Muzyka

Wolny jak Pop

Recenzja płyty: Iggy Pop, „Free”

materiały prasowe
Wolny, wiadomo, że jest również bardzo otwarty na inspiracje.

„Chcę być wolny” – zaczyna Iggy Pop w utworze tytułowym, a właściwie krótkim intro nowej płyty. Trochę niespodziewanej, bo udane, rockowe „Post Pop Depression” uznano za jego pożegnanie z publicznością. No i kto jak kto, ale akurat ten artysta wydawał się przez lata wolny – a przynajmniej uwolniony od różnych wewnętrznych obligów, konieczności zaspokajania czyichś zachcianek. Co zresztą potwierdza album „Free”. Zawiera trochę poezji ulubionych autorów (Dylan Thomas, Lou Reed), a trochę autorskich tekstów, utrzymanych w tonie dość schyłkowym – trudno się dziwić, że 72-letni artysta uznaje śmierć za ciekawy temat – w dużej części na elektronicznych, ambientowych tłach Sarah Lipstate (bardziej znanej jako Noveller) z solowymi partiami trąbki (Leron Thomas). Krytycy szukają w tym gestu niczym z ostatniej płyty Bowiego, ale refleksyjny, elektroniczny i minimalistyczny, uwolniony od fizyczności rockandrollowego rzemiosła charakter albumu lidera The Stooges też nie powinien być zaskoczeniem. Ostatnio pracował z takimi, jak m.in. Oneohtrix Point Never, Tarwater czy Alva Noto. A prócz tego, że wolny, wiadomo, że jest również bardzo otwarty na inspiracje.

Iggy Pop, Free, Loma Vista

Polityka 38.2019 (3228) z dnia 17.09.2019; Afisz. Premiery; s. 89
Oryginalny tytuł tekstu: "Wolny jak Pop"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

Dekolonizacja Pacyfiku trwa. Jest nowe nowe państwo

20 lat po zakończeniu wojny domowej Bougainville 98 proc. uczestników referendum opowiedziało się za niepodległością. Na razie jednak trudno być optymistą, co do przyszłości tego niewielkiego kraju.

Dominik Sipiński
11.12.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną