Nauka

ŁOŚtrożnie

Łoś - przyjaciel czy wróg?

W Polsce notuje się jeden - na rok lub dwa lata - śmiertelny wypadek z ucziałem łosia na drogach. Ale kolizji może być znacznie więcej. W Polsce notuje się jeden - na rok lub dwa lata - śmiertelny wypadek z ucziałem łosia na drogach. Ale kolizji może być znacznie więcej. John. J Mosesso / National Biological Information Infrastructure
Populacja łosi w Polsce ciągle rośnie, więc powinniśmy się przygotować na problemy, jakie wkrótce stworzy to wielkie i piękne zwierzę.
Populację łosi może w naturalny sposób ograniczyć tylko głęboki śnieg zimą i drapieżniki, a więc wilki i niedźwiedzie.Art Wolfe/EAST NEWS Populację łosi może w naturalny sposób ograniczyć tylko głęboki śnieg zimą i drapieżniki, a więc wilki i niedźwiedzie.

Łoś jest z pewnością najbardziej szkodliwym dzikim zwierzęciem w Finlandii – oświadczył Jere Nieminen z Uniwersytetu Tampere przyrodnikom, którzy zjechali do Białowieży na Międzynarodowe Sympozjum o Łosiu. Choć na sali byli Amerykanie, Kanadyjczycy, Rosjanie, Skandynawowie i inni Europejczycy, to szczególnie w uszach Polaków zabrzmiało to jak nieprzyjemny zgrzyt. Tuż po drugiej wojnie światowej w naszym kraju żyło bowiem zaledwie kilkanaście łosi – i to na jednym niewielkim obszarze: w rezerwacie Czerwone Bagno w Dolinie Biebrzy. Zwierzę to było na krawędzi wymarcia. Dopiero gdy objęto je całkowitą ochroną, polscy przyrodnicy odetchnęli z ulgą.

Liczba łosi zaczęła rosnąć. Najwięcej ich nadal żyje w Polsce północno-wschodniej, ale spotyka się je też wokół Warszawy, na Lubelszczyźnie, Mazurach, a czasem nawet też na południu kraju oraz w okolicach Szczecina. Dziś mamy już ponad 10 tys. tych zwierząt. To jednak nadal niewiele w porównaniu ze Skandynawią. Trudno nam sobie więc wyobrazić, że łoś może sprawiać naprawdę poważne problemy.

Wielki zwierz, wielki problem

A przecież jest to największy żyjący przedstawiciel rodziny jeleniowatych. Osiąga 3 m długości, 2 m wysokości i 400 kg wagi. Nosi poroże dochodzące do 2 m rozpiętości i 20 kg wagi. Najchętniej zamieszkuje rozległe bagna i podmokłe lasy. Poruszanie się po grząskim gruncie ułatwiają mu szerokie racice, które potrafią się rozsuwać. Zwierzęta te umieją doskonale pływać, a w razie potrzeby i nurkować. Najczęściej jednak chodzą powoli i dostojnie, zgryzając pędy drzew, krzewów, korę, rośliny wodne oraz zioła. W razie potrzeby mogą też zerwać się do biegu, osiągając prędkość 55 km na godz.

Takie przystosowania pozwoliły łosiom opanować wielki szmat naszej planety. Na półkuli północnej rozprzestrzeniły się wkrótce po ustąpieniu ostatniego zlodowacenia około 10 tys. lat temu. Dziś zamieszkują zarówno Europę, Azję, jak i Amerykę Północną. W niektórych miejscach w zawrotnej ilości. W niewiele większej od Polski Finlandii doliczono się 100 tys. łosi, tyleż samo w Norwegii, a w Szwecji – 200 tys. Dawniej taka masa zwierząt byłaby dla ludzi powodem do radości. – Od 10 tys. lat łoś był ważnym źródłem mięsa, skóry, poroży i licznych innych dóbr dla ludzi w Skandynawii – mówiła podczas konferencji prof. Christina Skarpe z Uniwersytetu Hedmerk w Norwegii. Jako dowód wymieniała wizerunki łosia malowane w jaskiniach oraz narzędzia wyrabiane z jego poroży i kości. Choć więc na łosie polowano, to z racji korzyści, jakie dawało, szanowano je i chętnie widziano w okolicy.

Takie podejście zmieniło się wraz z postępem cywilizacji. Gdy w XIX w. rozwinęło się leśnictwo jako gałąź gospodarki, łoś stał się rywalem ludzi. Jedno zwierzę zjada bowiem dziennie około 5 kg suchej masy roślinnej. Zimą chętnie gryzie młode sosny i inne drzewka w szkółkach leśnych. Stado tych zwierząt potrafi zniszczyć całe połacie posadzonych i pielęgnowanych upraw drzew. Co prawda podobne szkody mogą też być dziełem jeleni lub nawet saren, ale tylko łosie, jako najsilniejsze spośród tych zwierząt, bez trudu forsują nawet porządne ogrodzenia wokół szkółek leśnych.

Jeszcze bardziej dramatyczne skutki przyniósł rozwój motoryzacji. Prócz tego, że te duże zwierzęta wychodzą na drogi, to lubią też zlizywać sól, którą zimą posypuje się jezdnie. – Łosie żerują w położonych w pobliżu dróg uprawach i młodnikach sosnowych – mówi prof. Mirosław Ratkiewicz z Uniwersytetu w Białymstoku. – Przyzwyczajają się więc do szumu samochodów. Potem nie zważają na pojazdy, nie widząc w nich zagrożenia.

Jonas Kimdberg ze Szwedzkiego Uniwersytetu Nauk Rolniczych informował w Białowieży, że w jego kraju w 2011 r. odnotowano aż 5,5 tys. wypadków zderzenia z łosiem. Jere Nieminen podał zaś, że w wyniku takich zdarzeń w Finlandii ginie co roku 10 osób, a 230–300 zostaje rannych. – W Polsce jak dotąd notuje się jeden śmiertelny wypadek co rok lub dwa lata, ale kolizji może być ponad sto, choć nie ma na ten temat dokładnych statystyk – mówi prof. Ratkiewicz.

Łosiowa kultura

Relacje ludzi z łosiami mogą się jeszcze zmienić wskutek ocieplenia klimatu. Prof. Kris Hundermarkt z Uniwersytetu Alaski w Fairbanks mówił, że wraz ogrzewaniem się północnych krańców Ameryki będzie znikać tam wieczna zmarzlina, zmniejszać się ilość opadów śniegu, a jeziora i mokradła zaczną wysychać. Roślinność zmieni się na bardziej krzaczastą. Łosie będą się zmagać z przegrzaniem. Ostatecznie na południowej granicy swego zasięgu zwierzęta te prawdopodobnie wymrą, ale pojawią się na dalekiej północy.

Kolejne rejony zderzą się więc z problemami, nad których rozwiązaniem od lat biedzą się Skandynawowie. O swoich doświadczeniach opowiadali na konferencji. Prof. Skarpe proponowała, by dla ochrony szkółek leśnych przed łosiami wykładać gałęzie, przyginać niektóre drzewa oraz przycinać pędy główne tych, które zwierzęta regularnie zgryzają. Dzięki temu łosie zostawią w spokoju pozostałe – po prostu nie będą miały potrzeby, by je objadać. – Łosie są leniwe – z norweską uczoną zgadza się prof. Ratkiewicz.

Jeśli zaś chodzi o zderzenia z samochodami, to w Skandynawii już od dawna ustawia się znaki ostrzegawcze. Kierowcy nie zawsze jednak traktują je z należytą uwagą. Prowadzi się więc także akcje edukacyjne. Społeczeństwo fińskie jest też coraz bardziej przyzwyczajone do obecności łosi. Powstały wyspecjalizowane jednostki odpowiedzialne za liczenie tych zwierząt, szacowanie szkód i wypłacanie odszkodowań. Rozwinęła się wręcz szczególna „łosiowa kultura” – jak to określił Jere Nieminen z Uniwersytetu Tampere.

Nie wszędzie jednak taki skomplikowany system jest potrzebny. W Rosji, w granicach której leży ponad połowa światowego obszaru zamieszkanego przez łosie, doliczono się tylko 655 tys. osobników, niewiele więcej niż w całej Skandynawii. Prof. Leonid Baskin z Instytutu Ekologii i Ewolucji im. Siewiercowa w Moskwie przyznał, że do końca nie wiadomo, ile tych zwierząt się zabija. Oficjalne statystyki nie oddają prawdy, bo z rąk kłusowników ginie ich 4–5 razy więcej niż podczas legalnych polowań. Nawet myśliwi z licencją zwyczajowo nie zapisują swoich trofeów, jeśli nie pojawi się policjant czy strażnik leśny. Zdaniem prof. Baskina, nie wyjaśnia to jednak małego zagęszczenia łosi w Rosji. Nie tłumaczy tego także ewentualny niedobór pokarmu, bo starczyłoby go na pięciokrotnie większą liczbę zwierząt.

Uczony dostrzega dwa główne czynniki ograniczające wzrost populacji łosi. Pierwszy to głęboki śnieg, który przez długie miesiące utrudnia zwierzętom dobranie się do pokarmu. W poszukiwaniu pożywienia rosyjskie łosie wędrują więc zimą nawet na odległość 300 km. Migracje utrudniają im syberyjskie gazociągi. Drugim czynnikiem są drapieżniki. Szacuje się, że w Rosji żyje 43 tys. wilków i 180 tys. niedźwiedzi. Teza, że to właśnie drapieżniki ograniczają liczebność łosi, znalazła niespodziewane poparcie z Polski. Prof. Bogumiła Jędrzejewska z Instytutu Biologii Ssaków PAN w Białowieży wykazała, że jedną piątą diety niedźwiedzi brunatnych stanowią ssaki kopytne. Z tego większość to łosie, które jej zdaniem są ulubioną ofiarą tych drapieżników. W Azji ataki niedźwiedzi były wręcz główną naturalną przyczyną śmierci łosi.

Czy to znaczy, że i u nas sposobem na rosnące stado łosi powinny być niedźwiedzie? Na taki postulat nikt się jeszcze nie zdobył. W końcu niedźwiedź brunatny jest najbardziej niebezpiecznym dla ludzi drapieżnikiem naszej przyrody. Raczej powinniśmy się przygotowywać do scenariusza fińskiego. A to nie będzie łatwe. – Przystosowanie się do obecności łosia jest procesem – oznajmił Jere Nieminem. – W Finlandii zajęło 60 lat.

Prace nad przygotowaniem się do trwałej obecności łosia w Polsce już się zaczęły. Zespół, któremu przewodniczył prof. Mirosław Ratkiewicz, przygotował „Strategię ochrony i gospodarowania populacją łosia w Polsce”. – Łoś preferuje chłodniejszy klimat i zapewne dlatego przez nasz kraj przebiega zachodnia granica jego zasięgu. Sądzę więc, że u nas nigdy nie będzie 100 tys. łosi jak w Finlandii – mówi uczony. Niemniej ryzyko wypadków drogowych może się zwiększyć. Łosie wędrują dwa razy do roku. Jesienią opuszczają bagna i przenoszą się na suchsze tereny, a wiosną wracają na mokradła. – Przez szosy przechodzą często w tych samych miejscach – opowiada prof. Ratkiewicz. – Proponujemy, by te odcinki oznakować, a przede wszystkim odkrzaczyć pobocza i tym samym poprawić widoczność.

Ta metoda się sprawdza. Nad Biebrzą, w miejscu gdzie łosie od lat przekraczają drogę, na odcinku zaledwie 2 km dochodziło do 20 wypadków rocznie. Po usunięciu krzewów z poboczy widoczność stała się lepsza i kierowcy na ogół hamują na czas. Liczba wypadków spadła do dwóch rocznie.

Zyski z ochrony

– Warto też dostosować gospodarkę leśną do obecności łosia, a nie traktować go jako szkodnika – mówi prof. Ratkiewicz. Na przykład, by na większą niż dotychczas skalę pozostawiać zimą pędy ściętych sosen. Łosie będą się nimi odżywiać, pozostawiając we względnym spokoju szkółki leśne. Radzi też, by w lasach pozostawiać więcej lubianych przez zwierzęta topól i osik.

Najwięcej emocji budzi jednak propozycja zespołu prof. Ratkiewicza, by w przyszłości dopuścić odstrzał łosi tam, gdzie jego zagęszczenie będzie wysokie, a szkody w lasach znaczne. – Nie zaszkodzi to temu gatunkowi – twierdzi. – Ale racjonalna gospodarka łosiem łatwa nie jest. Z drugiej strony, gdyby nie strzelano do łosia, nie ma żadnej gwarancji, że jego populacja nie zaczęłaby maleć. Pojawiłyby się efekty przegęszczenia. Co gorsza, mogłyby się nasilić tendencje do rozwiązywania „problemu z łosiem” w sposób niezgodny z prawem.

Uczony twierdzi, że ochrona przyrody często przegrywa z rachunkiem ekonomicznym. Jego zdaniem przetrwanie łosia będzie możliwe tylko wtedy, gdy uda się wypracować kompromis między ekologami, leśnikami i myśliwymi, a łowiectwo i turystyka przyrodnicza będą przynosić zyski. – Największym problemem dla łosia w przyszłości mógłby się okazać brak koncepcji, co z nim zrobić.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

Rozmowa z Davidem Martelo, uczestnikiem rewolucji goździków

O portugalskiej rewolucji goździków sprzed 45 lat opowiada jej uczestnik David Martelo.

Krzysztof Kubiak, Tadeusz Zawadzki
23.04.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną