Rynek

Dlaczego u Niemca bywa taniej? Sześć powodów

Ceny w dyskontach w Polsce i w Niemczech coraz mniej się różnią. Zawdzięczamy to głównie polskim politykom. Ceny w dyskontach w Polsce i w Niemczech coraz mniej się różnią. Zawdzięczamy to głównie polskim politykom. Nathália Rosa / Unsplash
Jest wiele powodów, dla których ceny w dyskontach u nas i za Odrą coraz mniej się różnią. Część z nich zawdzięczamy polskim politykom.

Porównywanie cen w polskim i niemieckim Lidlu, Kauflandzie i Rossmannie coraz częściej prowadzi do wniosku mało dla nas przyjaznego – w wielu przypadkach są one bardzo zbliżone, a czasem nawet wyższe w Polsce niż w Niemczech. Teoretycznie powinno być zupełnie inaczej, bo nawet jeśli produkty są te same, to przecież sieci handlowe w naszym kraju ponoszą zdecydowanie niższe wydatki – płacą swoim pracownikom dużo mniej niż za Odrą, znacznie niższe są też czynsze czy (mimo ostatnich podwyżek) koszty energii elektrycznej. Jak zatem wytłumaczyć cenowe paradoksy? Czy to antypolski spisek wielkich niemieckich koncernów? Są bardziej racjonalne próby wyjaśnienia. Oto kilka z nich:

1. Podatek VAT

W Niemczech podstawowa stawka VAT wynosi 19 proc., za to w Polsce aż 23 proc. Poza tym w ubiegłym roku, w ramach walki z pandemicznym kryzysem, nasi sąsiedzi obniżyli czasowo VAT do 16 proc. Ta swoista promocja już się zakończyła, ale sieci handlowe nie podniosły cen wszystkich produktów. Różnice w stawkach VAT mogą wytłumaczyć np. tańszą w Niemczech elektronikę czy ubrania. Nie tłumaczą za to tańszej żywności, bo akurat ta u naszych zachodnich sąsiadów objęta jest stawką VAT w wysokości 7 proc., a u nas 5 proc. (chociaż z licznymi wyjątkami).

Czytaj też: Chleba tańszego powszedniego. Ceny biją w Polsce rekordy

2. Podatek cukrowy

Znacznie droższe w Polsce niż w Niemczech są dzisiaj słodzone napoje objęte od tego roku specjalnym podatkiem cukrowym. To np. Coca Cola czy Pepsi, a także wiele innych marek, w których składzie nie ma przynajmniej 20 proc. soku owocowego. Ta polityka obecnego rządu ma oficjalnie doprowadzić do spadku sprzedaży tego typu napojów, a przy okazji zasilić budżet Narodowego Funduszu Zdrowia. Niemcy z otyłością w ten sposób nie walczą, więc po popularne napoje gazowane taniej udać się za Odrę.

3. Podatek handlowy

Na daninie cukrowej apetyty PiS się nie kończą. Również od tego roku obowiązuje podatek handlowy, płacony przez duże sieci handlowe. Muszą oddawać do budżetu 1,4 proc. swoich przychodów (od kwoty powyżej 170 mln zł rocznie). Tego typu podatku nie ma w Niemczech. Wbrew obietnicom polityków sieci oczywiście to dodatkowe obciążenie przerzuciły na klientów, podnosząc ceny. Nie są przecież instytucjami charytatywnymi. Podatku handlowego nie należy mylić z podatkiem od zysków.

Czytaj też: Polski handel pod ostrzałem PiS. Będą ofiary

4. Promocje

Znana drogeryjna sieć Rossmann tłumaczy, że proste porównywanie cen między sklepami polskimi i niemieckimi jest błędne. W Polsce bowiem korzystać możemy z wielu promocji, które nie występują z taką częstotliwością w Niemczech. To wyjaśnienie może być prawdziwe, chociaż wcale nie poprawia sytuacji polskiego konsumenta. Jeśli chce oszczędzić, musi dużo lepiej planować zakupy niż sąsiad z Niemiec. A gdy kupuje, nie zwracając uwagi na promocje, sporo przepłaci, bo ceny bez rabatów okazują się mało atrakcyjne. Dużo korzystniejsze byłoby wprowadzenie u nas niemieckich zwyczajów – mniej promocji, za to też niższe ceny podstawowe.

Czytaj też: Kto zyska, a kto straci na Polskim Ładzie?

5. Konkurencja

O czym już Rossmann nie mówi, to fakt, że w Polsce – inaczej niż w Niemczech – nie musi się zmagać z równie ostrą konkurencją. Jednak jego największy niemiecki rywal, sieć dm, planuje podbić i nasz rynek. Niskie ceny żywności czy chemii Niemcy zawdzięczają m.in. bezwzględnej rywalizacji pomiędzy takimi sieciami jak Aldi, Lidl, Plus czy Edeka. W Polsce niekwestionowanymi liderami rynku są Biedronka i Lidl – reszta dużych graczy albo myśli o wyjściu z naszego rynku (jak Auchan czy Carrefour), albo szuka dla siebie miejsca i nie idzie na czołowe zderzenie z liderami (jak Dino czy Netto).

Czytaj też: Żegnaj, Tesco! Duńczycy kupują Brytyjczyków

6. Ile klient zechce zapłacić

Jednak najważniejsza zasada ustalania cen jest też najbardziej subiektywna i trudna do uchwycenia. Trzeba po prostu ocenić, ile klient będzie skłonny zapłacić za towar. Niemcy, zwłaszcza w dyskontach czy dużych sieciach drogeryjnych, są przyzwyczajeni do atrakcyjnych cen, szczególnie w przypadku marek własnych. Polaków wciąż łatwiej przekonać, że oto mają do czynienia z produktem premium, lepszej jakości, z wyższej półki, za który po prostu trzeba zapłacić więcej. To chyba najczęstsze wyjaśnienie różnic w cenach na naszą niekorzyść. Jeśli sieci handlowe orientują się, że ten sam towar mogą w Polsce sprzedawać drożej niż w Niemczech, to zawsze bezwzględnie ten fakt wykorzystają.

Czytaj też: Udają, że dają. Rząd cieszy się z wysokiej inflacji

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kultura

Johnny Depp dla „Polityki”: Wolę, żeby mnie skreślono

Producenci Disneya, gdy zobaczyli mój makijaż, dredy, ozdoby we włosach, od razu chcieli mnie wyrzucić. Dzwonili i pytali, kogo ja gram: świra, pijaka, geja? – wspomina Johnny Depp, amerykański aktor, muzyk, reżyser i producent filmowy.

Janusz Wróblewski
26.09.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną