Sieć zabije telewizję?

Święta bez TV
Z badań StarTrack 2009 – które opisują sposób konsumowania mediów przez Polaków – wynika, że coraz więcej osób porzuca telewizor na rzecz komputera z dostępem do sieci. Czy szefowie stacji TV powinni się tego bać?

Według cytowanych badań, już 6 proc. aktywnych internautów nie potrzebuje telewizora i go nie ma. Ten odsetek nie poraża, ale patrząc na inne dane, na miejscu szefa jakiejś dużej stacji telewizyjnej odczułbym niepokój. Okazuje się, że sieć to straszny pożeracz uwagi widza. Jeśli ktoś aktywnie korzysta z internetu, ogląda aż o godzinę mniej telewizji. Dwa lata temu 43 proc. badanych używających internetu korzystało w tym samym czasie z innego medium (np. telewizji właśnie). W tym roku – już tylko 26 proc. Przy tym – już co czwarty internauta ogląda w sieci materiały wideo.

Jak te badania przekładają się na praktykę, mogę wyjaśnić na własnym przykładzie. W tym roku obchodzę okrągłą dziesiątą rocznicę usunięcia z domu telewizora. Pamiętam, że wówczas był to czyn niemal heroiczny. O neostradzie nikt jeszcze nie słyszał, a z Internetem łączyło się na krótko (wysokie opłaty) za pomocą modemu telefonicznego. Pozbycie się telewizji oznaczało zatem odcięcie się od sporej części wiadomości i domowej rozrywki (pozostawało radio, gazety i filmy na DVD). Oceniam jednak swoją ówczesną decyzję bardzo pozytywnie. Przestałem się karmić papką, serwowaną każdego dnia w telewizji.

Mógłby ktoś zapytać, dlaczego nie zostawiłem telewizora i nie oglądałem jedynie wybranych programów? Otóż jak wielu ludzi miałem nawyk zasiadania w wolnej chwili przed odbiornikiem TV i „odpoczywania” polegającego na bezmyślnym przeskakiwaniu pilotem po kanałach. Ponadto tylko teoretycznie miałem wybór, co chcę oglądać – dobre programy czy filmy nadawane były wówczas, gdy akurat spotykałem się ze znajomymi, lub o takiej godzinie, gdy zmęczony zasypiałem.

Obecnie - jak się okazuje - tą ścieżką podąża coraz więcej osób. Tyle że dziś sytuacja jest inna. Nadal nie mam telewizora, ale mimo to oglądam interesujące mnie seriale emitowane w USA. I to zanim pokaże je któraś z polskich stacji telewizyjnych (bynajmniej nie muszę w tym celu łamać prawa – to coraz częściej da się zrobić legalnie). Mam też możliwość obejrzenia świetnych filmów popularnonaukowych amerykańskiej telewizji publicznej, których nie pokazuje i raczej nie pokaże w naszym kraju żadna stacja. Dzięki drobnej opłacie mogę też wybrać dowolny mecz piłkarskiej Ligi Mistrzów, a nie być skazanym na to, co zechce mi łaskawie pokazać jedna z trzech platform cyfrowych (nie muszę też kupować dekodera czy płacić abonamentu telewizji satelitarnej lub kablowej). Za chwilę standardem staną się wypożyczalnie filmów online.

Dlaczego o tym piszę? Bo jeśli mogę sobie wybrać interesujący film i obejrzeć go w najbardziej dla mnie dogodnym momencie, po co mam go szukać w TV? Dodam jeszcze, że przygotowywany przez środowiska twórców obywatelski projekt ustawy o radiu i telewizji zakłada, że archiwa publicznej TV staną się dostępne przez Internet dla każdego polskiego obywatela płacącego podatki (co uważam za wyśmienity pomysł!).

Dane świadczące o tym, że internauci porzucają telewizory nie są zatem zaskakujące. To znak, że czas tradycyjnej telewizji powoli acz nieubłaganie dobiega końca. Tę rewolucję jedynie spowolnić mogą nasze przyzwyczajenia oraz słabe tempo upowszechniania się szerokopasmowego Internetu.

Można więc zadać sobie pytanie, w którą stronę pójdą telewizje (może nawet samo pojęcie „telewizja” odejdzie do lamusa, bo wielki internetowy supermarket rozrywki i informacji będzie potrzebował nowych pojęć, które go dobrze opiszą?). Nie sądzę, by zagrożone były kanały informacyjne, takie jak CNN, BBC czy polska TVN24. Natomiast telewizje masowe - TVP, TVN czy Polsat – w obliczu rewolucji przejdą dramatyczne przeobrażenia. Można sobie wyobrazić, że to nie wielkie stacje TV, ale nieduże firmy będą robić programy rozrywkowe (jak „Taniec z gwiazdami” czy „Mam talent”), a następnie same namawiać internautów do obejrzenia w sieci danej produkcji.

Święta od lat kojarzą się nie tylko z rodzinnymi spotkaniami przy stole, prezentami i choinką, ale również z telewizją. To właśnie na ten czas stacje TV przygotowywały specjalną bogatą ofertę rozrywkową, a my na całe godziny zasiadaliśmy w fotelu przed telewizorem. W przyszłości pewnie będziemy robić to samo, tyle tylko, że świąteczne menu telewizyjne przygotujemy sobie sami.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj