Budżet UE: co dalej?

Prowizoryczna Unia
Jeśli europejscy przywódcy nie mogą porozumieć się w sprawie budżetu na rok, aż strach pomyśleć, co się stanie podczas negocjowania wieloletnich ram finansowych.

To już jasne – przynajmniej przez część przyszłego roku Unia Europejska nie będzie miała normalnego budżetu. Aby można było wydawać fundusze strukturalne, prowadzić Wspólną Politykę Rolną czy zapewnić bieżące funkcjonowanie administracji, obowiązywać będzie tzw. prowizorium budżetowe, oparte o poziom wydatków z tego roku, ale za to rozliczane w cyklu miesięcznym. Dobra wiadomość jest zatem taka, że pieniądze z Brukseli do Polski będą nadal płynąć. Niestety, poza tym nie ma powodów do zadowolenia.

Przede wszystkim znacznie trudniej będzie rozliczać zwłaszcza duże projekty, a takich przecież w Polsce jest coraz więcej. Nie ma mowy o budowie unijnej dyplomacji, która byłaby nową pozycją w budżecie. Oczywiście poziom wydatków pozostaje niezmieniony – a przecież nawet najbardziej skromna z rozważanych koncepcji zakładała zwiększenie budżetu na 2011 r. o 2,9 proc.

Długofalowe konsekwencje są jeszcze gorsze. Państwa będące płatnikami netto wysyłają jasny sygnał, że na Unii trzeba po prostu zacząć oszczędzać. Na ironię zakrawa fakt, że rej w tym gronie wodzi Wielka Brytania, która dzięki całkowicie anachronicznym regulacjom, pochodzącym z czasów Margaret Thatcher, odzyskuje aż dwie trzecie swojej nadwyżki. Co prawda pretekstem do zerwania negocjacji była chęć rozszerzenia przez Parlament Europejski uprawnień budżetowych (przysługujących mu zresztą zgodnie z Traktatem Lizbońskim), ale w tle jest oczekiwanie krajów najbogatszych, że tak samo jak teraz tną własne budżety, powinny również dostosować budżet unijny do nowych czasów.

Dla Polski fiasko ostatnich negocjacji jest fatalną wiadomością, skoro przecież już w przyszłym roku należy na poważnie zacząć debatę o nowych ramach finansowych na okres po 2013 roku.  Bojowy nastawiony David Cameron, mogący zawsze liczyć na poklask licznych brytyjskich eurosceptyków, mniej lub bardziej otwarcie wspierany przez bogatą unijną Północ, będzie bardzo trudnym partnerem do rozmów. Aż trudno uwierzyć, że te wszystkie zacięte boje i kłótnie dotyczą budżetu stanowiącego niewiele więcej niż 1 proc. PKB wszystkich 27 państw członkowskich. Tylko że dla nas to pieniądze decydujące o postępie cywilizacyjnym i gonieniu Europy, a dla bogatych – łatwa okazja, by zdobyć parę głosów w swoich krajach, tupiąc i waląc pięścią w stół.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną