Czy kredyt we frankach się opłaci?
Mimo  wzrostu stóp procentowych w Szwajcarii taki wybór to wciąż dobra opcja. 

Osoba, która chce wziąć kredyt mieszkaniowy, ma z reguły największy problem z wyborem waluty. Sprawa nie jest prosta. W praktyce mamy bowiem do czynienia z walutową propagandą. Banki takie jak ING czy Pekao SA nie oferują kredytów w  walutach obcych. Podkreślają też związane z nimi ryzyko. Niewiele osób pamięta, że jeszcze kilka lat temu Pekao SA aktywnie sprzedawał kredyty m.in. we frankach szwajcarskich, a i teraz skłonny jest taki kredyt zaoferować, jeśli tylko klient ma chęć, a kwota pożyczki jest wysoka.

Na drugim biegunie są banki, które postawiły na „ryzykownego” franka. Ryzykownego, bo oprócz niebezpieczeństwa wzrostu stóp procentowych dochodzi jeszcze ryzyko wzrostu kursu waluty. W GE Money Banku i Domu (oddział Getin Banku) kredyty walutowe to praktycznie 100 proc. sprzedaży, w BRE Banku, Millennium czy Santander Consumer Banku – zdecydowana większość.

Kredytobiorcy często nie zdają sobie sprawy z ryzyka kursowego i trudno im spokojnie reagować na zmiany kursu waluty swojego kredytu. Dowodem na to liczne wizyty u doradców finansowych osób, które chcą koniecznie przewalutować swój dług z franków na złotówki. Tylko dlatego, że w mediach słyszą o osłabieniu złotego o 5 czy 10 gr. Wiele z nich rzeczywiście taką konwersję wykonuje. W efekcie zaczynają płacić ratę kredytu (w złotówkach), którą zapłaciliby przy wzrośnie kursu franka nie o 5 czy 10, ale o 30 czy 50 gr. Zareagowali panicznie na chwilowe wahnięcie koniunktury, a przecież kredyt walutowy bierze się na 20–30 lat. Ich decyzję można porównać do sprzedaży akcji po znacznym spadku kursu – to strata. I to często największa w życiu.

Kredyty we frankach są masowo zaciągane z uwagi na niższą ratę. Co ciekawe, Polska jest ewenementem wśród krajów naszego regionu. Na przykład na Węgrzech stopy procentowe są znacznie wyższe niż u nas. Byłby to więc argument za pożyczaniem franków – tymczasem robi to zaledwie 1/3 naszych bratanków (w Polsce 70 proc. kredytobiorców). Może więc jednak jesteśmy ignorantami? Po części tak, bo dla wielu klientów ryzyko kursowe to mgliste pojęcie. Ale sądzę, że ostatecznie to nam wyjdzie na dobre. Dlaczego? Po pierwsze, wielu z nas udało się za kredyty we frankach kupić nieruchomości, które zdrożały o 30 czy 50 proc. w ciągu ostatnich 2–3 lat. To niezła polisa przed ryzykiem kursowym. Wielu z tych kredytobiorców nie wzięłoby kredytu w ogóle, gdyby nie było franków.

A perspektywy? Złotówka się umacnia i ten trend jest widoczny w perspektywie kilku ostatnich lat. Nasze wejście do UE zmieniło pozycję Polski na światowej mapie inwestycyjnej. Nadal jesteśmy oczywiście rynkiem wschodzącym, ale już nie tak egzotycznym i niestabilnym jak wcześniej. Nasza waluta i nasza stabilność finansowa (np. poziom rezerw NBP) to nie to samo co kilka lat temu, kiedy wycofanie się kapitału spekulacyjnego z Polski podkopywało wartość złotówki. A mocna złotówka to dobra informacja dla kredytobiorcy, który spłaca kredyt w walucie.

Stopy w Szwajcarii rzeczywiście rosną, ale rosną także stopy w strefie euro, w USA, w Chinach i w wielu innych krajach. Mogą także zacząć rosnąć w Polsce, gdy tylko inflacja nieco podskoczy. Nie ma się więc co przejmować aktualnymi zmianami stóp. Spójrzmy na historię. Od czasu powstania strefy euro stopy w Szwajcarii były o 1,3–2,5 pkt proc. niższe niż te ustalane przez Europejski Bank Centralny. Co więcej, korelacja między poziomem stóp w Szwajcarii a stopami w strefie euro wynosi ok. 95 proc.

W przyszłości stopy procentowe w Szwajcarii będę się zmieniać tak jak te w strefie euro i będą niższe.
To bardzo ważna informacja dla osób, które spłacają kredyty we frankach, a za 4–5 lat będą zarabiać w euro. Tacy kredytobiorcy mają kolejny powód do radości – kurs franka jest silnie związany z kursem euro. Notowania szwajcarskiej waluty względem złotówki oraz cena euro zmieniają się praktycznie zawsze w tych samych kierunkach (poziom korelacji przekracza 80 proc.). W efekcie ktoś, kto zarabia w euro, a spłaca kredyt we frankach, praktycznie nie ponosi ryzyka kursowego. Co innego gdyby spłacał dług w dolarach, które są dla euro globalną konkurencją.
Póki co, mamy oczywiście złotówki i musimy się martwić relacją złotówki do franka, a także własnymi stopami procentowymi. Jednak cały czas trwa tzw. konwergencja. My także w końcu dopasujemy się do ekonomicznego pulsu Unii Europejskiej, to oznacza niższe ryzyko dla kredytobiorców. Wspomnę choćby o systemie ERM II, w ramach którego na dwa lata przed wejściem do strefy euro wahania kursu złotówki względem wspólnej waluty zostaną znacznie ograniczone.
Szukając oszczędności rzędu 100 czy 200 zł na miesięcznej racie, często nieświadomie, dokonujemy moim zdaniem dobrego wyboru. Polskie banki nam w tym pomogły.

Nigdzie w Europie, łącznie ze Szwajcarią, kredyty we frankach szwajcarskich nie są takie tanie. Pożyczka na sfinansowanie całej nieruchomości, z marżą banku na poziomie 1 pkt proc., to nie do pomyślenia w cywilizowanych krajach. Warto korzystać z tych możliwości.
Oczywiście, wszystko może się zdarzyć – kryzys walutowy, ekonomiczna katastrofa w naszej bratniej Szwajcarii. Warto jednak pamiętać, że przed czarnymi scenariuszami nie chroni nas i kredyt w złotówkach. Załamanie wartości polskiej waluty pociągnie za sobą z pewnością wzrost stóp procentowych w Polsce i wyższe raty kredytów w złotówkach. Dlatego frank to wciąż dobra opcja.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj