Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Film

Biografia czy bajka?

Recenzja filmu: "Wysocki", reż. Piotr Busłow

Sergiej Bezrukow jako Władimir Wysocki. Sergiej Bezrukow jako Władimir Wysocki. Kino Świat / materiały prasowe
Bohaterami filmu, który skręca niespodziewanie w kierunku komedii, są ludzie z otoczenia artysty.

Kim był Władimir Wysocki, tłumaczyć nie trzeba. A teraz proszę sobie wyobrazić film o legendarnym bardzie z Taganki zrealizowany w tempie szpiegowskiego thrillera o agencie Bournie. Z ruchliwą kamerą, jazgotliwą ścieżką dźwiękową, montażem jak w wideoklipie, nocnymi scenami pościgów po ulicach Moskwy, gdzie sprawy artystyczne, miłosne, psychologiczne zostają zepchnięte na margines. „Wysocki” Piotra Busłowa nie jest filmem słabym, tylko formalnie rozmijającym się z oczekiwaniami widzów. Wbrew tytułowi nie chodzi w nim o biograficzny dramat przedstawiający życiowe komplikacje fenomenalnego pieśniarza (Sergiej Bezrukow), tylko w najlepszym razie o trzymającą w napięciu rosyjską wersję „Życia na podsłuchu”.

Bohaterami filmu, który skręca niespodziewanie w kierunku komedii, są ludzie z otoczenia artysty, a nie on sam, ukazany na rok przed śmiercią, gdy był już uzależniony od narkotyków, w słabej kondycji psychicznej. Występujący z nim na scenie przyjaciele z teatru, menedżer, 19-letnia kochanka, robią wszystko, by pamiętny koncert w Bucharze w Uzbekistanie (Wysocki miał wtedy zawał) jednak się odbył. Inwigilowani nie wiedzą, że to nie Opatrzność nad nimi czuwa, tylko agenci KGB knują intrygę mającą ubezwłasnowolnić Wysockiego. Film rozkręca się na dobre dopiero w drugiej połowie, gdy plany tajniaków wymykają się spod kontroli. Krzepi bajkowo optymistyczne przesłanie, że w komunie, aby przetrwać, wystarczyło zachowywać się godnie i solidarnie.

 

Wysocki, reż. Piotr Busłow, prod. Rosja, 128 min

Polityka 50.2013 (2937) z dnia 10.12.2013; Afisz. Premiery; s. 96
Oryginalny tytuł tekstu: "Biografia czy bajka?"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Pierwsza matura po deformie. Żeby zdać, trzeba szczęścia albo wielkich pieniędzy

Żeby przejść przez maturę, trzeba mieć dużo zdrowia albo spore pieniądze. A najlepiej jedno i drugie – mówią rodzice i nastolatki z pierwszego rocznika wykształconego w szkołach zreformowanych przez Annę Zalewską. Za sto dni podchodzą do trudniejszych niż dotąd egzaminów.

Joanna Cieśla
31.01.2023
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną