Muzyka

Skarby z archiwum

Recenzja płyty: Neil Young, „Bluenote Café”

materiały prasowe
Mimo upływu bez mała 30 lat od jej rejestracji muzyka na „Bluenote Café” brzmi porywająco i aż się prosi o dobry (i niezbyt cichy) sprzęt grający.

Pojawienie się na rynku nielegalnie pozyskiwanych i publikowanych nagrań bootlegowych, zawierających zapis koncertów, wersje próbne, demonstracyjne bądź odrzucone podczas selekcji materiału, pokazało, że rynek interesuje się również takimi nagraniami. Wytwórnie i artyści sięgnęli więc do archiwów i zaczęli oferować melomanom towar dotąd dostępny pokątnie bez oficjalnego atestu. Niektóre wielkie gwiazdy, jak choćby Bob Dylan, mogą poszczycić się ogromnym katalogiem atrakcyjnych „legalnych-nielegalnych” pozycji. Podobnie jest w wypadku Neila Younga. Jego początkowo nieprzewidywane do publikacji nagrania zaczęły się ukazywać już w latach 80. XX w. Ostatnio ukazała się pozycja opatrzona numerem 11., zatytułowana „Bluenote Café”. Znajdziemy tam nagrania dokonane w latach 1987–88 podczas koncertów Younga z grupą Bluenotes. To szczególny okres w karierze tego artysty. Piosenki brzmią z niezwykłą jak dla Younga mocą, wzbogacone są bowiem wyrazistym brzmieniem sekcji instrumentów dętych, a stylistycznie skręcają nieco w stronę bluesa. Mimo upływu bez mała 30 lat od jej rejestracji muzyka na „Bluenote Café” brzmi porywająco i aż się prosi o dobry (i niezbyt cichy) sprzęt grający.

Neil Young, Bluenote Café, Warner

Polityka 49.2015 (3038) z dnia 01.12.2015; Afisz. Premiery; s. 81
Oryginalny tytuł tekstu: "Skarby z archiwum"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Kompozytorki wchodzą do gry

Kiedyś mieliśmy wśród kompozytorek pojedyncze przykłady spektakularnych karier. Ale najmłodsze pokolenie idzie całą ławą, co było widoczne na jesiennych festiwalach muzyki współczesnej.

Dorota Szwarcman
01.12.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną