Moje miasto

Gród studentów i pierników

Toruń – miasto przyjazne mieszkańcom

Budynki Uniwersytetu Mikołaja Kopernika to wzorcowy przykład powojennego modernizmu. Budynki Uniwersytetu Mikołaja Kopernika to wzorcowy przykład powojennego modernizmu. Adam Wysocki / EAST NEWS
Toruń ma większe ambicje niż możliwości. I na swoim dobrym samopoczuciu potrafi budować wizerunkowy sukces.
Ratusz Staromiejski w Toruniu.Aneta Pawska/Wikipedia Ratusz Staromiejski w Toruniu.
Pomnik Mikołaja Kopernika w Toruniu.Wikipedia Pomnik Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Dorota narzeka na żłobek. – W Toruniu jest zdecydowanie za mało żłobków. Dobrze, że mam na miejscu rodziców. Inaczej nie wiem, co bym zrobiła – mówi. Nie podoba jej się również, że do państwowego przedszkola dziecko zapisała tylko dzięki znajomościom. – Miałam jeszcze w odwodzie prywatne, ale tam trzeba było zapisać się na listę oczekujących, kiedy mały skończył rok. Byliśmy 34 w kolejności. Wysokość pensji też jej zdaniem pozostawia wiele do życzenia – 2400 zł na rękę. Za to czynsz warszawski, bo ponad 600 zł. Ale z Torunia nie ma zamiaru nigdzie się przeprowadzać. – Chybabym na głowę upadła. To przecież supermiasto – mówi Dorota. Badacze zajmujący się Toruniem zdążyli już przyzwyczaić się do lokalnego relatywizmu poznawczego.

Magda umie to nawet wytłumaczyć, bo sama próbowała zamienić Toruń na inne miasto i wróciła. Tutaj się urodziła i studiowała. Ale ambicjami wystawała ponad. W Warszawie poznali się na jej dyplomie, bo toruński Uniwersytet im. Mikołaja Kopernika (UMK) jest w pierwszej piątce polskich uczelni. Dostała pracę w dużej firmie związanej z rynkiem reklamy. W Warszawie dokonała szybkiego przeskalowania. Przestrzeni. Zrozumiała, że mieszkała jednak w małym mieście. I zjawisk. Zatęskniła za toruńskimi korkami na drogach. Przeskalowaniu poddana została również jej pensja dokładnie o 100 proc. w górę. Co cieszyło ją jedynie do momentu, kiedy przypadkiem dowiedziała się, że jest najniżej opłacaną osobą w firmie. Już po roku w stolicy zaczynała przeskalowywać się w drugą stronę. – Warszawa jest za duża, za głośna, za szybka – mówi Magda. Po niespełna dwóch latach wróciła. – Zarabiam mniej. Ale nie uczestniczę w tej bezsensownej gonitwie. Jestem tutaj szczęśliwa – mówi.

Jej odczucia potwierdziły wyniki jednego z ostatnich badań „Diagnoza społeczna”. Według zakrojonego na szeroką skalę badania socjologicznego spośród 26 dużych miast w Polsce to właśnie w Toruniu żyło się najlepiej. – Toruń ma wiele zalet charakterystycznych dla większych miast, ale nie ma ich wad. Wygląda na to, że jest dobrze zarządzany. To wszystko buduje poczucie bezpieczeństwa, a to bardzo przekłada się na poziom ogólnego zadowolenia – tłumaczy prof. Janusz Czapiński, pod kierownictwem którego opracowywana jest „Diagnoza społeczna”.

Podobne obserwacje ma prof. Tomasz Szlendak, rodowity torunianin i dyrektor Instytutu Socjologii na UMK: – Torunianie we własnym mniemaniu są ludźmi wyjątkowymi, stworzonymi do wyższych celów. Dla ludzi z zewnątrz to bywa męczące. Ale ma duży wpływ na lokalne dobre samopoczucie i samozadowolenie – tłumaczy. Poczucie wyższości torunian przejawia się nawet w żartach. O sąsiadach mówią, że mieszkają w Brzydgoszczy. A większość studentów przyjeżdża do nich z „warmińsko-murzyńskiego”. Jednocześnie sam Toruń nie jest ósmym cudem świata. – Choć potencjał mamy na poziomie Radomia czy Rzeszowa, to porównujemy się raczej z Krakowem i Wrocławiem. Chętnie i wybiórczo podpierając się przy tym przeszłością, która nie do końca jest nasza – mówi Szlendak.

Od kilku lat miasto rekonstruuje historie toruńskich kupców, którzy byli jednym z filarów niemieckiej Hanzy, związku handlowego średniowiecznych miast. Przypomina ich herby. Jakiś czas temu pojawił się nawet pomysł upamiętnienia ojców założycieli miasta pomnikiem krzyżackim. Ale włodarze uznali, że to pomysł z kategorii – za dobry.

Kopernik – korzyści i kłopoty

19 lutego 1473 r. o godzinie 4.48 rano urodził się Mikołaj Kopernik. A właściwie mały Klaus Kopernik. Data jest dokładna, bo znamy ją z horoskopu, który słynny astronom zamówił sobie kilkadziesiąt lat później. Ale na tym twarde fakty związane z jego urodzeniem właściwie się kończą. I otwiera się przestrzeń dla interpretatorów i ideologów, którzy upodobali sobie Kopernika jako wzorcowy pokarm dla narodowej dumy. Po języku, w jakim sławiono Kopernika na pamiątkowych tablicach, można było zorientować się, kto w danym momencie rządzi miastem. W XX-leciu międzywojennym był nawet taki moment, że tablice były dwie, jedna po polsku, druga po niemiecku. Ale nie trwało to długo.

Pierwsze popiersie Kopernika postawiono w Toruniu w 1766 r. Ale było na tyle brzydkie, że Rada Miasta schowała je na długie lata do piwnicy. W 1809 r. Toruń na trzy tygodnie stał się stolicą polskości. Konkretnie Księstwa Warszawskiego. Stanisław Staszic, chcąc odcisnąć polskie piętno na mieście, rzucił pomysł postawienia w Torunia pomnika Kopernika. Ostatecznie zamówiony pomnik stanął w Warszawie.

24 maja 1943 faszyści odsłonili w Toruniu własną wersję pomnika wielkiego Niemca. Na zdjęciu z tamtej uroczystości większość uczestników jest w mundurach. Okazało się, że miasto wcale nie było tak niemieckie, jak by chciała faszystowska propaganda. Dla wzmocnienia germańskiego ducha rozstrzelano nawet tysiąc mieszkańców z polskimi korzeniami. Wykonany w gipsie model pomnika, w skali 1 do 1, nigdy nie został odlany w brązie. Brąz bardziej potrzebny był już wówczas do obrony niż do umacniania niemieckości.

Po wojnie, pod koniec lat 60., ideolodzy PRL uznali, że Kopernik znów się może przydać. Pięćsetną rocznicę urodzin wielkiego Polaka postanowiono zamienić w wielki manifest. W domu, w którym się urodził, powstać miało muzeum. Wyeksmitowano ponad 10 rodzin, które w mało komfortowych warunkach gnieździły się w średniowiecznej kamienicy. Dzięki rozmachowi towarzyszącemu uroczystościom udało się uniknąć kompromitacji. – Początkowo błędnie wskazywano kamienicę, w której mieszkała rodzina Kopernika. Na szczęście od razu kupiono dwa budynki, w tym ten właściwy. Wystarczyło przykręcić pamiątkową tablicę w innym miejscu, ale zrobiono to dopiero wiele lat później – opowiada dr Michał Targowski, historyk i przewodnik miejski po Toruniu.

Dziś naukowcy twierdzą, że Kopernik raczej nie urodził się w miejscu, w którym jest jego muzeum. W podziemiach Domu Kopernika funkcjonuje jeszcze Muzeum Piernika. Pierwszy przepis po polsku na toruńskie pierniki ukazał się w prasie dopiero w 1869 r. A produkująca je fabryka to upaństwowione w PRL przedsiębiorstwo założone przez Gustava Wessego. Ale w Toruniu takie historie nikogo nie dziwią.

Po 1920 r., kiedy armia gen. Hallera zajęła miasto, zaczęła się intensywna polonizacja. – Z Torunia usuwano politycznie niepoprawne pomniki, ale nie niszczono ich, tylko odsyłano do Niemiec. To było kulturalne miasto – mówi dr Michał Targowski. – Polacy kształcili się w pruskich szkołach, służyli w pruskiej armii. Przeniknęli tym duchem. Pruski porządek również dziś widać w zarządzaniu miastem. I to z całym dobrodziejstwem pruskiego inwentarza.

Gospodarz Anioł

W Toruniu funkcjonują cztery ośrodki władzy: imperium ojca Tadeusza Rydzyka, Urząd Marszałkowski, prezydent Michał Zaleski i Uniwersytet Mikołaja Kopernika. Wszystkie żyją we wzajemnej symbiozie i raczej nie dochodzi pomiędzy nimi do starć, bo wyraźnie podzieliły swój obszar wpływów. A nawet kiedy sytuacja tego wymaga, wzajemnie się wspierają. Ojciec Rydzyk ma ambicje ogólnopolskie, w Toruniu ma tylko kwaterę główną. Marszałek kujawsko-pomorskiego Piotr Całbecki ogarnia województwo. Prezydent Zaleski rządzi miastem. A rektor prof. dr hab. Andrzej Tretyn zawiaduje życiem studencko-naukowym.

Przy takim podziale Toruniem już trzecią kadencję, z widokami na czwartą, niepodzielnie rządzi jeden człowiek – Michał Zaleski. Prezydent góruje nad otoczeniem wzrostem (prawie dwa metry) i polityczną elastycznością. Kojarzony był z lewicą, złożył deklarację w Stronnictwie Demokratycznym, obecnie wspierające go ugrupowanie samorządowe jest w koalicji z Prawem i Sprawiedliwością. A zapytany, do kogo mu politycznie najbliżej, odpowiada, że do PSL, bo ma chłopskie korzenie. Zaleski urodził się w małej wsi pod Jabłonowem Pomorskim, która w czasach jego wczesnej młodości jeszcze nie doczekała się elektryfikacji. Do Torunia przyjechał na studia i osiadł tutaj. Imał się różnych zajęć, od pracownika socjalnego kolei poczynając, na wicedyrektorze Teatru Baj Pomorski skończywszy.

Torunianom podoba się, że prezydent dalej mieszka w zwykłym bloku. A samochód na lepszy zmienił dopiero po poważnym wypadku drogowym, któremu niedawno uległ. Często mogą spotkać go na ulicy i zawsze można się z nim umówić w urzędzie. Nawet mało przychylni Zaleskiemu ludzie podkreślają jego niesamowitą pracowitość i świetną orientację w sprawach miasta. Sporą część prezydenckiego gabinetu zajmuje gigantyczny regał pełen czarnych segregatorów. To jego podręczne centrum zarządzania. Na cotygodniowych zebraniach wszystkich osób funkcyjnych w mieście potrafi z pamięci cytować numery działek albo daty i treść pism. Bywa nazywany prezydentem od rur, bo główny nacisk kładzie na rozwój infrastruktury. A ponieważ Toruń nie należy do gospodarczych tygrysów, okupił to już imponującym długiem. Na koniec 2013 r. było to ponad 890 mln zł. Według agencji ratingowej Fitch dług niebawem przekroczy miliard złotych i będzie stanowił 115 proc. dochodów bieżących miasta. Agencja uspokaja, że choć zadłużenie Torunia jest wysokie, to „mieści się ono w limitach ustawowych, a jego struktura jest korzystniejsza” niż w wielu innych polskich ośrodkach. Do tego dochodzi jeszcze zadłużenie pośrednie w spółkach komunalnych, które z 200 mln może wzrosnąć do 450 mln zł w 2015 r. Prezydent Zaleski ma na to wszystko argumenty: – Pożyczamy tylko na inwestycje, które będą służyły dwóm, trzem pokoleniom. Dlaczego tylko dzisiejsze pokolenie miałoby je finansować? Niech te przyszłe również pomogą dźwigać ten ciężar – mówi.

Choć Toruń rzeczywiście inwestuje z rozmachem, to władze krytykowane są za to, w co. – Budowa sali koncertowej i potężnej hali sportowej z pewnością trafia w ambicje mieszkańców. Ale nie wiadomo, czy w potrzeby. Tym bardziej że nie będą to obiekty tanie w utrzymaniu – mówi Wojciech B. Sobieszak, prezes toruńskiej firmy Cereal Partners Poland, europejskiego lidera w produkcji płatków śniadaniowych. Sala bywa porównywana do Centrum Sztuki Współczesnej, które jest supernowoczesne, ale nie ma zbyt dużej liczby odwiedzających.

Prezydent ma coraz większy kłopot z komunikacją. Niepoprzedzona szerokimi konsultacjami próba likwidacji Ogniska Pracy Pozaszkolnej Dom Harcerza spotkała się ze zdecydowaną akcją mieszkańców. W obronie placówki zebrano ponad 9 tys. głosów. Kiedy wokół sprawy zrobiło się głośno, Zaleski zdecydował spotkać się z zainteresowanymi. „Ustami prowadzącej spotkanie pan prezydent poinstruował zebranych, kto ma prawo zabierać głos i zadawać pytania, a kto nie” – napisała po spotkaniu jedna z czytelniczek lokalnej „Gazety Wyborczej”. To nie pierwsze zagranie w podobnym stylu. – Byłem tam kiedyś uczestnikiem jednego z paneli na Festiwalu Nauki. W pierwszym rzędzie spokojnie siedział jakiś pan. Nagle weszła straż miejska i go wyprowadziła. Okazało się, że to na polecenie prezydenta, bo ten pan zadaje podobno za dużo trudnych pytań. Według mnie to było zagranie rodem z Białorusi – wspomina jeden z warszawskich dyskutantów.

Urzędnicy czują wobec swego szefa szacunek graniczący ze strachem. – Dla pracowników urzędu jest utrapieniem. Surowy, niedoceniający ciężkiej pracy, nieufny. Nikt poza nim nie może podejmować decyzji finansowych na kwotę ponad 3 tys. zł. To prowadzi do jednoosobowego, ręcznego zarządzania – wylicza jeden z urzędników. Sondowanym na ulicach torunianom styl urzędowania Michała Zaleskiego się podoba. Podkreślają, że w mieście jest porządek i czują się w nim bezpiecznie.

Sól ziemi

Największym skarbem Torunia wbrew najprostszym skojarzeniom nie jest gotycka Starówka ani pierniki, tylko studenci. Liczą się w mieście, które ma negatywny trend demograficzny. Dzięki silnej uczelni ponad 30 tys. młodych ludzi buduje wizerunek Torunia młodego, aktywnego, inteligenckiego.

UMK to największy pracodawca w regionie. Niektóre wydziały mają renomę jednych z najlepszych w kraju. – Toruń nadal nie bardzo potrafi studentów zagospodarować, traktując często jako przyjezdną skarbonkę – mówi prof. Tomasz Szlendak. Jego zdaniem miasto powinno iść w kierunku silnego ośrodka akademickiego, w którym można studiować na dobrych kierunkach za mniejsze pieniądze, ale w nie mniej fajnej atmosferze niż w Warszawie.

Polityka 9.2014 (2947) z dnia 25.02.2014; Portrety Miast: TORUŃ; s. 57
Oryginalny tytuł tekstu: "Gród studentów i pierników"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Młodzi: monogamia to tylko jedna z opcji

Amelia chętnie słucha, gdy jej chłopak opowiada, jak mu się udała randka z drugą dziewczyną. Dla coraz większej liczby młodych monogamia przestaje być normą. Staje się tylko jedną z opcji.

Norbert Frątczak
11.10.2021
Reklama