Film

Przez wodę i ogień

Recenzja filmu: „Kiedy umieram”, reż. James Franco

„Kiedy umieram „Kiedy umieram", reż. James Franco Stowarzyszenie Nowe Horyzonty / materiały prasowe
Tym, którzy w okresie okołowielkanocnym mają potrzebę przeżyć eschatologicznych, radzę, by wybrali Jamesa Franco zamiast okupujący właśnie nasze ekrany amerykański kicz biblijny.

Raz do roku, około Wielkanocy, mamy w kinach post, więc tym bardziej godny polecenia jest film „Kiedy umieram”, który wszedł na ekrany bez rozgłosu. Zasługuje na uwagę z kilku powodów. Zacznijmy od czołówki: scenarzystą i reżyserem jest James Franco (ur. w 1978 r.), który zdobył popularność, grając Jamesa Deana, a potem m.in. Allena Ginsberga w „Skowycie”. Młodsi widzowie mogli go zapamiętać z dwóch „Spider-Manów” oraz „Spring Breakers”. Wydawać by się mogło, że gwiazdor, stając po drugiej stronie kamery, opowie współczesną historię, tymczasem sięgnął po powieść Williama Faulknera i to tak trudną do ekranizacji jak „Kiedy umieram” z 1930 r. W powieści występuje kilkunastu narratorów opowiadających kolejne przypadki biednej rodziny z Południa, która, spełniając ostatnią wolę zmarłej matki, wyrusza w drogę z trumną, by złożyć ją do ziemi w rodzinnej miejscowości nieboszczki. Trumna przejdzie – także w sensie dosłownym – próbę wody (zerwany most na rzece), jak i ognia (pożar w jednej z mijanych miejscowości). Tej próbie poddani zostaną też eskortujący ją żywi. Reżyser eksperymentuje z formą, dzieląc ekran na pół, co daje doskonały efekt montażowy, choć po pewnym czasie zaczyna trochę męczyć.

Tak czy inaczej tym, którzy w okresie okołowielkanocnym mają potrzebę przeżyć eschatologicznych, radzę, by wybrali Jamesa Franco zamiast okupujący właśnie nasze ekrany amerykański kicz biblijny.

 

Kiedy umieram, reż. James Franco, prod. USA, 110 min

Polityka 16.2014 (2954) z dnia 15.04.2014; Afisz. Premiery; s. 95
Oryginalny tytuł tekstu: "Przez wodę i ogień"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Wielki Janusz Gajos. Mówi, a ludzie go słuchają

Kluczowe postaci w „Klerze” i „Kamerdynerze”, do tego kilka ról w Teatrze Narodowym i kolejne filmy w przygotowaniu. Od Janusza Gajosa zależy dziś w polskiej kulturze więcej niż kiedykolwiek.

Aneta Kyzioł
25.09.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną