Film

Klatka dla ptaków

Recenzja filmu: „Nie otwieraj oczu”, reż. Susanne Bier

Kadr z filmu „Nie otwieraj oczu” Kadr z filmu „Nie otwieraj oczu” mat. pr.
Główna bohaterka jest postacią grubymi nićmi szytą.

W scenie inicjującej film grana przez Sandrę Bullock Malorie instruuje dzieci następującymi słowami: „Jeśli spojrzycie, zginiecie!”, zaś sposób, w jaki to mówi, daje jasno do zrozumienia, że nie ma w tym cienia przesady. Na takim mniej więcej pomyśle fabularnym zasadza się zrealizowany dla Netflixa postapokaliptyczny horror science fiction „Nie otwieraj oczu” w reżyserii Susanne Bier, autorki m.in. duńskich „Braci” (2004 r.).

Oto cały świat zostaje zaatakowany przez tajemniczą siłę, która – gdy tylko rzuci się na nią okiem – sprawia, że nieszczęśnik popełnia samobójstwo. Trudno stwierdzić, co to jest. Może chodzić o broń chemiczną, jak podpowiadają media, choć niewykluczone, że to coś nadprzyrodzonego, zakorzenionego w wielu religiach, mającego przynieść kres wszystkiemu. Ponoć przybiera formę największego strachu lub utraconej osoby. Jedno jest pewne: to coś każe zabić się każdemu, kto delikatnie choćby zerknął. Żeby zatem przeżyć, wystarczy dostosować się do podstawowej zasady: nie patrzeć.

Grupa ludzi z Malorie na czele wpada na siebie w przypadkowym domu i stara się za wszelką cenę przetrwać. Główna bohaterka jest postacią grubymi nićmi szytą. To artystka, dla której wzrok jest jednym z narzędzi pracy, więc przystosowanie się do nowej sytuacji wymaga od niej, rzecz jasna, sporo wysiłku i samozaparcia, tym bardziej że jej postawę definiuje niezdolność do nawiązywania relacji, niechęć do otoczenia i wewnętrzna potrzeba wyalienowania. Słowem: jest nieprzyjemna, choć trzeba przyznać, że trafia swój na swego, bo Douglas w interpretacji Johna Malkovicha też ma sporo za uszami (jego druga żona w pozwie rozwodowym napisała, że dzięki małżeństwu z nim poznała, czym jest piekło).

Postaci jest zresztą sporo. Wszystkie przewijają się przez ekran, funkcjonując na zasadzie swoistego mięsa armatniego – scenariusz autorstwa Erica Heisserera, nominowanego do Oscara za skrypt „Nowego początku” (2016 r.) Denisa Villeneuve’a, czyni z nich postaci bez większych właściwości, a już na pewno bez historii. Klasyczny status gwiazdy każe więc widzowi skupić się na Malorie, która – jak łatwo się domyślić – przechodzi najwięcej oraz, nomen omen, napatrzyła się też najwięcej, więc jest zarówno świadoma zagrożenia czyhającego na zewnątrz, jak i dobrze przygotowana do tego, by uniknąć tragicznego losu.

W filmie Bier jest kilka świetnych pomysłów, ale żaden z nich nie wykorzystuje drzemiącego w nim potencjału, w związku z czym całość – siermiężnie wyreżyserowana i sfilmowana przy użyciu sporej liczby jazd kamery – wypada dość blado na tle innych horrorów sensorycznych, jak choćby niedawne „Ciche miejsce” (2018 r.) Johna Krasinskiego. „Nie otwieraj oczu” pozbawione jest przede wszystkim napięcia i – co tu dużo mówić – logiki. Nie bardzo wiadomo, kogo i dlaczego ścigają stwory, przypominające z jednej strony enigmatyczny czarny dym z serialu „Zagubieni” (2004–10), z drugiej zaś – bestie z „Osady” (2004 r.) M. Night Shyamalana, którym lepiej nie wchodzić w drogę, bo takie są reguły. Czas płynie tu osobliwie, raz szybciej, raz wolniej. Na niewiele się zdają podpowiedzi w postaci ciąży bohaterek i terminu porodu czy odautorskie informacje o tym, kiedy toczą się retrospekcje, a kiedy właściwa część akcji, zwłaszcza że nauka echolokacji (koniecznej do przeżycia, gdyż postaci, nie chcąc spojrzeć śmierci w oczy, poruszają się głównie w opaskach) przebiega tu bodaj bardziej błyskawicznie niż u nietoperzy czy delfinów.

Film Bier nie należy do szczególnie udanych, co wcale nie oznacza, że należy trzymać go poza zasięgiem wzroku. Wystarczy sobie przypomnieć kuriozalne „Zdarzenie” (2008 r.) wspomnianego Shyamalana, opierające się na bardzo podobnym założeniu – plaga trudno wytłumaczalnych samobójstw dziesiątkująca ludzkość – by zrozumieć, że mogło być znacznie gorzej. Tym niemniej warto chyba skorzystać z rady władczej i agresywnej Malorie przed sięgnięciem po kolejny produkt Netflixa: „Jeśli spojrzysz, zginiesz”.

Nie otwieraj oczu (Bird Box), reż. Susanne Bier, prod. USA, 124 min

Reklama

Czytaj także

Kultura

Sinéad O’Connor: historia zniszczonej kariery

W dzisiejszej gorącej debacie o „kulturze unieważniania” warto pamiętać o historii. Książkowe wspomnienia Sinéad O’Connor nie pozostawiają wątpliwości, że ją unieważniono całkiem skutecznie.

Bartek Chaciński
20.07.2021
Reklama