Fragment książki „Pobudka, Kościele!”
Jeździ małymi, starymi samochodami zamiast wielkimi limuzynami.
Okładka książki „Pobudka, Kościele!”
mat. pr.

Okładka książki „Pobudka, Kościele!”

Daje do myślenia, że przywódcą, który dziś inspiruje miliony ludzi na świecie (…), nie jest polityk czy działacz społeczny. Nie jest nim także żaden z głośnych celebrytów ani milionerów, którzy przez ostatnie dekady opanowali zbiorową wyobraźnię. Jest nim lider Kościoła rzymskokatolickiego. Instytucję tę można posądzić o wiele rzeczy, ale z pewnością nie o to, że jest skora do wszczynania rewolucji. (...)

Przejmując stery Watykanu, Franciszek nie miał wyboru. Musiał z dnia na dzień dokonywać szybkich zmian. Kościół zmagał się z dwoma poważnymi kryzysami. Po pierwsze, za Watykanem wciąż ciągnął się kryzys pedofilski, który pokazał, że wielu biskupom, jak Kościół długi i szeroki, nieobca była zmowa milczenia wobec seksualnego wykorzystywania dzieci przez duchownych. (…) Po drugie, Watykanem targały skandale związane z wyciekiem tajnych dokumentów czy przekrętami finansowymi, z których jasno wynikało, że Kuria Rzymska to stajnia Augiasza, a walka o władzę, pieniądze i zaszczyty jest w niej czymś naturalnym. (…) Pierwszym głównym zadaniem, swoistym testem, przed którym stanął nowy papież, było posprzątanie watykańskiej stajni. Stąd Kościół, przede wszystkim jego wierni, czekał na silnego przywódcę – kogoś, kto potrząśnie Watykanem. Tymczasem świat zobaczył rubasznego, zawsze przyjaźnie uśmiechniętego kardynała Bergoglia z Argentyny. Nowy papież sprawiał wrażenie trochę zagubionego i nawet nie próbował udawać, że chce być twardzielem, który gorącym żelazem wypali wszelki grzech. Zamiast pokazywać siłę i władzę, którą otrzymał wraz z Tronem Piotrowym, uciekł się do naturalnej dla siebie pokory. Zaczął od zmiany stylu sprawowania urzędu. Po Benedykcie XVI, który lubił pokazywać się w insygniach władzy papieskiej, Franciszek dał do zrozumienia, że papież jest człowiekiem jak każdy inny, jednym z nas – „zwykłym śmiertelnikiem” żyjącym blisko ludzi. Dlatego zamieszkał w Domu Świętej Marty, a nie w komnatach watykańskich. Po to dzwonił do swoich starych znajomych, by pytać ich o zdrowie, co media szeroko komentowały. Dlatego nie zamienił zwykłych znoszonych butów na czerwone pantofle Prady. Jeździ małymi, starymi samochodami zamiast wielkimi limuzynami. I tak dalej.

Ale oczywiście wszystkie te gesty nie miałyby znaczenia, gdyby nie pierwsza z cnót, charakterystyczna dla Franciszkowego przywództwa, czyli pokora przejawiająca się w solidarności z cierpiącymi. Gdy przywódcy polityczni świata bezradnie patrzyli na największy dramat imigracyjny XXI w., który dla wielu uciekinierów – przede wszystkim dzieci – kończył się tragiczną śmiercią, Franciszek nie pozostawał obojętny. (…) W pierwszą podróż nowy papież udał się na włoską Lampedusę, gdzie wzywał do solidarności z uchodźcami. Później, wobec milczącej obojętności europejskich polityków, kontynuował misję budzenia sumień: poleciał na grecką Lesbos. W oczach biskupa Rzymu stała się ona (…) symbolem „kultury odrzucenia”, „ludzkim śmietniskiem”. Śmietnisko to omija się szerokim łukiem, gdyż „składuje się” na nim ludzi odpady, którymi nikt nie chce się zająć. Nikt – z wyjątkiem Franciszka. Jeszcze przed wylądowaniem na wyspie, z której potem zabrał do Rzymu trzy rodziny, mówił: „Ta podróż jest smutna. Lecimy zobaczyć tylu ludzi, którzy cierpią i nie wiedzą, dokąd iść”. A na Twitterze napisał: „Uchodźcy to nie liczby, tylko osoby: to twarze, imiona, historie życia i odpowiednio do tego należy ich traktować”. Będąc zaś już pośród „ludzi odpadów”, mówił do nich: „Nie jesteście sami”, przywracając im godność, szacunek i zawstydzając możnych tego świata, którzy siedząc w wygodnych fotelach, podziwiali społeczne zaangażowanie papieża. „Bóg stworzył ludzkość, aby była jedną rodziną. Kiedy cierpi którykolwiek z naszych braci lub sióstr, wszyscy jesteśmy dotknięci”.

Kiedy Kościoły, w tym polski, w dużym stopniu jedynie teoretycznie potraktowały apel Franciszka, aby każda parafia przyjęła uchodźców, w roku 2016 papież w duchu chrześcijańskiej pokory i świadectwa postanowił obmyć uchodźcom stopy w Wielki Czwartek – również kobietom i przedstawicielom innych wyznań. Poprzez ten gest papież chciał pokazać dwie rzeczy. Po pierwsze, że nie można być prawdziwym przywódcą, jeśli nie potrafi się służyć. Szczególnie w Kościele. Po drugie, że on, Franciszek, nie będzie wymagał od swoich sióstr i braci niczego, czego nie wymagałby od siebie; nie nałoży na nasze barki ciężarów, których sam nie zamierza dźwigać. Oto pokora, której przejawem jest solidarność z najsłabszymi, odrzuconymi, zepchniętymi na margines życia społecznego.

***

Jarosław Makowski, Pobudka, Kościele!, Wydawnictwo Arbitror, Warszawa 2018, s. 192. Jarosław Makowski (ur. 1973) z wykształcenia jest filozofem i teologiem, z pasji miejskim aktywistą i śląskim samorządowcem. Jako redaktor pracował w „Tygodniku Powszechnym”, jako wykładowca akademicki prowadził zajęcia w Wyższej Szkole Biznesu – National Louis University w Nowym Sączu oraz uczył filozofii w pszczyńskim I Liceum im. Bolesława Chrobrego i VI Liceum Ogólnokształcącym im. Adama Mickiewicza w Krakowie. Stale publikuje w „Gazecie Wyborczej”, „Rzeczpospolitej”, „Newsweeku”, POLITYCE, „Znaku”. Jest autorem wielu książek, między innymi: „Mistrzowie w krainie życia: rozmowy nie tylko o filozofii” (2001), „Dziesięć ważnych słów: rozmowy o Dekalogu” (2002), „Trochę zostawić Bogu” (2004) „Kobiety uczą Kościół” (2007) czy „Wariacje Tischnerowskie” (2012).

***

Jarosław Makowski w mistrzowski sposób, z pasją i zaangażowaniem przedstawia postać papieża Franciszka, udowadniając, że jest on uosobieniem duchowego przywódcy na miarę naszego stulecia. Robert Biedroń

Dla autora papież Franciszek jest nadzieją na czuły radykalizm odnowionego, żywego Kościoła. Stoi w rzędzie reformatorów – nie głosi doktryny, ale nadzieję i miłość do człowieka. Odwołuje się – poprzez słowo i praktykę swojej służby – nie do Magisterium, ale do Ewangelii. Takie podejście jest mi szalenie bliskie. Agnieszka Holland

Książka Jarosława Makowskiego jest ważnym osobistym świadectwem – nie waham się tego powiedzieć – zachwytu papieżem Franciszkiem. Chrześcijaninem prowokacyjnym i konsekwentnym, który swym przesłaniem miłości budowanym poza i ponad językiem doktryn, instytucji i sztywnych form oraz samym sposobem „bycia-w-świecie” i głoszenia z pokorą odnawia – jak się wydaje – duchowy porządek rzeczy i przywraca pierwotną postać ewangelicznego przesłania. Prof. Zbigniew Mikołejko

To prawda, niektórzy chcą Go „przeczekać”. (…) Na szczęście są i tacy, jak Autor tej książki, dla których papież Franciszek stał się inspiracją do odkrywania bogactwa chrześcijaństwa i Kościoła. Franciszek nie jest „papieżem łatwym”, bo jest radykalny, więc nie pozostawia nikogo obojętnym. (…) Jest darem dla Kościoła i świata. Jeśli nie wierzysz, przeczytaj tę książkę i sam się przekonaj. Dr Jacek Prusak SJ

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj