Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Rynek

Frankowicze przetarli szlaki

Wskaźnik WIBOR znalazł się na cenzurowanym. Wskaźnik WIBOR znalazł się na cenzurowanym. Shutterstock
Już nie tylko kredyty w obcych walutach, ale także w złotym budzą ogromne kontrowersje. Czy wskaźnik WIBOR jest nieuczciwy, a oparte na nim umowy należy unieważnić? Coraz więcej kredytobiorców chce szukać sprawiedliwości w sądach.

Pozwy frankowiczów wobec banków wzbudzają coraz mniejsze emocje. Powód jest prosty: kredytobiorcy wygrywają już ok. 98 proc. procesów, a unieważnianie umów stało się praktycznie standardem. Banki próbują jeszcze ograniczyć swoje straty, kontratakując i żądając od frankowiczów opłat za bezumowne korzystanie z kapitału. W tej kwestii wielu sędziów czeka na orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Dotychczasowe wyroki luksemburskiego TSUE wskazują na to, że i ten powinien być korzystny dla klientów. Jednak w ślady frankowiczów planuje ruszyć coraz więcej kredytobiorców złotowych. Do niedawna cieszyli się, że to nie oni muszą się martwić mocnym frankiem. Jednak ich radość skończyła się, gdy gwałtownie zaczął rosnąć wskaźnik WIBOR, wyprzedając nawet stopy podnoszone przez Radę Polityki Pieniężnej. Zarówno WIBOR 3M, jak i 6M przekraczają dziś poziom 7 proc. W efekcie wysokość rat w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy nierzadko się podwoiła.

Nic dziwnego, że WIBOR znalazł się na cenzurowanym. Wątpliwości zasiał sam rząd, który uznał, że WIBOR trzeba zastąpić nowym wskaźnikiem. W ciągu dwóch lat ma nastąpić przejście na WIRON, który jest wyliczany w nieco inny sposób. Bierze on pod uwagę nie tylko transakcje między bankami jak WIBOR, ale też uwzględnia inne instytucje finansowe oraz duże przedsiębiorstwa. Na razie WIRON jest nieco niższy od WIBOR, chociaż nie zawsze tak musi być. Jednak zanim WIBOR zniknie, trzeba odpowiedzieć na fundamentalne pytanie: czy ten wskaźnik powinien być używany do wyliczania oprocentowania kredytów? Osoby, które idą do sądów, twierdzą, że nie. – WIBOR to wskaźnik po prostu nieuczciwy, nieobiektywny, uzależniony tylko od banków, podatny na manipulacje. Tym bardziej że banki wcale od siebie pieniędzy często nie pożyczają (bo ich nie potrzebują), a jedynie pytają się nawzajem, na jakich warunkach hipotetycznie mogłyby to zrobić – przekonuje mec. Jędrzej Jachira, wspólnik w Kancelarii Prawnej Sobota Jachira.

Cele pozwów przeciw bankom w przypadku kredytów złotowych mogą być dwa. Pierwszy to unieważnienie umowy, podobnie jak dzieje się to w przypadku kredytów frankowych. Trzeba zwrócić bankowi tylko pozostałą część kapitału, za to odzyskuje się wszelkie zapłacone dotąd odsetki i prowizje. Wracamy do punktu wyjścia: tak, jakby kredyt nigdy nie został udzielony. To korzystne rozwiązanie zwłaszcza dla tych, którzy kredyt spłacają już długo i oddali równowartość całego kapitału, albo dla tych, którzy dysponują rezerwami finansowymi i mogą łatwo zwrócić pozostałą część kapitału. Druga możliwa sytuacja to tzw. odwiborowanie kredytu. Jest on nadal spłacany, ale odsetki składają się już tylko z marży – WIBOR zostaje usunięty. Taką konstrukcję – teraz tylko na czas trwania procesu – zastosował katowicki sąd w przypadku jednego z pozwów. Kredytobiorca płaci na razie ratę dużo niższą, bo bez WIBOR.

Trudno powiedzieć, czy złotówkowicze odniosą w sądach podobny sukces co frankowicze. Jednak bez ich batalii nikt nawet nie zastanawiałby się, czy kredytobiorcy złotowi mają jakiekolwiek szanse. Banki oczywiście nie zamierzają się poddawać. Tym bardziej że ewentualne straty w przypadku masowego usuwania WIBOR czy unieważniania umów znacząco przewyższyłyby te związane z pożyczkami frankowymi. Na razie instytucje finansowe przekonują, że WIBOR jest uczciwy i oparty o wskaźniki ekonomiczne. – Przypominam, że WIBOR jest w pełni licencjonowanym, administrowanym i uznanym przez organy sieci bezpieczeństwa finansowego (Komitet Stabilności Finansowej, Komisja Nadzoru Finansowego) wskaźnikiem referencyjnym, który spełnia wszystkie wymogi płynące z unijnych regulacji – mówi Tadeusz Białek, wiceprezes Związku Banków Polskich.

Państwowe instytucje zapewniają, że nie ma jakichkolwiek dowodów na manipulowanie wskaźnikiem WIBOR. Skoro jednak samo państwo WIBOR chce usunąć, to jaka jest prawda? To już pytanie do sądów. Bardzo możliwe, że cały spór – podobnie jak ten dotyczący franków – trafi także do Luksemburga. Tym bardziej że na zniszczony pisowskimi reformami Sąd Najwyższy trudno liczyć. Pozostaje zatem znowu TSUE, od którego wszyscy będą oczekiwali jasnej wykładni. Teoretycznie polskie państwo powinno jak najszybciej samo rozstrzygnąć wątpliwości i ustalić, czy kredytobiorcom złotowym należą się rekompensaty za używanie wskaźnika WIBOR w umowach z bankami. Jednak, podobnie jak w przypadku franków, trudno liczyć na taką inicjatywę.

Musimy zatem poczekać na wyklarowanie się linii orzecznictwa. Jeśli okaże się ona korzystna dla kredytobiorców, czeka nas prawdziwe trzęsienie ziemi w całym sektorze finansowym. Straty banków mogą sięgnąć nawet ok. 100 mld zł, a interwencja państwa okaże się wówczas konieczna, by zapobiec upadkowi systemu bankowego. Na razie jednak każdy klient sam musi zdecydować, czy czeka, czy też wybiera drogę sądową, by dochodzić swoich racji. Frankowicze już pokazali, że nie ma rzeczy niemożliwych.

Polityka 1/2.2023 (3396) z dnia 27.12.2022; Poradnik frankowicza; s. 70
Reklama

Czytaj także

Fotoreportaże

Jaki sens szycia? Mamy w Polsce mistrzów, uczniów brak

Krawiectwo miarowe odradza się powoli, bo i powoli rośnie społeczna chęć podkreślenia ubiorem statusu, aspiracji oraz zwykłej satysfakcji z własnego wyglądu. Coraz mniejsze grono mistrzów ma pełne ręce roboty, a następców nie widać.

Marcin Piątek
05.02.2023
Reklama