Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Rynek

Stan wojenny w energetyce. Ręczne sterowanie zamiast polityki klimatycznej. Źle na tym wyjdziemy

Jako kraj od lat budowaliśmy niezależność energetyczną od Rosji, zapewniał Jacek Sasin w KPRM. 11 października 2022 r. Jako kraj od lat budowaliśmy niezależność energetyczną od Rosji, zapewniał Jacek Sasin w KPRM. 11 października 2022 r. KPRM / Twitter
Mateusz Morawiecki myli się, mówiąc, że w obliczu wojny polityka energetyczno-klimatyczna stała się nieaktualna. Ona zyskała na aktualności. A my zamiast inwestować w efektywność energetyczną czy termomodernizację, już przepalamy miliardy pod hasłem, że jest wojna.

Przedstawiciele rządu nie ustają w zapewnianiu, że dzięki ich działaniom kryzys energetyczny nas nie dotknie, a jeżeli już, to w stopniu minimalnym. Każdy dostanie tarczę, która go ochroni, zapewniając mu po umiarkowanej cenie energię elektryczną, gaz, węgiel, chrust czy cokolwiek innego, co zechce wsadzić do pieca. Sypią się obietnice, zapowiedzi, w opowieściach słyszymy o górach węgla, tanim prądzie i innych energetycznych delikatesach.

Czytaj także: Rażeni prądem. Kto ustala te szalone ceny i po co? Odpowiedź nie jest prosta

Opowieści o górach węgla i tanim prądzie

Można się pogubić, co jest autorskim pomysłem tego czy innego ministra albo premiera i wicepremiera, a co obietnicą samego prezesa Kaczyńskiego. Te gorączkowe pomysły, te padające ceny gwarantowane węgla, gazu czy energii elektrycznej przypominają sytuację ze starego dowcipu o robotnikach biegających po budowie z pustymi taczkami. Na pytanie, dlaczego taczki są puste, jeden z nich, nie przerywając pracy, wyjaśnia: tak musimy zasuwać, że nawet nie ma czasu, żeby taczki załadować.

Zajrzyjmy zatem do taczek, z którymi po ostatnim posiedzeniu podjechał rząd. „Proponujemy, by maksymalna cena prądu dla odbiorców wrażliwych oraz małych i średnich firm wyniosła 785 zł za MWh” – zakomunikował premier. Natomiast gospodarstwa domowe, które przekroczą roczny limit zużycia energii sięgający 2–3 MWh, zapłacą za tę nadwyżkę maksymalnie 699 zł/MWh. Wszystkie firmy i podmioty wrażliwe, w tym instytucje użyteczności publicznej, mają mieć zapewnioną maksymalną cenę energii w wysokości 785 zł za MWh. Skąd takie kwoty i czy na pewno takie? Nieustannie padają jakieś liczby – a to za megawatogodzinę miało być 715 zł dla ponadnormatywnego zużycia gospodarstw domowych, a to 860 czy 750 zł, podobnie było z cenami energii dla samorządów.

Jan Dziadul: PiS zrzuca węgiel na samorządy, chaos się pogłębia. Widzę ciemność

Stan wojenny w energetyce, czyli manipulacja cenami

Ktoś coś rzuca, inny rzuca co innego i tak w kółko. W energetyce to stan nieustający. Przykładem sprawa energetyki jądrowej. Co chwila inna deklaracja, inny pomysł. Ciągle się z kimś umawiamy, coś obiecujemy – z Amerykanami, Francuzami, Koreańczykami – ale z nikim konkretnie. A elektrowni jak nie było, tak nie ma. I nie będzie. Nie będę więc komentował konkretnych rozwiązań ani kwot podawanych przez premiera i ministrów, bo one mogą jeszcze wielokrotnie się zmienić. Co innego jest niepokojące.

To pomysł wprowadzenia stanu wojennego w energetyce. Zawieszone mają być wszystkie dotychczasowe reguły i przepisy. Przechodzimy na całkowicie ręczne sterowanie mechanizmem dość skomplikowanym przez ludzi chyba nie do końca zdających sobie z tego sprawę. Przykładem pomysł zniesienia tzw. obliga giełdowego, które, jak twierdzi Jacek Sasin, jest dobre, ale nie w takich warunkach. Bo działanie giełdowego rynku bilansującego zawyża ceny. I znów mało kto wie, co to jest rynek bilansujący, ale brzmi groźnie. Tymczasem jest to rynek techniczny, który nie służy do handlu energią, ale do bilansowania przez operatora systemu elektroenergetycznego bieżącego popytu i podaży energii. Likwidacja obowiązku handlu energią za pośrednictwem Towarowej Giełdy Energii pod hasłem, że giełda prowadzi do manipulacji cenami i zawyżania ich, jest prostą drogą właśnie do umożliwienia energetykom, by mogli sobie pomanipulować. Nie przypadkiem likwidacji obliga domagała się górnicza Solidarność, która liczy, że uda się zmieniać ceny węgla dla elektrowni.

„Nie trzymamy się kurczowo polityki klimatycznej i energetycznej, bo ona stała się w obliczu wojny częściowo nieaktualna. Trzeba ją wymyślić na nowo, uniezależnić się, dywersyfikować źródła gazu i energii, by Europa nie mogła być już więcej przedmiotem szantażu ze strony Rosji” – powiedział premier, tak jakby wcześniej rząd PiS trzymał się polityki energetyczno-klimatycznej. Natomiast faktem jest, że dziś odchodzimy niemal całkowicie od unijnego Zielonego Ładu i Fit for 55.

Odchodzenie od Zielonego Ładu i Fit for 55 to pomyłka

Premier się myli, mówiąc, że w obliczu wojny polityka energetyczno-klimatyczna stała się nieaktualna. Ona zyskała na aktualności. W końcu każda megawatogodzina z wiatru czy słońca ogranicza nasze zapotrzebowanie na węgiel i gaz, które dziś musimy importować z niemałym trudem i za astronomiczne pieniądze. Nie mówiąc o bonusie w postaci czystego powietrza. Tego zaś tej zimy będziemy mieli jak na lekarstwo. Bo w ramach energetycznego stanu wojennego rząd chce, by można było palić, czym popadnie. Chce znieść zakaz palenia w domowych piecach węglem brunatnym i zezwolić na swobodną wycinkę drzew, także zapewne na opał.

Wszystkie kraje UE tworzą dziś pospiesznie programy pomocowe, by społeczeństwa i gospodarki przetrwały kryzys. Wiele jednak w tych programach zaszywa elementy mające skłaniać do oszczędzania paliw i energii. U nas ze świecą szukać takich elementów. Nie ma kampanii informacyjnych, nie ma zachęt do oszczędzania. Zamiast inwestować w efektywność energetyczną czy termomodernizację, my przepalamy miliardy złotych pod hasłem, że jest wojna. Tymczasem najtańszą energią jest ta, której nie zużyjemy.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Kim pan jest, panie W.? Skąd się wziął i na czym dorobił cichy bohater afery taśmowej

Cała Polska usłyszała o zeznaniach Marcina W. Najpierw, że Marek Falenta sprzedał Rosjanom słynne „taśmy prawdy”; potem, że Michał Tusk przyjął 600 tys. euro łapówki. Ale równie ciekawe jak zeznania są biznesy Marcina W. I jego związki z CBA.

Marek Czarkowski
05.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną