Społeczeństwo

Zaszyci na miarę

Dlaczego pijącym tak trudno zerwać z piciem?

„Nałóg pozwala się na chwilę oderwać od problemu, ale odroczony problem wraca, a wtedy znów automatycznie włącza się sztywna strategia radzenia sobie z nim, czyli np. sięganie po używkę”. „Nałóg pozwala się na chwilę oderwać od problemu, ale odroczony problem wraca, a wtedy znów automatycznie włącza się sztywna strategia radzenia sobie z nim, czyli np. sięganie po używkę”. Henrik Sorensen / Getty Images
Rozmowa z dr. hab. Mateuszem Golą z Instytutu Psychologii PAN o tym, dlaczego pijącym tak trudno zerwać ze szkodliwym piciem, a lekarzom im pomóc.
Dr hab. Mateusz Gola jest profesorem nadzwyczajnym, kierownikiem Pracowni Neuronauki Klinicznej w Instytucie Psychologii PAN.Maciej Zawada/Polityka Dr hab. Mateusz Gola jest profesorem nadzwyczajnym, kierownikiem Pracowni Neuronauki Klinicznej w Instytucie Psychologii PAN.

JOANNA CIEŚLA: – Zszokowały pana wyznania Pawła Kukiza o tym, że „popłynął” w piątkową noc – i przez to wypisywał bzdury na Twitterze?
MATEUSZ GOLA: – Z perspektywy psychologicznej: w ogóle. Wiele osób doświadczyło albo obserwowało u innych ludzi stany, w których traci się kontrolę, a potem zostaje tylko zdziwienie tym, co byli w stanie zrobić. To jest po prostu efekt rozhamowującego wpływu alkoholu na grzbietowo-boczną korę przedczołową mózgu – obszar, który pozwala na bieżąco panować nad zachowaniem. A także trzymać je w ryzach, by osiągać długoterminowe cele. Gdy ten obszar zaczyna gorzej działać, co zdarza się także przy większym zmęczeniu, łatwiej o zachowania impulsywne – nieskrępowane przejawy emocji, takich jak złość czy agresja. W pełni rozumiem komentarz Pawła Kukiza, że pierwszy powinien rzucić kamieniem, kto nigdy nie przeżył takiego stanu.

Odkładając oceny, czy politykowi wypada tyle samo co innym, mnie zdziwiło względnie szybkie dojście do siebie Kukiza. Przedstawiał się jako alkoholik niepijący od dłuższego czasu; zawsze myślałam, że gdy ktoś taki „popłynie”, to nie staje na nogi zaraz następnego dnia, by się tłumaczyć.
Główny mechanizm uzależnienia polega na tym, że korzystanie np. z alkoholu czy marihuany lub zachowania takie jak oglądanie pornografii lub hazard, to nie tylko sposób dostarczania sobie przyjemności, lecz także sposób radzenia sobie z napięciem albo z trudnymi emocjami. Nałóg pozwala się na chwilę oderwać od problemu, ale odroczony problem wraca, a wtedy znów automatycznie włącza się sztywna strategia radzenia sobie z nim, czyli np. sięganie po używkę. Mózg osoby w nałogu jest bardzo mocno uwarunkowany. Wszystko, co kojarzy się z nadużywaniem jakiejś substancji, łącznie z jej nawet niedużymi dawkami, od razu wywołuje chęć osiągnięcia haju czy upojenia, więc faktycznie – gdy się zacznie, trudno znaleźć granicę.

Dlatego wiele terapii – w tym te dominujące w Polsce, wyniesione jeszcze z grup 12-krokowych, Anonimowych Alkoholików – opiera się na zero-jedynkowym założeniu: albo ktoś nie sięga po alkohol w ogóle, albo po prostu pije. Dziś jednak wiemy, że większość ludzi po leczeniu nie jest w stanie zachować całkowitej abstynencji. 70 proc. pacjentów po roku od zakończonej terapii będzie piło. A w tym tradycyjnym 12-krokowym modelu alkoholowa wpadka wiąże się z dużą stratą.

Nie można o sobie powiedzieć, że ma się 10 lat abstynencji…
Nie można mieć podopiecznych w grupie 12-krokowej, trzeba zaczynać program od nowa, traci się pozycję w społeczności. Taka motywacja oparta na ostracyzmie wokół wpadki jest często stosowana w ośrodkach odwykowych, bo jest skuteczna w pierwszym etapie zdrowienia. Niestety, u wielu osób po pewnym czasie ten mechanizm przestaje działać. W związku z tym w ostatnich latach trochę inaczej patrzy się na efekty terapii, przyjmując, że zadowalającym rezultatem może być również samo ograniczenie szkód, które alkohol w życiu człowieka robi, jeśli całkowita abstynencja nie jest do osiągnięcia. Przy takim podejściu okazuje się, że spora część z tych 70 proc. – mimo że sięga po alkohol – ogranicza to np. do weekendów lub rzadziej wpada w ciąg, tak że picie przeszkadza im mniej w obowiązkach.

Co w takiej terapii pomaga uzależnionemu człowiekowi nie wpaść w nałogowy ciąg po jednym piwie albo jednym skręcie?
Terapeuci starają się zmienić jego myślenie na mniej zero-jedynkowe: „Dziś nie udało mi się zachować abstynencji, ale to nie znaczy, że jestem beznadziejny; może któregoś dnia uda mi się w końcu zaskoczyć na stałe”. To ogranicza skłonność do wpadnięcia w ciąg wielodniowy, prowadzący do jeszcze większych szkód. Myślenie dychotomiczne: wszystko albo nic, abstynencja albo cug, zmienia się na dopuszczające, że nie jest się całkowicie przegranym, choć nie w 100 proc. na dobrej drodze: „OK, dałem plamę, ale jak najszybciej wracam na ścieżkę, którą wybrałem, bo wiem, że jest dla mnie dobra”.

Żeby to się udało, potrzebne jest wypracowanie wielu umiejętności. Przede wszystkim radzenia sobie z problemami, ze stresem, z trudnymi emocjami – czy to przez relacje z innymi ludźmi, zdolność do rozmowy o tym, co męczy, czy to poprzez – mówiąc językiem psychologii – lepszą autoregulację: jakieś hobby, sport, autorefleksję. Chodzi o to, żeby wachlarz możliwości był możliwie szeroki. Kolejnym aspektem jest świadomość konsekwencji – i tych, które już nastąpiły, i potencjalnych – bo osoby uzależnione mają tendencję do zapominania o negatywnych skutkach nałogu.

Praca nad pozytywnymi aspektami życia pozwala uzależnionemu dostrzec, co dobrego i miłego może nieść codzienność, jak można się cieszyć życiem bez nałogu. To zwiększa świadomość potencjalnych strat: „Jeśli się upiję, jutro będę miał kaca – fizycznego i moralnego – i nie będą się cieszył tymi fajnymi rzeczami, które mam w planach”. Potencjalna utrata tego, co ktoś lubi, jest bardzo namacalnym doświadczeniem. Jeśli ktoś utrzymuje abstynencję tylko dlatego, że boi się wpadki i jej konsekwencji, a nie dlatego, że polubił swoje życie bez nałogu, to prawdopodobnie ta abstynencja nie będzie trwała.

Szkodliwie pić ma w Polsce ok. 3 mln ludzi, uzależnionych jest ok. 700 tys., ale statystyki są mało klarowne.
Zgodnie z danymi Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych sprzedaż alkoholu między 1993 a 2017 r. wzrosła w Polsce o 44 proc. Jednak jeśli porównamy najnowsze dane na temat problematycznego picia, np. z badania EZOP („Epidemiologia zaburzeń psychiatrycznych i dostępność psychiatrycznej opieki zdrowotnej”) prowadzonego przez czołowe polskie ośrodki kliniczne ze starszymi danymi PARPA, to wydaje się, że przynajmniej od końca lat 90. odsetek osób pijących problematycznie jest stały. Polskie 3 mln osób, czyli ok. 11 proc. pełnoletniego społeczeństwa, to podobna jego część jak w innych krajach na świecie, w których dostęp do alkoholu jest łatwy.

Trudno jednak dokładnie określić odsetek uzależnionych, bo głównym kryterium nie jest ilość wypitego alkoholu, ale to, po co się go pije, i konsekwencje picia. Jeśli ktoś pije choćby tylko dwa piwa dlatego, że to jest jedyny sposób, by się odprężyć, to zasadne jest pytanie, czy łatwo będzie mu zrezygnować nawet z tej obiektywnie małej ilości i czy jest w stanie odprężyć się bez używki? Jeśli ktoś od czasu do czasu pije więcej, np. na imprezie, ale nie pełni to funkcji regulacyjnej, radzenia sobie z problemami, może być mu łatwiej porzucić alkohol. Dlatego trudno wyciągać wnioski z samej ilości wypijanego alkoholu.

Czym w takim razie jest szkodliwe picie?
Według najnowszych kryteriów Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) szkodliwe picie to takie, które prowadzi do zaniedbywania obowiązków np. w pracy lub w domu, konfliktów z prawem, krzywdzenia bliskich i pakowania się w ryzykowne sytuacje. Np. pod wpływem alkoholu ktoś wpada w konflikt mogący zakończyć się zwolnieniem z pracy. Uzależnienie natomiast dodatkowo charakteryzuje się silnym wewnętrznym przymusem picia, tzw. głodem nałogowym, zwiększaniem ilości wypijanego alkoholu i utratą kontroli nad tym, ile i jak długo się pije oraz coraz dłuższym czasem potrzebnym, by dojść do ładu po piciu. Szkodliwe picie może ewoluować w uzależnienie albo minąć. Sporo osób spełnia kryteria szkodliwego picia np. w wieku studenckim, a później nie rozwija uzależnienia.

Według WHO jeden punkt sprzedający alkohol powinien przypadać na co najmniej 1 tys. osób, a w Polsce jest jeden na ledwie 273. Ktoś wyliczył, że w samej Bydgoszczy monopolowych jest więcej niż w całej Norwegii. Niektóre samorządy ostatnio zakazują sprzedaży alkoholu w nocy, ale są głosy, że doprowadzi to tylko do powrotu melin. Słuszne obawy?
Raczej nie. Tu wnioski ze statystyk są jednoznaczne: im trudniejszy dostęp do jakiejś używki, tym mniej osób z niej korzysta i odnotowuje się mniej aktów przemocy czy wypadków spowodowanych pod jej wpływem. Oczywiście, jeśli ktoś jest uzależniony i zmotywowany, to zawsze ten dostęp znajdzie. Jednak ponad 90 proc. osób pijących alkohol nie jest uzależnionych i pije dla przyjemności lub ze względów społecznych. Gdy trudniej im kupić alkohol, sięgną po łatwiej dostępne przyjemności, np. dobry serial.

Dlaczego nauka tak słabo sobie radzi z leczeniem nałogów?
Słabo sobie radzi nie tylko z leczeniem nałogów, ale w ogóle zaburzeń psychicznych. Co – faktycznie – szczególnie uderza w zestawieniu z osiągnięciami w takich obszarach, jak kardiologia czy transplantologia. Skuteczność terapii depresji z wykorzystaniem leków jest na poziomie ok. 35 proc., terapii uzależnień w przypadku alkoholu, jak wspomniałem, to 30–35 proc., w przypadku heroiny – 15–20 proc.

Czyli ponad 80 proc. wraca do zażywania?
Tak, w ciągu dwóch lat po zakończeniu terapii. Jest pogląd, że po prostu uzależnienia są tak uporczywą chorobą. Ale jest i taka hipoteza – od 2010 r. sprawdza ją amerykański Narodowy Instytut Zdrowia Psychicznego – że nauka wciąż nie rozumie, co się dzieje w zaburzeniach psychicznych, w uzależnieniach i w innych chorobach. Że należy porzucić myślenie etykietami „schizofrenia”, „uzależnienie”, a zejść na poziom zindywidualizowany: zrozumienia, co w przypadku konkretnego uzależnionego człowieka jest powodem problematycznego korzystania z jakiejś substancji.

Może uzależnienie to nie jest jeden problem, tylko kilka różnych mechanizmów, które prowadzą do tych samych symptomów. U jednej osoby picie albo hazard wynikają z kiepskiej regulacji emocji – nie radzi sobie ze smutkiem albo ze strachem, u innej – z kiepskim funkcjonowaniem społecznym, silną potrzebą aprobaty, a u kolejnej – z predyspozycjami genetycznymi albo z problemem z odraczaniem przyjemności. Może zamiast oferować wszystkim tę samą terapię, która wielu pacjentom nie przynosi trwałych efektów, trzeba poszukać leczenia dopasowanego do różnych indywidualnych mechanizmów stojących za danym problemem.

Da się to zrobić?
Kilka dni temu w Instytucie Psychologii PAN wystartowaliśmy z Ogólnopolskim Badaniem Nałogów. Wykorzystujemy aplikację Nałogometr, którą każdy, kto przypuszcza, że ma problem z jakąś używką, może bezpłatnie ściągnąć na telefon z systemem Android. Przez miesiąc odpowiada się trzy razy dziennie na krótkie pytania. Pozwala to zaobserwować indywidualne wzorce problematycznego korzystania z substancji albo zachowań: czy odczuwam głód nałogowy w związku z lękiem przed oceną innych ludzi, czy może gdy czuję się smutny lub nadmiernie pobudzony?

Na koniec każdy dostaje raport z informacją o swoich indywidualnych wzorcach, o tym, kiedy wracał do nałogu, na ile skutecznie udało się odstawić daną używkę lub zachowanie. Jeśli wiele osób zaangażuje się w ten projekt, będziemy mogli powiedzieć więcej o specyfice nałogów: czy w przypadku uzależnienia od alkoholu jakieś mechanizmy występują częściej niż przy papierosach? Jak to jest np. w przypadku hazardu? Wierzymy, że dzięki temu będziemy potrafili, zgodnie z tym nowoczesnym sposobem myślenia o uzależnieniach, pogłębić ich rozumienie, a w przyszłości tworzyć bardziej skuteczne metody terapii, zindywidualizowane, uszyte na miarę poszczególnych osób.

***

Dr hab. Mateusz Gola jest profesorem nadzwyczajnym, kierownikiem Pracowni Neuronauki Klinicznej w Instytucie Psychologii PAN oraz pracownikiem Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Diego. Jego zainteresowania naukowe to uzależnienia od substancji i zachowań (m.in. kompulsywne zachowania seksualne) i nowe metody terapii. Aby anonimowo wziąć udział w Ogólnopolskim Badaniu Nałogów, wystarczy pobrać bezpłatną aplikację ze strony www.badanienalogow.pl.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Dlaczego książki dla młodzieży już nie uczą i nie wychowują

Ukazanie się „Księgi dla starych urwisów”, książki Krzysztofa Vargi o twórczości Edmunda Niziurskiego, to dobry powód, by zapytać, dlaczego nie ma już miejsca na literacki dydaktyzm.

Mirosław Pęczak
20.04.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną