Moje miasto

Strachy wiejskie i miejskie

O świadomości ekologicznej Polaków

Smog w Krakowie. Smog w Krakowie. Beata Zawrzel / Reporter
Rozmowa z dr. Adrianem Wójcikiem, psychologiem społecznym, badającym, jak postrzegamy zagrożenie smogiem i innymi problemami środowiskowymi.
Dr Adrian Wójcikmateriały prasowe Dr Adrian Wójcik

URSZULA SCHWARZENBERG-CZERNY: – Co Polacy myślą o smogu?
ADRIAN WÓJCIK: – W marcu CBOS przeprowadził duże badanie w całości poświęcone kwestii postrzegania smogu. Około 44 proc. respondentów odpowiedziało, że smog jest w ich najbliższej okolicy problemem poważnym albo bardzo poważnym. Reszta uważała, że jest to problem niezbyt ważny albo wręcz niedostrzegalny. Badania pokazały też paradoks. O problemie smogu najbardziej są przekonani mieszkańcy wielkich miast. Wśród nich połowa respondentów powiedziała, że w ich najbliższej okolicy jest to problem poważny albo bardzo poważny. A wraz ze zmniejszaniem się wielkości miejscowości takich osób było coraz mniej. Na przykład na wsi tylko 8 proc. respondentów odpowiadało, że smog jest bardzo istotnym problemem, a 40 proc. pytanych uważało, że w ogóle nie ma takiego problemu.

CBOS jednak nie wyjaśnia, z czego taki rozkład odpowiedzi wynika.
Tym zajmuje się psychologia prośrodowiskowa, czyli dziedzina nauki, która próbuje wytłumaczyć za pomocą mechanizmów psychologicznych, dlaczego ludzie nie angażują się w działania na rzecz środowiska naturalnego albo wręcz aktywnie przyczyniają się do jego niszczenia. Jest to dziedzina stosunkowo nowa. Większość prowadzonych w niej badań przypada już na XXI w. O tak szybkim jej rozwoju decyduje zapotrzebowanie profesjonalnych organizacji międzynarodowych, które zajmują się informowaniem o stanie środowiska naturalnego. Również w Polsce coraz więcej organizacji prośrodowiskowych i władz samorządowych jest zainteresowanych tym, by skutecznie mobilizować ludzi na rzecz ochrony środowiska naturalnego.

Co zatem psycholog prośrodowiskowy może wyczytać z danych zebranych w tym badaniu?
Możemy wskazać mechanizmy psychologiczne, które wyjaśniają źródła różnic między mieszkańcami różnych typów miejscowości. Okazuje się, że ważną sprawą jest dostęp do wiedzy. Wielkie miasta są dosyć dobrze „owskaźnikowane” stacjami pomiarowymi jakości powietrza Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska, stacjami prywatnymi, np. Airly, czy lokalnymi sieciami pomiarowymi. W moim mieszkaniu w Toruniu wyglądam przez okno, a po drugiej stronie ulicy mam miernik kontroli jakości powietrza zamontowany na budynku szkoły. W każdej chwili mogę wejść na stronę internetową i sprawdzić, jaki jest aktualnie poziom smogu w okolicy. Natomiast im mniejsza miejscowość, tym tych wskaźników jest mniej. Nie oznacza to jednak, że smogu tam nie ma. Kiedy działacze alarmów antysmogowych wyjeżdżają z mobilnymi stacjami pomiaru jakości powietrza, to pokazują, że przekroczenie norm w małych miejscowościach jest dosyć duże. Ludzie na wsi czy mniejszych miastach przeważnie nie mają dostępu do informacji na ten temat.

Co jeszcze może decydować o tak różnym postrzeganiu problemu?
W analizach dotyczących postaw Polaków wobec smogu czy wobec energetyki bardzo ważne jest kryterium dochodowe. Kiedy pyta się ludzi o to, jak powinien być projektowany system energetyczny, to na pierwszym miejscu pojawia się zapewnienie niskich cen energii w przyszłości. Dopiero na drugiej pozycji jest ochrona środowiska. Podobnie, jeśli konkretnie spytamy o chęć podjęcia osobistego wyrzeczenia, żeby polepszyć stan powietrza w najbliższej okolicy, to wyraźnie istotne jest kryterium dochodowe.

Na terenach wiejskich czy w mniejszych miastach mieszkańcy częściej korzystają też z kotłów opałowych, które są głównym źródłem smogu. W dużych miastach większość mieszkańców raczej nie przyczynia się do wysokiej emisji, przynajmniej nie z kotłów na paliwa stałe. Łatwiej jest więc im dostrzec wynikające z tego zagrożenie i potrzeba racjonalizacji negatywnych zachowań jest u nich nieco niższa.

Jednym z powodów, dla których ludzie nie angażują się w działania prośrodowiskowe, jest to, że zagrożenia wydają się abstrakcyjne, bezpośrednio niedostrzegalne, łatwe do przeoczenia. Na przykład zmiana klimatu jest trudno obserwowalna dla zwykłego człowieka. Ciężko jest dostrzec związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy gwałtownymi wydarzeniami pogodowymi w najbliższej okolicy a ocieplaniem się atmosfery.

Smog jest pod tym względem zagrożeniem wyjątkowym, bo dostrzegalnym. Czuje się, że zanieczyszczone powietrze inaczej pachnie, zanieczyszczenie można też bezpośrednio zobaczyć. A ponieważ ludzie są przystosowani do tego, żeby reagować emocjonalnie: strachem lub odrazą na zagrożenia, które bezpośrednio odczuwają, to problem smogu może być wykorzystywany w kampaniach edukacyjnych. Może mieć wpływ na codzienne doświadczenie w dużym polskim mieście.

Smog w końcu jest też problemem, który może być rozwiązany na szczeblu lokalnym. O ile często nie mamy wpływu na politykę państwową, o tyle tutaj jest inaczej. Przecież to działacze lokalni doprowadzili do tego, że w kilku sejmikach wojewódzkich wprowadzono już uchwały antysmogowe. A w mniejszym miasteczku ludzie też mogą zauważyć wokół siebie ten problem i będą np. korzystać z oferowanego w gminie dofinansowania na wymianę pieców.

A jaki stosunek mają Polacy do energetyki opartej na węglu kamiennym?
Po pierwsze, zdecydowana większość Polaków (97 proc.) chciałaby, aby za 20–30 lat energia pochodziła przede wszystkim ze źródeł odnawialnych: wody, słońca, wiatru, biomasy i biogazu. Duże jest także poparcie dla działań zapewniających lepsze wykorzystanie i zmniejszenie zużycia energii. Po drugie, stosunek do energetyki opartej na węglu kamiennym, gazie ziemnym czy ropie naftowej jest wśród Polaków trochę bardziej zróżnicowany. Jak wynika z naszych badań z 2018 r. 35 proc. Polaków uważa, że powinno się rozwijać energetykę opartą na węglu, a 65 proc. takiej energetyki nie chce promować. Przy czym nie ma to prawie żadnego związku z postawami politycznymi.

Czyli poglądy polityczne nie mają znaczenia dla stosunku do środowiska?
To temat mocno obecnie badany na świecie. Bardzo często mówi się, że osoby o poglądach lewicowych są trochę bardziej prośrodowiskowe, a osoby o poglądach prawicowych przeciwnie. Jednak większość takich badań prowadzona jest w Stanach Zjednoczonych, gdzie rzeczywiście trzy czwarte przekonań da się wyjaśnić tym, czy ktoś głosuje na republikanów czy na demokratów. Natomiast analogiczne badania w krajach europejskich pokazują, że poglądy polityczne o wiele słabiej związane są z postawami prośrodowiskowymi, a w krajach pozaeuropejskich te związki są w ogóle przypadkowe. Prowadziłem teraz badania z prof. Katarzyną Byrką z wrocławskiego oddziału Uniwersytetu SWPS, gdzie zebraliśmy wszystkie dane z Polski od 2006 r. i również okazało się, że poglądy polityczne nie mają związku z postawą wobec środowiska naturalnego. Wydaje się, że w tej konkretnej dziedzinie bardzo mocno przeszacowujemy w Polsce podziały na elektoraty partyjne. Tymczasem między wyborcami PiS, PO, Kukiz’15, PSL czy Nowoczesnej w tej kwestii nie pojawiają się wyraźne różnice statystyczne.

Czy wiek wyborców ma wpływ na stosunek do środowiska?
Nie ma. Staraliśmy się też wyjaśnić, jaki związek może mieć demografia, płeć, wykształcenie czy światopogląd i tutaj również nie znaleźliśmy w Polsce nic ciekawego.

A religia? Nierzadko słyszymy odwołania do biblijnego „czyńcie sobie Ziemię poddaną...”.
W naukach społecznych popularna jest hipoteza amerykańskiego historyka Lynna White’a, która mówi, że za dzisiejszy kryzys ekologiczny odpowiedzialna jest szczególna interpretacja chrześcijaństwa i przekonanie, że to człowiek jest w centrum wszechrzeczy. Mam problem z takim myśleniem. Nauczanie Kościoła o ekologii wyraźnie się zmienia. Podobnie jest w przypadku innych wierzeń: buddyzmu czy islamu. Analizowałem związki pomiędzy różnymi postawami prośrodowiskowymi a religijnością w badaniach World Values Study, prowadzonych w 54 krajach świata. Wyniki są nieoczywiste, a wykryte relacje niezbyt silnie zaznaczone. Średnio okazuje się, że osoby wierzące są trochę mniej prośrodowiskowe niż ateiści. Natomiast już wewnątrz wyznań to osoby z pogłębioną, duchową formą religijności są bardziej proekologiczne. Z kolei polski Kościół jest tak bardzo złożony, że boję się dawać ogólną odpowiedź. Powiem tylko, że z zainteresowaniem patrzę na działania Ruchu Ekologicznego św. Franciszka z Asyżu, bo to nie jest przypadek, że Człowiekiem Roku Polskiej Ekologii w 2017 r. został franciszkanin o. Stanisław Jaromi. To też zresztą pokazuje, że kwestia ekologii może łączyć bardzo różne ideologicznie środowiska.

W badaniach, które prowadziliśmy razem z Aleksandrą Cisłak i Aleksandrą Cichocką z University of Kent, wychodzi nam raczej związek stosunku do środowiska ze specyficznymi formami identyfikacji narodowościowej. Sprawdzaliśmy np., jakie typy osób będą popierać wycinkę Puszczy Białowieskiej. W tym przypadku działanie antyśrodowiskowe jest przeciwko interesowi grupy własnej, bo niszczymy jedyny pierwotny las w Europie, unikatowy zabytek przyrody. Okazało się, że osoby, które są za wycinką, cechuje narcystyczne przywiązanie do grupy własnej – tzw. narcyzm kolektywny. To ci, dla których ważne jest podtrzymywanie wizerunku Polski jako kraju ważnego i wielkiego w porównaniu z innymi krajami. Chcieli, aby utrzymywać odrębność decyzyjności Polski, nawet jeżeli prowadzi to do niszczenia Puszczy.

Czyli instrumentalne podejście do środowiska łączy się jakoś z obecnym interesem państwowym.
Nie łączy się z nim, śmiem bowiem wątpić, czy w interesie Polski jest wycinanie Puszczy. Łączy się za to z chęcią uzyskania pozytywnej identyfikacji, pokazania światu, że Polska jest suwerenna, silna i może tu robić nawet rzeczy przynoszące nam szkodę. Powiedzenie „na złość babci odmrożę sobie uszy” kojarzy mi się zawsze z tego typu przykładami polityki środowiskowej.

***

Dr Adrian Wójcik – psycholog społeczny, prodziekan do spraw badań i umiędzynarodowienia Wydziału Humanistycznego Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. W pracy naukowej zajmował się wcześniej tym, jak różnego rodzaju postrzeganie historii (ważnych wydarzeń, osób) wpływa na dzisiejsze relacje międzygrupowe. Obecnie interesuje go m.in. metodologia badań międzykulturowych i psychologia postaw prośrodowiskowych.

Polityka 47.2018 (3187) z dnia 20.11.2018; Społeczeństwo; s. 36
Oryginalny tytuł tekstu: "Strachy wiejskie i miejskie"
Więcej na ten temat


Partnerzy Moje Miasto

Kraków Szczecin Warszawa Sopot
Reklama

Czytaj także

Nauka

Suszarki do rąk są za głośne dla dzieci – alarmuje 13-letnia badaczka

Dzieci to doskonali obserwatorzy, dostrzegający często to, co umyka dorosłym. 13-letnia Nora Louise Keegan zrobiła to niedawno na łamach międzynarodowego czasopisma naukowego, pisząc o hałasie z elektrycznych suszarek do rąk.

Piotr Rzymski
12.10.2019
Reklama