Nauka

Szczyt klimatyczny w Madrycie zawiódł ludzi i planetę

Protest klimatyczny w Madrycie, 13 grudnia 2019 r. Protest klimatyczny w Madrycie, 13 grudnia 2019 r. Susana Vera / Forum
Czy chcecie być zapamiętani jako ci, którzy zdradzili młode pokolenie i społeczności walczące o przetrwanie? – pytała Zuzanna Borowska, reprezentująca organizacje młodzieżowe podczas sesji zamykającej Szczyt Klimatyczny ONZ COP25 w Madrycie.

COP zawiódł ludzi i planetę. „Czy chcecie być zapamiętani jako ci, którzy mogli podjąć działanie, ale wybrali inaczej, jako ci, którzy zdradzili młode pokolenie, ludność rdzenną i społeczności desperacko walczące o przetrwanie?” – pytała retorycznie Zuzanna Borowska z Katowic, reprezentująca organizacje młodzieżowe podczas sesji zamykającej Szczyt Klimatyczny ONZ COP25 w Madrycie.

To najkrótsza ocena najdłuższego szczytu w historii Ramowej Konwencji ds. Zmian Klimatycznych ONZ (UNFCCC). Finał przeciągnął się o ponad 40 godzin poza planowany czas. Pod koniec organizatorzy liczyli gorączkowo, czy na sali jest jeszcze kworum, bo część delegacji nie czekała do zamknięcia, tylko pędziła na lotnisko. Zmęczenie i kłopoty techniczne z systemem informacyjnym dodatkowo utrudniały pracę.

Młodzi na COP25UNFCCC/•Młodzi na COP25

Szczyt w Madrycie bez rozstrzygnięć na miarę nowych wyzwań

O ile strona społeczna zgodnie dołącza do głosu Zuzanny Borowskiej, zawiedziona słabymi wynikami madryckiego spotkania, o tyle eksperci nie są zaskoczeni. Nikt nie zakładał fajerwerków, o czym pisaliśmy w analizach poprzedzających otwarcie obrad. A pierwszy tydzień pracy tzw. ciał pomocniczych negocjujących szczegóły pokazał, że trudno będzie osiągnąć porozumienie nawet w tematach zadanych COP25.

Problemem kluczowym, którego nie udało się rozstrzygnąć w Katowicach podczas COP24 w 2018 r., był artykuł 6 Porozumienia paryskiego, zakładający wprowadzenie mechanizmów rynkowych jako instrumentu walki o klimat. Niestety, nie udało się i w Madrycie, więc sprawę będzie musiał załatwić kolejny szczyt – w Glasgow. Odłożono także na przyszłość porozumienie w sprawie długoterminowego finansowania, kluczowe z punktu widzenia krajów rozwijających się.

Udało się przyjąć symbolicznie bardzo ważny dokument: „Gender and climate change”, podejmujący i wzmacniający język sprawiedliwej transformacji w dyskusji o zmianach na rzecz ochrony klimatu. Przyjęto też oczywiście dokument podsumowujący: „Chile Madrid Time for Action”, który potwierdza ważność procesu zainicjowanego Porozumieniem paryskim, ale jest tak rozwodniony, że trudno mówić o jakichkolwiek ambicjach na miarę wyzwań. A i tak Brazylia walczyła do końca, by usunąć artykuły wskazujące na związek ochrony klimatu z oceanami, wybrzeżami i lądami.

Czytaj także: Jair Bolsonaro, pierwszy drwal Ameryki Łacińskiej

Negowanie zmian klimatycznych to „zbrodnia przeciwko ludzkości”

Wątły efekt szczytu jest na pewno po części skutkiem słabej strategii negocjacyjnej chilijskiej prezydencji. Niezależnie jednak od umiejętności moderowania procesu było wiadomo, że kraje takie jak Brazylia, Australia, Stany Zjednoczone czy Chiny będą z różnych powodów robić obstrukcje. Powód najważniejszy – są rządzone przez ekipy wątpiące w to, że właśnie człowiek odpowiada za zmiany klimatyczne. Do tego USA na początku listopada oficjalnie zaczęły wychodzić z Porozumienia paryskiego i za rok już nie będą partycypowały w tym procesie. Postawę tę dosadnie skomentował przedstawiciel Tuvalu, państwa wyspiarskiego zagrożonego zatopieniem: „Już dziś miliony ludzi cierpią na skutek zmian klimatycznych, negowanie ich uznać należy za zbrodnię przeciwko ludzkości”.

W efekcie nie tylko przedstawiciele organizacji społecznych, którym oddano głos na koniec szczytu, byli niezadowoleni. Rozczarowania nie kryli także delegaci państw stron konwencji. W porównaniu z Madrytem katowicki COP24 uznać należy za niezwykle konkretny i owocny, a także zdecydowanie lepiej prowadzony (piszę o procesie negocjacji, nie o polskich występach narodowych z dziczyzną i węglem w tle).

Unia Europejska, Wielka Brytania – nowi gracze w walce o klimat

Najtrudniejsze zadania zostały odsunięte na kolejny rok – na wspólną pracę sprawującej prezydencję strony chilijskiej z Wielką Brytanią, która będzie gość COP26 w Glasgow. Boris Johnson, triumfator niedawnych wyborów parlamentarnych, choć w kampanii tematów klimatycznych unikał, po zwycięstwie potwierdził, że będzie to jego priorytet. Można więc liczyć, że Wielka Brytania uruchomi swe gigantyczne zasoby dyplomatyczne, podobnie jak Francja przed szczytem paryskim w 2015 r., by w listopadzie nie zostawiać najważniejszych spraw przypadkowi. Ponadto szczyt ten będzie już się odbywał bez USA.

Adam Bodnar dla „Polityki”: Mamy prawo żyć w czystym środowisku

Oczywiście, wyłączenie się USA osłabia cały proces, ale jednocześnie otwiera drogę do zaistnienia innym ambitnym graczom, np. Unii Europejskiej, która właśnie przyjęła Zielony Ład, zakładający osiągnięcie neutralności klimatycznej Europy do 2050 r., czy Wielkiej Brytanii znajdującej się, wszystko na to wskazuje, poza UE. Wiele będzie zależeć od energii organizacji społecznych, miast, biznesu. Tu widać wyraźnie nieodwracalne zmiany i coraz większy nacisk na polityków, by podejmowali większe tempo zmian.

Klimat nadal nie jest dla świata priorytetem. Niestety

Problem w tym, że polityka klimatyczna stała się zakładnikiem dwóch niezwykle złożonych procesów. Z jednej strony jest funkcją nowego przesilenia geopolitycznego, które najlepiej widać w relacjach między USA i Chinami, z Unią Europejską i Rosją w tle. Wydawało się, że to klimat będzie tematem nowej geopolityki, tymczasem napędza ją coraz większa energia ruchów nacjonalistycznych i populistycznych.

Z kolei siła tych właśnie ruchów jest skutkiem rozpadu „tradycyjnych”, nowoczesnych społeczeństw, ich indywidualizacja i prywatyzacja gniewu. To powoduje, że najsilniejszym klejem spajającym pofragmentowane społeczeństwa jest afekt narodowy. I nawet jeśli większość deklaruje, że walka o klimat powinna być priorytetem, to nawet na Wyspach silniejszym motywem decydującym o wyborach politycznych okazał się brexit. I nie zmienił tego faktu spektakularny ruch Extinction Rebellion zainicjowany w Wielkiej Brytanii.

Wątłym sygnałem zmiany były wybory do Parlamentu Europejskiego wiosną tego roku, które zakończyły się nadspodziewanie dobrymi wynikami Zielonych. Ciągle jednak zbyt wcześnie mówić o tym, że troska o środowisko i przyszłość stanie się źródłem takiego samego afektu jak wspólnota narodowa. Innymi słowy, wciąż nie potrafimy uczynić ze spraw środowiskowych projektu politycznego, przeciwnie, sprawy te są instrumentalizowane do realizacji innych celów politycznych.

Morawiecki jak uczeń, który nie odrobił lekcji

Końcówka COP25 zbiegła się z Radą Europejską, która 12 grudnia przyjęła Zielony Ład, na razie z wyłączeniem Polski. Politycy PiS i prorządowi propagandyści okrzyknęli, że znowu wynik 27:1 to wielki sukces, a nasz kraj wywalczył „rabat klimatyczny” i prawo dochodzenia do neutralności w swoim tempie. To złudzenie. Wystarczy wczytać się w wypowiedzi zarówno przewodniczącej Komisji Europejskiej, jak i prominentnych polityków unijnych. Dostaliśmy więcej czasu, ale na wypracowanie strategii dojścia do celu, jaki przyjęła Unia, czyli neutralności w 2050 r.

W języku dyplomatycznym oznacza to dokładnie tyle co stwierdzenie, że Mateusz Morawiecki przyjechał na Radę nieprzygotowany i nie miał nic konkretnego do zaproponowania, więc dostał jako opóźniony uczeń dodatkowy czas na odrobienie pracy domowej. Kryteria się jednak nie zmieniły, tyle że zmarnowaliśmy sporo politycznego kapitału i czasu, jaki dostaliśmy po czerwcowym wecie. Bo procesu, jaki rozpoczęła Unia, nie powstrzymamy, nawet decydując się na polexit. Jednym z elementów Zielonego Ładu będzie węglowy podatek graniczny (opłata wyrównawcza, uwzględniająca ślad węglowy w obrocie międzynarodowym), więc i tak za swoje brudy, jeśli chcemy eksportować do UE, będziemy musieli płacić.

Czytaj także: Sprawdź, jaki ślad węglowy zostawiasz

Młodzi w trosce o klimat: budzimy się, walczymy, zwyciężymy

Mamy więc za sobą dwa intensywne klimatyczne tygodnie. O ile Europejski Zielony Ład cieszy, o tyle wyniki szczytu w Madrycie bardzo rozczarowują, nawet jeśli nie są zaskoczeniem. By jednak zakończyć bardziej optymistycznie, warto raz jeszcze przywołać Zuzannę Borowską, która krótkie, ale bardzo precyzyjne i dobrze przygotowane merytorycznie i emocjonalnie wystąpienie puentowała, mówiąc w imieniu młodych ludzi: budzimy się, walczymy, zwyciężymy!

Czytaj także: Dlaczego Gretę Thunberg atakują starsi panowie

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Przejechała 1400 km, żeby wykonać legalną aborcję

Kiedyś byłam za PiS, uważałam, że pomaga rodzinom, a aborcja to morderstwo. Już tak nie sądzę – mówi Maria. W pięciu szpitalach odmówiono jej zabiegu przerwania ciąży.

Agata Szczerbiak
17.06.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną