Rynek

Krótki przewodnik po spowolnieniu gospodarczym 2020

Według GUS konsumpcja wzrosła w 2019 r. o 3,9 proc., był to więc najwolniejszy wzrost od 2016 r. Według GUS konsumpcja wzrosła w 2019 r. o 3,9 proc., był to więc najwolniejszy wzrost od 2016 r. AntonMatyukha / PantherMedia
Najnowszy raport GUS potwierdził niższy od oczekiwanego PKB za 2019 r. i mocny spadek dynamiki konsumpcji mimo rosnącego zatrudnienia i płac oraz nowych programów społecznych. Gospodarka będzie się rozwijała wolniej i znaczna część z nas to odczuje.

W środę GUS podał wstępne dane o polskim PKB za 2019 r. Zaskoczeniem było 4-proc. tempo wzrostu gospodarczego, podczas gdy prognozy analityków – zarówno polskich, jak i Komisji Europejskiej – wskazywały na 4,2–4,3 proc. Na pierwszy rzut oka to nieduża różnica, ale szczegółowa lektura danych daje więcej powodów do niepokoju.

Czytaj także: Coraz więcej sygnałów spowolnienia gospodarczego

Zaciera się główny silnik polskiej gospodarki

Dokładne dane o wzroście gospodarczym w IV kw. 2019 r. GUS poda dopiero w połowie lutego, ale dzięki publikacji danych za cały rok można oszacować, jak zachowywała się gospodarka w ostatnich miesiącach roku. Już wcześniej, patrząc na informacje o produkcji przemysłowej i budowlanej, można było spodziewać się nieco głębszego spowolnienia wzrostu. Nic nie wskazywało jednak na tak mocny spadek dynamiki konsumpcji.

Według GUS konsumpcja wzrosła w 2019 r. o 3,9 proc., zatem najwolniej od 2016 r. (i najwolniej w historii programu 500 plus). W samym IV kw. dynamika konsumpcji wyniosła prawdopodobnie ok. 3,5 proc. Oznacza to, że tempo wzrostu zakupów gospodarstw domowych w ubiegłym roku spadło mimo ponad 7-proc. wzrostu płacy minimalnej i podobnie wysokiego tempa wzrostu przeciętnych wynagrodzeń, wprowadzenia 500 plus na pierwsze dziecko bez limitu dochodów, wypłaty 13. emerytury, zwolnienia z PIT dochodów osób do 26. roku życia i obniżki pierwszego progu PIT z 18 na 17 proc. dla pozostałych!

Dlaczego te wszystkie bodźce nie zadziałały? Po pierwsze, gospodarstwa domowe po kilku latach rosnącego zatrudnienia i płac oraz nowych programów społecznych zaspokoiły wiele potrzeb i chwilowo nie muszą wydawać więcej (np. ktoś, kto kupił dwa lata temu pralkę, a rok temu telewizor, nie planuje już większych zakupów). 500 plus na pierwsze dziecko trafiło głównie do lepiej sytuowanych rodzin (biedniejsze korzystały z programu już wcześniej), które częściej niż na zakupy przeznaczały dodatkowe pieniądze na oszczędności, edukację lub wyposażenie dziecka na samodzielne życie w przyszłości.

Wreszcie – pod koniec roku konsumentów przed zakupami powstrzymywały pogarszające się nastroje, czemu winny był przede wszystkim wzrost cen. Inflacja w grudniu wyniosła 3,4 proc., ale już wcześniej w domach i sklepowych kolejkach dyskutowano o drożejącej żywności i nadchodzącym od 2020 r. wzroście cen prądu i usług komunalnych.

Niepewność powstrzymuje inwestorów

Inwestycje – w broszurach GUS nazywane nakładami brutto na środki trwałe – były w 2019 r. o 7,8 proc. wyższe niż w poprzednim roku. To nieco mniejsze tempo wzrostu niż w 2018 r. Dane wskazują na dosyć istotne przyspieszenie tempa inwestycji pod koniec roku, ale prawdopodobnie duży udział w tym miały efekty księgowe – rozliczenie z końcem roku dużych projektów infrastrukturalnych. Prawdopodobnie część przedsiębiorstw zdecydowała się też na zakup maszyn i urządzeń, w tym zza granicy – sugerują to dane o imporcie.

Czytaj także: Przedsiębiorcy mogą osiwieć z powodu zmian przepisów

Łącznie udział inwestycji w PKB wyniósł w 2019 r. 18,8 proc. – o 0,6 pkt. proc. więcej niż w 2018, ale daleko poniżej rządowego celu 25 proc. Jest wiele przyczyn niskich inwestycji. Małe i średnie przedsiębiorstwa nie inwestują, bo nie mają na to kapitału. Zdobycie finansowania na rynku jest trudne, a dla małej firmy prawie niemożliwe. Przed zaciąganiem kredytu inwestycyjnego powstrzymuje obawa, że nie będzie go jak spłacić – bo na niekorzyść zmienią się przepisy branżowe, bo przyjdzie kryzys, bo zatory płatnicze ograniczają płynność finansową.

Dla dużych firm, zarówno polskich, jak i zagranicznych, inwestowanie w Polsce staje się coraz mniej opłacalne. Rosną koszty pracy, brakuje pracowników, a nawet zastąpienie ich maszynami nie rozwiąże problemu, bo energia elektryczna dla firm jest droga, a przez regulacje klimatyczne będzie jeszcze droższa. Dochodzi niepewność prawna: często zmieniające się przepisy, nie zawsze odpowiednio konsultowane z biznesem, i niestabilna sytuacja w sądownictwie.

Inwestycjom publicznym nie sprzyja końcówka funduszy unijnych z obecnej perspektywy. Pod koniec poprzedniego roku i w tym będzie też mniej inwestycji samorządowych, bo władze lokalne zostały obciążone nowymi kosztami przy spadku wpływów np. z obniżanych podatków.

Eksport na łasce globalnej koniunktury

Bilans handlu z zagranicą w 2019 r. był dodatni – łącznie odpowiadał za 0,4 pkt. proc. wzrostu gospodarczego Polski. Zawdzięczamy to przede wszystkim eksportowi usług dla biznesu: chodzi zarówno o transport, jak i zaawansowane usługi finansowe, informatyczne czy prawne dla międzynarodowych korporacji. Polska jest dla nich wciąż atrakcyjnym rynkiem, bo oferuje wysoką jakość w umiarkowanej cenie i bliskości kulturowej, geograficznej i tej samej strefie czasowej co większość europejskiego biznesu.

Jednak wzrost kosztów pracy i problemy w zatrudnianiu nowych specjalistów sprawiają, że potencjał wzrostu w tym segmencie jest ograniczony. Podobnie jest z eksportem usług turystycznych – wzrost kosztów pracy, cen prądu i żywności może sprawić, że w tym roku nad Bałtykiem, w górach czy w sanatoriach będzie mniej zagranicznych turystów, bo wyjazd do Polski przestanie im się opłacać.

Eksport towarów: części samochodowych, sprzętu AGD czy żywności zależy głównie od kondycji europejskiej gospodarki, przede wszystkim zaś Niemiec. W poprzednim roku trzymał się nieźle, bo niemieckie firmy w ramach oszczędności kupowały tańsze polskie półprodukty, wojna handlowa nie objęła Europy na większą skalę, a choroby zwierząt tylko przejściowo ograniczyły eksport mięsa, i to na drugorzędne rynki. W tym roku może nie być tak łatwo: brexit utrudni handel z Wielką Brytanią, Stany Zjednoczone załagodziły spór handlowy z Chinami i mogą się skupić na konflikcie z Europą, a ASF i ptasia grypa mogą zamknąć naszym eksporterom niektóre rynki.

Kryzysu nie będzie, ale…

Najnowsze dane GUS pozwoliły nieco podejrzeć, co działo się w gospodarce pod koniec roku, a to z kolei daje podstawy do wnioskowania na przyszłość. Większość ośrodków analitycznych, np. w bankach, zapowiedziało redukcję prognoz wzrostu gospodarczego na 2020 r. Nie będzie kryzysu, a recesja może wystąpić przejściowo – o ile na krajowe spowolnienie nałożą się niekorzystne czynniki zagraniczne (np. wojna handlowa, eskalacja epidemii w Chinach, katastrofy naturalne wywołane zmianami klimatu).

Niemniej polska gospodarka będzie się rozwijała coraz wolniej i znaczna część z nas to odczuje. W najlepszym wypadku standard życia będzie się poprawiać w coraz mniejszym stopniu, w gorszym – dla części osób warunki życia się pogorszą. Mowa o tych, którzy nie mogą liczyć na rekompensujące wzrost kosztów życia podwyżki: drobnych przedsiębiorcach, osobach utrzymujących się ze świadczeń społecznych, pracownikach budżetówki, mieszańcach regionów o największym bezrobociu.

Raport „Polityki”: Ile naprawdę zarabiają Polacy?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Kultura

Jerzy Stuhr (1947–2024). Półśrodki go nie interesowały

Wielcy artyści pozostawiają po sobie legendę. Jerzy Stuhr zostawił ich kilka: inteligenta, moralisty, nauczyciela i mistrza rozrywki.

Janusz Wróblewski
16.07.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną