Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Rynek

Microsoft, Google, Amazon. Tysiące ludzi traci pracę, branża jest w defensywie

Sklep Microsoftu, Nowy Jork Sklep Microsoftu, Nowy Jork Vanessa Carvalho / Zuma Press / Forum
Świat staje się coraz bardziej cyfrowy, przesyłanych danych przybywa, a liczba osób niekorzystających z sieci się kurczy. Skoro tak, to branża powinna rosnąć. Co w takim razie się stało?

Microsoft – 10 tys. Google (Alphabet) – 12 tys. Amazon – 18 tys. To nie średnie czy choćby przykładowe pensje w tych firmach. To liczba osób, których zwolnienie technologiczni giganci ogłosili od początku roku. Kiedyś takie redukcje by szokowały, ale w ostatnich miesiącach media zaroiły się od podobnych informacji. Sektor jest w ciężkiej defensywie, dobrze ilustrowanej przez pikujące notowania giełdowe. Wartość wspomnianego Microsoftu spadła w ciągu roku o 17 proc., Alphabetu o 24 proc., Amazona 29 proc., a Mety – czyli spółki matki Facebooka, Instagrama i WhatsAppa – aż o połowę.

Ostatnie miesiące były dla sektora trudne nie tylko ze względu na niezwykle chaotyczne przejęcie Twittera przez Elona Muska. Do niedawna branża technologiczna – po raz kolejny w swojej historii – wydawała się mieć przed sobą perspektywy wiecznego wzrostu. Świat przecież staje się coraz bardziej cyfrowy, przesyłanych danych w ogromnym tempie przybywa, a liczba osób niekorzystających z sieci się kurczy. Skoro tak, to jedna czy druga firma może przegrać konkurencję, ale branża jako całość musi rosnąć. Co w takim razie się stało? W dużym skrócie: pandemia i wojna. Ta pierwsza się skończyła, ta druga zaczęła.

Czytaj też: Wszyscy giganci są w tarapatach

Ropa, benzyna, transport, big tech

Gdy wszyscy zamykaliśmy się w domach, popychani strachem i kolejnymi restrykcjami, dla platform, dostawców elektroniki i oprogramowania zaczynał się finansowy raj. Bo skoro pracujemy zdalnie, to musimy mieć na czym. Skoro nie widzimy się ze znajomymi, to będziemy z nimi rozmawiać przez komunikatory, przy okazji oglądając reklamy. Skoro nie pójdziemy do kina, to zagramy na konsoli. Przeniesione do domu życie i przeniesione do sieci interakcje pompowały zyski branży technologicznej, podobnie jak wyceny giełdowe. Notowania big techów zachowywały się podobnie: na początku pandemii wyraźnie spadły, by w ciągu kolejnych dwóch lat wzrosnąć nawet dwukrotnie. Z czasem jednak rynek zaczął wysycać się nowym sprzętem, a ludzie – wychodzić z domu, wracać do biur i znów spotykać się na żywo. W takiej sytuacji z pandemicznie napompowanego balona musiało zacząć ulatywać powietrze.

Tymczasem już podczas pandemii rosła inflacja, która po zluzowaniu restrykcji przyspieszyła – wypuszczeni z domów ludzie chcieli kupować więcej, a poszarpane łańcuchy dostaw sprawiały, że dostarczenie im pożądanych artykułów było trudniejsze. Efektem oczywiście były dalsze wzrosty cen. Na taką właśnie sytuację nałożyła się rosyjska inwazja na Ukrainę. Zachód zaczął odchodzić od rosyjskich surowców energetycznych, a wyższe ceny tych z innych źródeł – znów – stymulowały inflację. Skoro droższa ropa, to droższa benzyna. Skoro droższa benzyna, to droższy transport, a skoro droższy transport, to droższe jedzenie. Dla części firm technologicznych, takich jak choćby Uber, już sam ten mechanizm był mocno problematyczny.

Czytaj też: Ile za newsa? Google dogaduje się z mediami w Europie

Giganci boją się stóp

Ale tym, co naprawdę poważnie uderzyło w sektor, była naturalna reakcja banków centralnych, w tym amerykańskiego Fedu, czyli podnoszenie stóp procentowych. Specyfika spółek technologicznych sprawia, że ekonomiczny chaos i wysokie stopy są szczególnie groźne dla ich notowań. Raczej nie wypłacają one wysokich dywidend, zamiast tego dają inwestorom nadzieję na wysokie zyski w przyszłości. Ich akcje są też uznawane za aktywa relatywnie wysokiego ryzyka.

W takich sytuacjach jak dzisiejsza inwestorzy częściej więc będą szukać bezpieczniejszych – i bardziej zyskownych krótkoterminowo – opcji. Nie muszą to być zresztą akcje, bo wyższe stopy zwiększają też choćby zysk z bezpieczniejszych obligacji. W wyniki amerykańskich big techów uderzyło także wzmocnienie dolara, bo zyski w złotówkach, jenach, euro czy funtach równały się mniejszej ilości waluty USA.

Zwalniają, bo świat znów się zmienia

Skoro więc wyniki firm technologicznych spadały, podobnie jak ceny ich akcji, zarządy uznały, że muszą przekonać inwestorów, że będą ciąć koszty, by wrócić na ścieżkę wzrostu. Najprościej zaś zrobić to właśnie poprzez zwalnianie pracowników.

Czy mamy do czynienia z pękaniem technologicznej bańki? Niekoniecznie. Co prawda wyceny firm technologicznych runęły, ale wcześniej zostały krótkotrwale i nienaturalnie napompowane przez pandemię. Powszechne zwolnienia można więc traktować jako powrót do normalności. To zresztą często przebijający się wątek w wypowiedziach prezesów – że zatrudniali w innej, bardzo specyficznej sytuacji ekonomicznej, a świat po pandemii po prostu znów się zmienia.

W 2023 r. w branży technologii może zresztą zacząć się przejaśniać. Eksperci nierzadko twierdzą, że gospodarczym słowem roku będzie „dezinflacja”, czyli spowolnienie tempa wzrostu cen. To zaś byłaby bardzo dobra wiadomość – również dla technologii.

Podkast: Co zrobić z cyfrowymi monopolistami

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Kraj

Czy oddawać Ukrainie polskie patrioty? NATO naciska, presja rośnie, Warszawa odmawia

Międzynarodowa presja na Polskę nie maleje – zapewne będzie rosła do szczytu w Waszyngtonie, któremu potrzeba „sukcesu". W którymś momencie Warszawa może być nawet napiętnowana za opór, zwłaszcza jeśli na podarowanie Ukrainie świeżo kupionych patriotów zdecydują się Rumunia lub Szwecja.

Marek Świerczyński, Polityka Insight
14.05.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną