Recenzja filmu: „Deadpool 2”, reż. David Leitch

Zgodnie z planem jest zabawnie
Nowa odsłona przygód bohatera z niewyparzoną gębą to klasyczny sequel. Z tym wyjątkiem, że jest co najmniej tak dobry jak pierwszy „Deadpool”.
Kadr z filmu „Deadpool 2”
mat. pr.

Kadr z filmu „Deadpool 2”

Film „Deadpool” z 2016 roku był zaskoczeniem prawie pod każdym względem. Szokująca była już premiera – studio 20th Century Fox tak bardzo nie wierzyło w jego sukces, że przez lata odprawiało Ryana Reynoldsa (aktor wcielający się w głównego bohatera i zarazem siła napędowa projektu) z kwitkiem. Aż wreszcie ktoś z ekipy wypuścił do sieci nagranie testowe, internet oszalał z zachwytu, studio zaś w końcu dało zielone światło. Nie sypnęło jednak dużym groszem, a twórcy musieli się ograniczać. Z drugiej strony Fox nie wtrącał się w scenariusz i inne szczegóły, dzięki czemu Reynolds i jego partnerzy w zbrodni robili, co chcieli.

„Deadpool” popularny jeszcze przed premierą

Już kampania marketingowa była tak pomysłowa i odważna, że uczyniła Deadpoola ulubieńcem kinomanów na długo przed premierą. Największym zaskoczeniem było to, że trzymany przez lata w zamrażarce i wyproszony u studia film okazał się doskonałą komedią superbohaterską, z miejsca podbił serca widzów i krytyków i osiągnął tak wielki sukces kasowy, że w kategorii filmów „R” – a więc dla dorosłych – przebił nawet „Pasję” Mela Gibsona.

W Polsce też poradził sobie lepiej niż inne obrazy komiksowe. Był wręcz jednym z najbardziej kasowych filmów roku.

„Deadpool 2”, najbardziej komiksowy z filmów komiksowych

„Deadpool 2” to coś zupełnie innego – obraz tworzony w atmosferze sukcesu i przez ludzi, którzy przetestowali już swoje nieortodoksyjne podejście do fabuł i marketingu. To też film kręcony dla widowni znającej Deadpoola, której nie trzeba tłumaczyć, dlaczego ten bohater wie, że jest bohaterem filmu, i zwraca się do nas bezpośrednio. A widzów, którzy przez ostatnią dekadę chłonęli inne filmy komiksowe, można dopieszczać żartami odwołującymi się do innych komiksów. Niekiedy też... naprawiać błędy poprzedników (doskonała scena po napisach).

W efekcie „Deadpool 2” to najbardziej komiksowy z filmów komiksowych.

Humor hermetyczny, humor zaskakujący

Trudno ocenić, jak w czasie seansu bawić się będzie ktoś niełapiący żartu, że Cable jest mroczny i sprawia wrażenie, jakby urwał się z uniwersum DC. Albo czym jest planeta Mojo. Ale jest w tym filmie sporo mniej hermetycznego humoru, absurdalnego i zaskakującego. „Deadpool 2” często idzie ścieżkami, którymi inne filmy superbohaterskie bały się kroczyć. Na ekranie dzieje się tak wiele, że nawet rozumiejąc 10 proc. gagów, można wyjść z seansu z poczuciem nadmiaru.

Film to ucieleśnienie zasady sequela: musi być mocniej, bardziej, więcej, szybciej. Mamy więc mnóstwo bohaterów, jeszcze więcej i jeszcze bardziej efektownych scen akcji niż w „jedynce”, jeszcze więcej jeszcze bardziej absurdalnego humoru. Wchodzimy także głębiej w sam świat Deadpoola, poznając wątki, które wcześniej były tylko tłem.

Jedna z najlepszych komedii roku

Ryan Reynolds ewidentnie nakręcił film dla siebie, dla fana komiksów, bawiąc się wszystkimi zabawkami, jakie sobie wymarzył. A że miał przy tym setny ubaw i widzom się to udzieliło, powstał obraz, który już teraz można nazwać jedną z najlepszych komedii roku.

„Deadpool 2” to również kolejny kamyczek do ogródków wielkich filmowych studiów, które chcą rękoma prezesów sterować twórcami. Okazuje się, że jeśli dać ludziom nieco swobody, to ci, sprawiając przyjemność sobie, zadbają tak samo o widzów, a ich decyzje (choćby obsadowe: idealny Josh Brolin jako Cable i doskonała Zazie Beetz jako Domino) będą niemal zawsze trafione.

Deadpool 2, reż. David Leitch, prod. USA, 120 minut

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj