Trenują bez szans na sukces

Sport dla sportu
Jak to jest uprawiać sport bez realnych szans na wielki sukces i z niepewnymi widokami na jakie takie zarobki?
Alicja Tchórz
Rafał Rusek/Press Focus/Newspix.pl

Alicja Tchórz

Marcin Jędrusiński
Marek Biczyk/Newspix.pl

Marcin Jędrusiński

Daniel Górak
Tomasz Jastrzębowski/Foto Olimpik/Newspix.pl

Daniel Górak

Alicja Tchórz jest od niedawna najbardziej znaną polską pływaczką. Sławę zapewniło jej 200 zł, nagroda za zwycięstwo w krajowych zawodach. Pływaczka poczuła się nią urażona, czemu dała wyraz we wpisie na portalu społecznościowym. Od tamtej pory przetacza się nad nią istna burza – jedni gratulują odwagi, inni fukają za to, że obraziła się na rzeczywistość, a przy tym jeszcze okazała czarną niewdzięczność. Na zgrupowaniach narodowej reprezentacji, jak również w klubach pływackich co rusz pojawiają się teraz ekipy programów interwencyjnych, by utrwalić obrazem i dźwiękiem ciężką dolę polskich pływaków.

Alicja Tchórz mówi, że się takiego rezonansu nie spodziewała. Wpisu dokonała pod wpływem impulsu, sfrustrowana tym, że zawody kiepsko zorganizowane, a na trybunach garstka widzów. – Pieniądze nie były w tym wszystkim najważniejsze. Chociaż chciałoby się wreszcie nieco odciążyć rodziców, którzy od lat pomagają mi związać koniec z końcem – wzdycha.

Obraz wyłaniający się z gorzkich słów Alicji wydaje się przejaskrawiony. Nie jest tak, że w zawodowym sporcie nieelita żyje z jałmużny. Jak mówi Marcin Jędrusiński, kilka lat temu najlepszy polski sprinter, narzekanie na pieniądze jest trochę nie na miejscu: – Z tego, co się orientuję, z budżetu wydajemy na zawodowy sport więcej niż Niemcy. Ale u nas te związkowe, czyli w gruncie rzeczy państwowe, dotacje albo stypendia to dla wielu sportowców jedyne źródło dochodów. W Niemczech i wielu innych cywilizowanych krajach na chleb zarabia się w klubach, które mają prywatnych sponsorów. Albo dzięki tzw. karierom równoległym, czyli łączeniu zawodowego sportu z pracą w służbach mundurowych. U nas na takie etaty można liczyć przede wszystkim w wojsku – wylicza Jędrusiński, który po zakończeniu startów pracuje we wrocławskiej jednostce wojskowej jako kierowca.

W polskiej rzeczywistości sportowej mała stabilizacja, wyrażana przez budżetowe stypendium, zaczyna się przede wszystkim po punktowanym miejscu (1–8) na mistrzowskiej imprezie. Kokosy – nagrody finansowe, wysokie stypendia, perspektywa dożywotniej emerytury po 35. roku życia, czasem nawet kontrakty reklamowe – przychodzą po zdobyciu olimpijskiego medalu.

Ale zdobyć go w pływaniu – choć na igrzyskach są na to 32 szanse – to dla polskich zawodników zadanie ponad siły. Ostatnio udało się to Otylii Jędrzejczak w Atenach (2004 r.). Świat nam odjechał – rządzą Amerykanie, a o mniejsze pule grają Chińczycy, Australijczycy, Francuzi, Japończycy. Mężczyźni jeszcze utrzymują się na powierzchni, ale polskie pływaczki od światowej czołówki dzieli przepaść. Na niedawnych mistrzostwach świata w Kazaniu Alicja Tchórz trzy razy biła rekordy Polski, a mimo to nie zakwalifikowała się do żadnego z finałów.

Jeśli chodzi o pływanie, na medalowy rachunek prawdopodobieństwa składa się więc proste porównanie sił i środków: my kontra kolosy. Wnioski są oczywiście niewesołe i Alicja Tchórz już dawno do nich doszła, ale nie wywołało to u niej refleksji, żeby rzucić ten sport w diabły. – Ostatnio Janek Świtkowski pokazał na mistrzostwach świata, że medal jest osiągalny, choć nikt na ciebie nie liczy (był trzeci na 200 m motylkiem – przyp. red.). Da się świat dogonić, jak się popłynie na 120 proc. – uważa Alicja, która z myślą o kwalifikacji na igrzyska w Rio i udanym tam występie (może finał?) zamierza się skupić na poprawie techniki pod wodą.

Na ministerialnym stypendium

Na bieżni nigdy nie dogonimy czarnoskórych sprinterów, a przy pingpongowym stole chińska fala zalewa prawie wszystko.Tadeusz Osik, od 19 lat trener polskich sprinterów, mówi, że gdyby jednak sprowadzić sens zawodowego uprawiania sportu do apetytu na życie powyżej średniej krajowej albo do bezwzględnej medalowej kalkulacji na igrzyskach olimpijskich, to właściwie z dnia na dzień należałoby zamknąć na cztery spusty wiele klubów oraz rozwiązać sportowe federacje. – Nie można po prostu rezygnować. To tak, jakbyśmy rozwiązywali ligę futbolową, gdy piłkarze jeszcze dołowali – dodaje.

Daniel Górak, najlepszy polski pingpongista, uważa z kolei, że kto do sportu idzie dla pieniędzy, już na starcie jest przegrany. – Są w tenisie stołowym zawody, gdzie za wygraną płaci się nawet 60 tys. dol., a w Japonii odbywa się turniej pokazowy, którego zwycięzca zgarnia milion euro. Ale jak się za dużo myśli o pieniądzach, to się przeważnie odpada w pierwszej rundzie – uważa Górak, aktualnie 60. na liście światowej. Sam akurat zarabia na spokojne życie w klubie Bogoria Grodzisk Mazowiecki.

Zdaniem Marcina Jędrusińskiego choć zdecydowana większość zawodowych sportowców, przynajmniej tych, z którymi on się zetknął, pochodzi z przeciętnie sytuowanych domów, nie mają obsesji, by przez sport dojść do pieniędzy. – Dla dzieciaków bogactwo jest zbyt abstrakcyjne, by o nim marzyć. Marzy się za to o sukcesach. Najpierw małych, potem większych. Normalny odruch. Roman Kulesza, gimnastyk sportowy, wielokrotny mistrz Polski: – Koledzy siedzieli na ławce pod blokiem, a ja z tatą i bratem jeździłem na trzytygodniowe zgrupowania do Francji. Trenowaliśmy, a w wolnym czasie tata zabierał nas na wycieczki. To była dla mnie marchewka.

Jędrusiński jeszcze przed dwudziestką załapał się na ministerialne stypendium: – Chyba 1800 zł. W tamtym czasie to była dla mnie kupa forsy. Trener pomógł mi znaleźć prywatnego sponsora. Nie byłem już na garnuszku u rodziców, co dla większości moich rówieśników było nieosiągalne. Wtedy wydawało mi się, że sport już daje mi bardzo dużo, i uważałem, że z czasem może być jeszcze lepiej. Ale zderzenie z seniorskim poziomem było dość bolesne.

Czytaj także

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną