Dymisja prezesa LOT

Podcięte skrzydła
Czy nasze narodowe linie lotnicze kiedykolwiek zaznają spokoju? Chyba dopiero, gdy zbankrutują.

Dymisja Sebastiana Mikosza była przesądzona już od kilku dni – teraz stała się faktem. I trudno się dziwić prezesowi, którego Rada Nadzorcza niedawno pozbawiła zaufanego zastępcy. Mikosz bez LOT-u sobie poradzi. Gorzej wygląda sytuacja naszego narodowego przewoźnika.

Mikosz naprawdę nie ma się czego wstydzić. Za jego krótkiego urzędowania udało się choć częściowo posprzątać po katastrofie pod nazwą tania linia Centralwings, uporządkowano działalność czarterową, zwiększono liczbę pasażerów i zmniejszono straty, przyciągnięto promocjami grono klientów do tej pory z usług LOT-u niekorzystających. Otwarto też nowe połączenia na Kaukaz i Bliski Wschód. Oczywiście LOT wciąż jeszcze nie wyszedł na prostą po niedawnej zapaści. Ale wreszcie widać było, że kieruje nim sprawny menedżer.

Tyle tylko, że w takiej spółce nie wystarczy mieć talentów biznesowych – trzeba dysponować pełnym poparciem większościowego właściciela, czyli Skarbu Państwa. A takiego luksusu, zwłaszcza w ostatnich miesiącach, Sebastian Mikosz z pewnością nie miał. Fałszywie brzmią dziś słowa płynące z Ministerstwa Skarbu, które udaje zdziwienie decyzją Mikosza. A przecież jeszcze niedawno resort narzekał, że tempo restrukturyzacji spółki jest za wolne. Wypada życzyć znalezienia takiego menedżera, który równocześnie zadowoli swoją energią polityków i nie sprowokuje bezterminowego strajku załogi LOT-u.

W trudnych warunkach Mikosz zrobił tyle, ile mógł. Lotnictwo w Europie to branża dźwigająca się z bardzo poważnego kryzysu. Wystarczy popatrzeć na wyniki finansowe Lufthansa, Air France czy British Airways w ostatnich kwartałach. Przykładów nie trzeba zresztą szukać aż tak daleko – czeski narodowy przewoźnik musiał zrezygnować z rejsów transatlantyckich, a węgierski Malév właśnie otrzymuje pomoc od państwa, bo bez niej musiałby ogłosić upadłość. Na tym tle LOT wcale nie wypada najgorzej.

Rada Nadzorcza, kontrolowana przez ministra skarbu, ma teraz pole do popisu. Czekamy na prezesa, który ma podobno przygotować spółkę do przyszłorocznej prywatyzacji. Przed nim zresztą wiele bieżących problemów do rozwiązania – chociażby znalezienie pieniędzy na zakup nowych samolotów i dalsza redukcja zatrudnienia. Wypada życzyć następcy Mikosza, aby w tych kwestiach działał jeszcze szybciej i sprawniej, niż odchodzący właśnie prezes. Czy jednak taki się znajdzie. I kto go wybierze, biorąc pod uwagę kompetencje polityków, którzy właśnie Mikosza przegnali? Bo przecież sami na zarządzaniu i na lotnictwie znają się najlepiej...

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj