Ta nieznośna Björk
Powrót do czytelnego rytmu i flirt z taneczną elektroniką.

Każda nowa płyta Björk to dowód na jej brak ustatkowania. Kiedy wydawało się, że stanie się gwiazdą wyrafinowanego popu, trzy lata temu wydała wybitnie awangardowy album „Medulla”, teraz znów zrobiła woltę i na płycie „Volta” mamy powrót do czytelnego rytmu, a nawet flirt z taneczną elektroniką i agresywnym rockiem.

Islandzka artystka nie byłaby jednak sobą, gdyby i w tym przypadku nie stworzyła dzieła, które wymyka się prostym definicjom. Zatrudniając hiphopowego producenta Timbalanda niby otwiera się na dominujące dziś nurty, ale tylko do pewnego stopnia, bo grają tu też egzotyczne instrumenty z Chin i Afryki tudzież potężna sekcja dęta. Kiedy wydaje się, że mamy do czynienia z jakimś kolejnym, tym razem rytmicznym eksperymentem, zaskakuje nas piękny, liryczny duet z Antonym Hegartym albo niemal punkowa łupanina do anarchistycznego tekstu w piosence-manifeście „Declare Independence”.

Nad wszystkim górują jednak emocje zawarte w głosie Björk, który spaja szczelnie całą tę brzmieniową różnorodność. Tak, Björk jest nieprzewidywalna, ale przecież za to właśnie kochamy ją najbardziej.
 

Björk, Volta, One Little Indian 

 

   
 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną