Recenzja filmu: „Paradoks Cloverfield”, reż. Julius Onah

Horror w kosmosie
Gdyby ten pomysł i budżet trafiły w ręce twórcy „Black Mirror”, wyszedłby o klasę lepszy film.
„Paradoks Cloverfield”
mat. pr.

„Paradoks Cloverfield”

Reżyserem „Paradoksu...” jest wprawdzie Julius Onah, bardziej rozpoznawalnym nazwiskiem związanym z tym projektem jest jednak J.J. Abrams. To jego firma Bad Robot wyprodukowała to widowisko, on też stoi za Cloverfield, czyli uniwersum, do którego nawiązuje ta fabuła. Niezwykłego filmowego uniwersum, bo rozpoczętego filmem „Cloverfield” (w Polsce z jakichś powodów pokazywanym jako „Projekt: Monster”) według pomysłu Abramsa, reżyserowanym przez Matta Reevesa, ze scenariuszem Drew Goddarda.

Potem był „Cloverfield Lane 10”, nawiązujący do poprzednika tytułem, ale w sumie niczym więcej, bo też był to scenariusz thrillera psychologicznego, zaadaptowany, by łączył się z filmem Reevesa. Powstało uniwersum, a w zasadzie antologia horrorów SF; każda kolejna historia to samodzielna fabuła, z nowymi bohaterami, łącząca się jednak z „Cloverfieldem” pewnymi elementami.

Błyskawiczna premiera „Paradoksu Cloverfield”

Najnowszą jego odsłoną jest „Paradoks Cloverfield”, a media spekulują, że jeszcze w 2018 roku zobaczymy następną część, film „Overlord”. Spekulują, bo Abrams uwielbia bawić się z widzami w kotka i myszkę i promuje te obrazy w oryginalny sposób, najczęściej trzymając wszystko w tajemnicy do ostatniej chwili.

I tak „Paradoks Cloverfield” na Netfliksa trafił zupełnie niezapowiedzianie – w czasie Super Bowl premierę miał zwiastun i… od razu ogłoszono, że na film nie trzeba czekać, bo właśnie udostępniono go w serwisie.

Jako wydarzenie marketingowe „Paradoks...” z pewnością przejdzie więc do historii kina. Ocena jakościowa samego filmu sugeruje już jednak, że trafi on na listę raczej udanych, ale na pewno nie wybitnych kosmicznych widowisk SF z domieszką grozy. Ewidentne są tu inspiracje klasyką fantastyki naukowej, w punkt są również porównania, że w zasadzie film Onaha świetnie wypadłby jako jeden z odcinków kultowego serialu „Strefa mroku”. Albo „Black Mirror”, bo skupienie na niezwykłej technologii, przy jednoczesnym kładzeniu silnego nacisku na osobiste przeżycia jednej z bohaterek, na jej rodzinę, pachną tu metodą Charliego Brookera.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj