Kilkuset sportowców zdobywa medale na dopingu. Ale walka z tym problemem to farsa

Doping – ściśle tajne
Czy ktoś jeszcze się dziwi, że doping w sporcie wyczynowym to chleb powszedni? Podczas nadchodzących mistrzostw świata w lekkiej atletyce w Pekinie nie będzie inaczej.
Tumblr

W ostatnich dniach królowa sportu znalazła się na cenzurowanym. Być może nawet straciła koronę. Kiedy wyciekły dowody wskazujące na oszustwa lekkoatletów zdobywających medale podczas najbardziej prestiżowych zawodów w latach 200112, zaczęto pytać o skuteczność walki z dopingiem – to farsa czy celowa zabawa w kotka i myszkę?

A przecież dopiero co zakończył się Tour de France, od lat przykuwający uwagę właśnie m.in. ze względu na skandale dopingowe. Kolarskie święto trwa teraz w Polsce, a w Kazaniu o medale mistrzostw świata walczą pływacy. Czy wszystkie te dyscypliny skazane są na stosowanie niedozwolonych środków wzmacniających organizm?

Od lat słyszę o tym, że Światowa Agencja Antydopingowa (WADA) nie może sobie poradzić z pomysłowymi zawodnikami, trenerami i lekarzami. Ano trudno oczekiwać, by w dzisiejszym świecie opartym na sztuczkach farmakologicznych i biotechnologii można było łatwo wygrać z dopingiem.

Ja nie wierzę w taką wygraną. Odkąd złote medale mają wartość o wiele większą niż zdrowie, możemy zapomnieć o zdrowym rozsądku. Oczywiście szkodliwe są jakiekolwiek uogólnienia i nie wierzę, by po niedozwolone substancje (i metody) sięgali wszyscy zawodnicy. Ostatni wyciek danych wskazuje na 800 sportowców, a to przecież nie wszyscy, którzy reprezentują swoje państwa na igrzyskach olimpijskich lub międzynarodowych zawodach. Tu chodzi jednak nie o personalne oskarżenia, lecz o efekty podejmowanych działań antydopingowych – kosztują majątek, a pożytek z nich wciąż marny.

Ryzykantów w sporcie nigdy nie brakowało. Kontrole antydopingowe – zapoczątkowane dopiero w połowie lat 60. ubiegłego wieku – miały przywracać sportowej rywalizacji zasadę fair play, ale w dużej mierze ich celem jest też ratowanie zdrowia i życia sportowców. Praca laboratoriów antydopingowych nie nadąża jednak za nowymi technikami, które błyskawicznie rozlewają się na różne dyscypliny sportu. Chętnie korzystają z nich nie tylko kulturyści i bokserzy, którzy dążą do wzmocnienia muskulatury, lecz także reprezentanci dyscyplin wymagających długotrwałego wysiłku: kolarze, narciarze, pływacy.

Oskarżenia wymierzone w lekkoatletów też dotyczą zwłaszcza konkurencji wytrzymałościowych. Podobno nawet szachiści nie stronią od amfetaminy! Za historyczną można uznać dietę, jaką aplikował sobie maratończyk Thomas Hicks: wstrzykiwał kilka podskórnych dawek siarczanu strychniny, wypijał pięć surowych jajek, kończył kilkoma szklaneczkami koniaku. Po zdobyciu olimpijskiego medalu w 1904 roku wymagał reanimacji.

Naukowcy ulepszają metody wykrywania niedozwolonych środków, ale sportowcy są szybsi  sięgają po nowe, których nikt jeszcze nie potrafi wykryć. Od producentów alkoholu też nikt nie wymaga, aby zajęli się sprzedażą alkomatów! Dlatego zamiast zajmować opinię publiczną tą zabawą w ciuciubabkę, może po prostu pozwolić przyjmować doping wszystkim wyczynowcom? Wtedy będzie sprawiedliwie, a konkurenci sami wykluczą się z podejrzeń, jeśli uda im się przeżyć kilka lat po wejściu na podium.

*

Czytaj także: O dopingu i „lekkoatletycznym końcu świata” pisze Krzysztof Matlak

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną