Zaostrzenie polityki kredytowej banków?

T jak trudniej (o kredyt)
Zaostrzone zasady udzielania kredytów są niezbędne, aby polskie banki nie przyszły wkrótce po państwową pomoc.

Komisja Nadzoru Finansowego (KNF), państwowy nadzorca rynków finansowych, kończy prace nad rekomendacją T. Wytłumaczenie tej tajemniczej nazwy jest banalne. Zalecenia KNF dla banków oznaczane są kolejnymi literami alfabetu - teraz przyszła kolej właśnie na T. Zdecydowanie poważniejsze skutki będzie miało natomiast wejście nowej rekomendacji w życie. Ma ona - zdaniem jej zwolenników - ochronić Polaków przed przekredytowaniem (wzięciem na siebie ciężaru finansowego ponad siły). Według jej przeciwników z kolei - zdusi powoli rozkręcającą się akcję kredytową i dlatego stanowi zagrożenie dla wzrostu gospodarczego. Kto ma rację?

Chyba jednak KNF, bo to za tym urzędem stoją twarde dane. Wyraźnie zaczął rosnąć odsetek kredytów konsumpcyjnych, ze spłacaniem których Polacy mają problemy. Ten ważny dla sektora bankowego wskaźnik przekroczył ostatnio 10 proc. Niepokojące są dane dotyczące bezrobocia, które co prawda powoli, ale systematycznie się zwiększa. Marny - w porównaniu z poprzednimi latami - wzrost gospodarczy nie daje wielkich nadziei na poprawę, zaś roczne podwyżki pensji są już na poziomie niższym niż inflacja. Czyli de facto siła nabywcza Polaków spada. A w takich momentach rośnie pokusa kredytowa, by utrzymać czy poprawić standard życia.

KNF proponuje zatem, aby osoby zarabiające poniżej średniej krajowej, mogły uzyskać tylko takie kredyty, od których łączne raty nie przekroczą 50 proc. ich dochodu netto. W przypadku osób z lepszą pensją ten wskaźnik mógłby wzrosnąć, ale maksymalnie do 65 proc. dochodu. Wiele banków po cichu przyznaje, że z wypełnieniem rekomendacji T nie będzie kłopotów, bo same już wcześniej zaostrzyły politykę kredytową. Głośno jednak wyrażają obawy i straszą zwłaszcza gorzej zarabiających, że już wkrótce na żaden kredyt nie będą mogli liczyć. KNF ripostuje, że zmiany będą tak naprawdę niewielkie (5-10 proc. mniej udzielonych kredytów) i z korzyścią dla wszystkich. A zwłaszcza dla samych banków, bo przecież to one muszą później robić odpisy na „złe kredyty”, co znacznie pogarsza ich wyniki finansowe.

Patrząc na doświadczenia innych krajów, a zwłaszcza Stanów Zjednoczonych, wypada trzymać kciuki za inicjatywę KNF. Z jednym zastrzeżeniem – być może należało jednak podzielić klientów na więcej grup i bardziej zróżnicować maksymalną dopuszczalną wysokość rat, w zależności nie tylko od dochodu, ale też sytuacji rodzinnej czy dotychczasowej historii w Biurze Informacji Kredytowej. Ale sam kierunek zmian jest słuszny – kredyty są dla ludzi, ale nie dla wszystkich tak duże, jakich by chcieli.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj