Recenzja filmu: „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć”, reż. David Yates

Magia wnika w USA
Choć „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć” osadzone są w podzielonej poważnymi sporami społecznymi Ameryce, to z rzeczywistą sytuacją polityczną w Stanach Zjednoczonych film ma niewiele wspólnego.
„Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć”
Warner Bros./mat. pr.

„Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć”

J.K. Rowling, autorka serii o Harrym Potterze, napisała kiedyś bestiariusz, który teraz stał się podstawą dla jej pierwszego scenariusza filmowego. „Fantastyczne zwierzęta...” opowiadają o wyrzuconym z brytyjskiej szkoły magów – z Hogwartu – ekscentryku, naukowcu opiekującym się magicznymi stworami. Magizoolog Newt Scamander (Eddie Redmayn – nie da się jego bohatera nie polubić) z walizką, będącą słabo zabezpieczonym portalem przenoszącym do ochronki dla groźnych i nietypowych gatunków, trafia do Nowego Jorku, a właściwie jego alternatywnej wersji z lat 20. Przepisy nadal zabraniają wwożenia niezarejestrowanych zwierząt, ale miasto, jak pewnie całe Stany, ma dużo większe problemy: pogrążone jest w paranoi, segregacji, polowaniach na czarownice i czarodziejów. Konserwatywni politycy i religijne stowarzyszenia niezapominające wydarzeń z Salem ledwo dogadują się z magami, którzy znów nie chcą się asymilować z niemagiczną częścią społeczeństwa i w sekrecie kierują państwem w państwie – wzorowanym na Kongresie MACUSA. Zaraz po przejściu kontroli granicznej w Stanach Zjednoczonych Scamander omyłkowo zamienia się skórzanymi walizkami z niemagiem, robotnikiem fabrycznym Jacobem Kowalskim (Dan Fogler) i trafia potem w ręce agentki bezpieczeństwa MACUSY – Porpentiny Goldstein (Katherine Waterson). Ale wtedy w Nowym Jorku zaczyna burzyć kamienice, zrywać bruki i mordować niemagów poltergeist, kula czarnej magii nazywana przez czarowników obscurusem.

Nowojorczykom zdecydowanie zacznie brakować spokoju i równowagi, a ze względu na ten element scenariusza ciężko nie widzieć w „Fantastycznych zwierzętach...” odrobiny analogii do podziałów i represji, z jakimi Stany Zjednoczone zaczęły się na poważnie zmagać po niedawnych wyborach prezydenckich. Ale to chwyt niezamierzony (Rowling napisała swój pierwszy, dość uniwersalny i mroczny scenariusz, zanim podobny scenariusz polityczny zaczął być brany pod uwagę).

Za to niestety trochę czuje się, że oparty na jej pomyśle film jest tylko wprowadzeniem w nową, magiczną rzeczywistość. Planowane są jeszcze cztery części poświęcone nowym bohaterom; filmy utrzymane prawdopodobnie w klimacie łączącym „Indianę Jonesa”, „Ghostbusters” z „X-Menami”. W pierwszym filmie z serii kuleje utrzymanie spójnej, wartkiej opowieści o przygodach Scamandera, a jednak „Fantastyczne zwierzęta...” ogląda się z zachwytem – dzięki samym wnikającym w tkankę miejską elementom z nieznanej rzeczywistości czarodziei, a także dzięki przewijającemu się po ekranie korowodowi coraz dziwniejszych stworzeń wymyślanych sprawniej i sprawniej przez Rowling.

Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć, reż. David Yates, prod. Wielka Brytania, USA, 133 min

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną