Moje miasto

Katowice: Prezydent Krupa z pocałunkiem od prezesa PiS. Będzie niespodzianka?

Kandydaci na prezydenta Katowic, od lewej: Jarosław Gwizdak, Ilona Kanclerz, Marcin Krupa i Jarosław Makowski. Kandydaci na prezydenta Katowic, od lewej: Jarosław Gwizdak, Ilona Kanclerz, Marcin Krupa i Jarosław Makowski. KŻ/FB / Polityka
Na wejściu urzędujący prezydent Marcin Krupa wyraźnie bije pozostałych kandydatów, ale w drugiej turze – jeżeli konkurenci się skrzykną – już może być różnie.

Kontynuujemy nasz cykl najważniejszych pojedynków w największych polskich miastach. Dziś przedwyborczy krajobraz Katowic.

Jeszcze z pierwszą jaskółką zwiastującą wiosnę stawiałem ostatniego mego dolara przeciwko furze orzechów, że Marcin Krupa wygra w cuglach prezydenckie wybory w Katowicach. Może niekoniecznie w pierwszej turze – jak jego poprzednik i mentor Piotr Uszok, który przez cztery kadencje zwyciężał bez problemu – ale już w drugiej prezydenturę miał u mnie jak w banku. Wszystkie sondaże szacowały go na plus minus połowę wyborców, którym zechce się, we właściwym czasie i miejscu, podążyć do urn. Na czołowym miejscu plasowało się też jego ugrupowanie „Forum Samorządowe i Marcin Krupa” – dzisiaj 12 szabel w koalicji z paroma z PiS.

Czytaj także: Szczepan Twardoch o Śląsku, którego nie ma

Słupki Krupy zaczęły spadać

A tu masz… Jedna jaskółka znowu wiosny nie uczyniła. W jeden dzień, 28 kwietnia, słupki zaczęły wariować, czyli spadać. Stało się to po tym, jak prezes Jarosław Kaczyński namaścił 18 faworytów PiS na prezydentów wielkich miast. Pocałunek Judasza, Almanzora, a może po prostu – pocałunek Prezesa? Nie wiadomo. Krupa czuł pismo nosem i na nominację do Warszawy nie pojechał.

Nie ma zdjęcia z prezesem – ale odium pozostało. Słupki zatrzymały się na 30–35 proc. Na wejściu Krupa wyraźnie bije pozostałych kandydatów, ale w drugiej turze – jeżeli konkurenci skrzykną się do kupy – już może być różnie. Dr Tomasz Słupik, politolog z Uniwersytetu Śląskiego, mówi POLITYCE: – W Katowicach możemy być świadkami największej wyborczej niespodzianki, nie tylko w skali regionu, ale i kraju.

Walka o pomniki

Obecny prezydent tak bardzo chce podkreślać swoją niezależność, że na wszelki wypadek nie dał się sfotografować również z premierem Mateuszem Morawieckim, który jako wyborcza twarz PiS nawiedził ostatnio Katowice. Na to spotkanie Krupa wysłał przezornie swojego zastępcę, wiceprezydenta Mariusza Skibę. Wie już więc, że są fotki, które szkodzą. Podkreśla za to swoje zasługi w uratowaniu przed chorą dekomunizacją przestrzeni – pomnika wojewody i generała Jerzego Ziętka w Parku Powstańców Śląskich w centrum miasta.

Szacun, panie prezydencie. Krupa uświadomił sobie, że w Katowicach i generalnie na Śląsku nikt jeszcze nie wygrał wyborów w kontrze wobec tej niezwykle popularnej postaci. Wprawdzie prezydent nie włączył się, jak powinien, w obronę przydworcowego Placu im. Wilhelma Szewczyka przed patronatem pary prezydenckiej – póki co Szewczyka uratowali mieszkańcy i Wojewódzki Sąd Administracyjny – ale z pomnikiem Jorga (Jerzego Ziętka), którego wojewoda i miejscowy IPN już widzieli w gruzach – zagrał prześwietnie. Wykiwał bezmyślnych śledczych historii z dużą fantazją i zarazem klasą, co już samo w sobie jest godne aplauzu. Po prostu 50 m kw. miejskiej ziemi i spiżowego Jorga na niej – przekazał Muzeum Historii Katowic.

W tej sytuacji, póki co, wojewoda i IPN są bezradni wobec wystawienia na widok publiczny niekochanego przez nich pomnika – w „ramach działalności artystycznej i edukacyjnej”. A naszym mieszkańcom nadzwyczajnie się podoba, że w rękach spiżowego Jorga tkwią zamknięte w brązie kartki z napisem: „Zawsze Śląsk, zawsze Polska”.

Sam już nie wiem, dlaczego PiS i jego prezes chcą się rozprawić na Śląsku z taką symboliką? To grzebanie w bombie.

Kim są kontrkandydaci Krupy

Za Krupą, według różnych wyników badań, pojawia się trójka rywali. W sondażowej kolejności to: Jarosław Makowski, kandydat Koalicji Obywatelskiej i szef powiatowych struktur PO w Katowicach, a za nim łeb w łeb Ilona Kanclerz – projektantka mody, oraz sędzia Jarosław Gwizdak.

Kanclerz była już prawie we wszystkich opcjach, a teraz reprezentuje Śląską Partię Regionalną – to partyjna przykrywka Ruchu Autonomii Śląska. Sędzia Gwizdak reprezentuje sam siebie – i Komitet „Prawo do Katowic” zarazem. Dla mnie jedna z najciekawszych postaci z tej katowickiej czwórki do samorządowego brydża, choć kampanię prowadzi dość marną. Był prezesem Sądu Rejonowego w Katowicach, w stosownym czasie złożył rezygnację, aby nie dać Zbigniewowi Ziobrze satysfakcji ze swojego odwołania poprzez lex faks. Gwizdak został w 2015 r. „Obywatelskim Sędzią Roku” za propagowanie w społeczeństwie polskim wiedzy o prawie w sposób zrozumiały dla każdego człowieka. Ma zacięcie dydaktyczne i publicystyczne. Na czas wyborów wziął urlop i sędziowską togę zawiesił na kołku. O swojej „kaście sędziowskiej” mówi tak: „Wielu myśli, że zawód sędziego jest na całe życie. Z różnych powodów. Stabilizacja, owszem, jest ważna. Ale kiedy traci się z pola widzenia misję, to trzeba pomyśleć o zmianie zawodu”.

Gwizdak do końca kampanii wyborczej może tylko zyskiwać. Kanclerz kręci piruety, aby wprost nie kojarzyć ją z autonomistami (do tej pory dwie szable w katowickiej radzie), ale już na dzień dobry ktoś podłożył jej świnię. Otóż wśród kandydatów ŚPR na radnych znalazł się… obywatel Bogusław Ciok, wcześniej związany z Pawłem Kukizem, Grzegorzem Braunem, Kongresem Nowej Prawicy itd. itp. Chodzi ów człowiek po mieście i krzyczy: „Stop islamizacji!”. I woła, że „jedyną nadzieją jest Rosja, bo ona daje odpór temu wszystkiemu”. Sic! Z kolei autonomiści, skryci za ŚPR, chcieliby uchodzić za Europejczyków pełną gębą, wolnych od różnych fobii. A tu masz! Na katowickiej scenie pojawił się też Henryk Moskwa, działacz OPZZ reprezentujący SLD. Sojusz przegrał poprzednie wybory z kretesem, choć przez lata miał tu silną pozycję. Czy Moskwa ją odbuduje?

Wielkie inwestycje, mniej mieszkańców

Katowice wchodzą w wybory w niezłej kondycji – zarówno gospodarczej, jak i wizerunkowej. Wielkie inwestycje, po kilkaset milionów każda: schowane pod ziemią Muzeum Śląskie, nowa siedziba Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia i Katowickie Centrum Kongresowe połączone z kultowym Spodkiem – Strefa Kultury – robią wrażenie. Katowice – Miasto Ogrodów.

Z drugiej jednak strony miasto karleje – z roku na rok zmniejsza się liczba mieszkańców. „Za Gierka” sięgało 400 tys. – obecnie ociera się o 280 tys., a do 2030 r. ma się jeszcze skurczyć o 20 tysięcy. To miasto do pracy, wielkich imprez gospodarczych (m.in. Europejski Kongres Gospodarczy), kulturalnych (m.in. Rawa Blues) i sportowych. Ale na co dzień bez tej magnetycznej, metafizycznej determinacji, która nakazywałaby w Katowicach trwać do grobowej deski, a nie przenosić się w wiejskie tereny Śląska. Sprawa depopulacji była pomijana w przedwyborczych dyskusjach kandydatów. Jak wiele innych. – Programy wyborcze nie wygrywają wyborów! – uważa dr Słupik. – Wygrywają ludzie, ich chwilowe argumenty przekonywania, pomysły na kampanię i takie tam bajery.

Walka o drugą turę

Wygra Krupa. W pierwszej turze gładko – mimo łaty przyklejonej przez Kaczyńskiego – a w drugiej?

To zależy od rozmów między wielką przegraną „trójką”. Jeżeli się dogadają, to parę centów z mojego dolara jestem skłonny postawić na ich orzechy. Bo sensacja w skali kraju, którą wieszczy śląski politolog, jest możliwa. A byłaby nad wyraz ciekawa.

Zobacz także pojedynki przedwyborcze naszym okiem w innych miastach: Warszawie, Gdańsku, Krakowie, Łodzi, Wrocławiu, Poznaniu,Radomiu, Szczecinie oraz w Rzeszowie.

Więcej na ten temat


Partnerzy Moje Miasto

Kraków Szczecin Warszawa Sopot
Reklama

Czytaj także

Rynek

Jak PGNiG dosala Zatokę Pucką

Dlaczego mieszkańcom nadmorskiego Kosakowa przeszkadza, że morze jest słone?

Ryszarda Socha
12.11.2019
Reklama