Recenzja filmu: „Tully”, reż. Jason Reitman

Nocna zmiana
Reżyser Jason Reitman dobrze łączy sarkastyczne i tragiczne wątki scenariusza.
Kadr z filmu „Tully”
mat. pr.

Kadr z filmu „Tully”

Diablo Cody (scenarzystka „Juno” i „Young Adult”) wpisała się „Tully” w przetaczającą się teraz przez dystrybucję nową falę filmów o kobietach, które nie są szczęśliwe w tradycyjnych rolach społecznych. To inteligentnie napisany film o relacji wykończonej matki Marlo (rewelacyjna, jak zwykle zaangażowana rola Charlize Theron) i wynajętej do jej trzeciego dziecka nocnej niańki Tully (Mackenzie Davis).

Marlo jest na skraju załamania nerwowego, nie radzi sobie ze starszym synem, który ma objawy autyzmu, i z mężem Drew (Ron Livingston), który jej nie pomaga. Jego wieczorną rutynę opisuje tak: „Idzie do sypialni, zakłada słuchawki, zabija zombie, traci przytomność”. Marlo patrzy też na swoje ciało w lustrze i mówi, że czuje się jak „porzucona barka ze śmieciami”. Dzięki Tully doznaje pewnej fizycznej i psychicznej ulgi, a także przypomina sobie boleśnie, za czym tęskni ze swojego wcześniejszego, niezależnego życia.

Reżyser Jason Reitman, który z Cody współpracuje tu trzeci raz, dobrze łączy sarkastyczne i naprawdę tragiczne wątki z tego scenariusza. Jest też coś potrzebnego w próbie pokazania przez ten duet filmowców poważnych fizycznych i psychicznych kosztów macierzyństwa. Niestety, w trzecim akcie film wykonuje zupełnie niewiarygodną woltę, a zakończenie jest niekonsekwentne i niespójne z jego wcześniejszym empatycznym spojrzeniem na problem tej kobiety.

Tully, reż. Jason Reitman, prod. USA, 95 min

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj