Recenzja płyty: Animal Collective, „Painting With”

Echo ech
Amerykańska grupa Animal Collective dokonała czegoś wyjątkowego: przeniosła nas z powrotem w czasy The Beach Boys.
materiały prasowe

W świat psychodelicznej, udziwnionej muzyki pop, której kluczowym składnikiem są misternie konstruowane partie wokalne z dużą ilością pogłosów i ech. Tyle że bez gitar, za to z wykorzystaniem dostępnych dziś środków elektronicznych i technik studyjnych. Ich brzmienie natychmiast znalazło naśladowców, a Noah Lennox podpisujący się jako Panda Bear, główna postać grupy, nagrywa też solo – ostatnio z lepszym skutkiem niż macierzysta formacja. Jak to bywa w takich sytuacjach, pomysły się rozmyły, świeżość uleciała. Wydany po czteroletniej przerwie „Painting With” jest więc kolejną próbą odzyskania zespołowej kreatywności. Tym razem muzycy poszli w stronę krótszych, bardziej zwartych, choć dadaistycznie poszarpanych kompozycji, zapraszając przy okazji specjalnych gości: weterana rockowej awangardy Johna Cale’a i saksofonistę Colina Stetsona. Wszystko to gra w detalach, nie zmienia jednak zmęczonej już ogólnej wizji. Choć jeśli ktoś dźwiękowego świata Animal Collective nie zna, może być zaintrygowany.

Animal Collective, Painting With, Domino

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną