Recenzja książki: Henning Mankell, „Grząskie piaski”

Cicha walka
„Grząskie piaski” są czymś w rodzaju pisarskiego testamentu Mankella.
WAB/mat. pr.

Piątego października 2015 r. zmarł Henning Mankell, nie tylko mistrz skandynawskiej prozy kryminalnej, twórca niezapomnianej postaci komisarza Wallandera, ale jeden z najciekawszych prozaików europejskich ostatnich dziesięcioleci. Na początku 2014 r. zdiagnozowano u szwedzkiego pisarza raka płuc. Przypomnienie tego właśnie wydarzenia otwiera książkę „Grząskie piaski”, która powstawała w trakcie leczenia Mankella.

Nie jest ona jednak kolejną opowieścią o zmaganiach ze śmiertelną chorobą, choć ma, oczywiście, wymiar psychologicznej autoterapii. Już w pierwszym rozdziale autor objaśnia zamysł projektu pisarskiego: „właśnie o tym jest ta książka. O moim życiu, O tym, co było, i o tym, co jest”. Dodałbym, że również o tym, co będzie, ponieważ istotny w książce, powracający niemal obsesyjnie, jest wątek ekologiczny, dotyczący kłopotliwego dziedzictwa, pozostawionego przez współczesnych przyszłym pokoleniem, w postaci odpadów atomowych, ukrywanych w wydrążonych w skałach sztolniach.

Na „Grząskie piaski” składają się zapisy impresji i przemyśleń powstałych dzięki przeglądaniu „wewnętrznego archiwum” i wędrówek po „galerii pałacu wspomnień”. Mankell przypomina kluczowe w jego życiu momenty, jak odkrycie w wieku dziewięciu lat własnej tożsamości, owo nagłe olśnienie, że „ja to ja, nikt inny. Ja to ja” czy podróż do Salamanki, która zaowocowała istotnymi wyborami życiowy. Wspomina osoby, zarówno spotkane przez siebie, jak i poznane poprzez książki czy dzieła sztuki, które w ten czy inny sposób okazały się dla pisarza ważne. Powraca do książek, obrazów, muzyki, które przynoszą mu ukojenie w „cichej walce” z chorobą. Ale też pomagają w zmaganiach z pamięcią, w której sporo jest także bolesnych wspomnień.

„Grząskie piaski” są dla mnie czymś w rodzaju pisarskiego testamentu Mankella, pozbawionego zadęcia czy zbędnej autokreacji. Rzec by można – cichego. Szwedzki pisarz przygląda się swojemu życiu i światu czasami ze zdziwieniem, to znowu z lekką irytacją. Jednak zdaje się pogodzony. I ze sobą, i ze światem. Był jego częścią, zrobił, co mógł. Tyle tylko i aż tyle, bo przecież: „Opowieść nie ma końca. Opowieść trwa”.

Henning Mankell, Grząskie piaski, przeł. Ewa Wojciechowska, W.A.B., Warszawa 2015, s. 318

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną