankom po przybyciu w XVIII w. do Stanów Zjednoczonych zostaje zamieniony w upiora za karę, że odrzucił miłość zmysłowej, zazdrosnej czarownicy. Po 200 latach wydostaje się z trumny i zaczyna się sprawdzać w roli biznesmena ratującego podupadający interes swoich dalekich krewnych, jeszcze większych dziwaków niż on. Ze spiczastymi uszami, wybieloną twarzą, umalowanymi na czarno oczami Depp, jak zwykle, wypada czarująco. Jego nagłe przebudzenie w czasach hipisowskiego karnawału (z wyraźnymi aluzjami do szekspirowskiej „Burzy”) stanowi dodatkowe źródło humoru.

W „Mrocznych cieniach”, oprócz kpiny z romantycznej symboliki dwóch zbuntowanych epok, zabawa polega głównie na straszeniu kiczem i śmianiu się z postmodernistycznych dowcipów na temat „Nosferatu”, „Lśnienia”, „Omenu” czy „Fatalnego zauroczenia”. Aby uniknąć rozczarowania, lepiej nie spodziewać się niczego więcej.

Mroczne cienie, reż. Tim Burton, prod. USA, 113 min

Polityka 21.2012 (2859) z dnia 23.05.2012; Afisz. Premiery; s. 80
Oryginalny tytuł tekstu: "Powrót do przyszłości"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Od uchodźcy 600 zł. W Polsce kwitnie handel meldunkami

O tym, że zameldowanie nadal jest w Polsce obowiązkowe, wie niewielu Polaków. Obcokrajowców jeszcze mniej. Właściciele mieszkań meldować nikogo nie muszą. I nie chcą. W szczególności uchodźców, a już najmniej tych z Afryki. Za brak meldunku Polakom nic nie grozi, cudzoziemcom spoza Unii – grzywna. Bez zameldowania nie mogą załatwić wielu spraw. W efekcie kwitnie meldunkowy handel.

Agnieszka Rodowicz
16.02.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną