Społeczeństwo

„Tylko nie mów nikomu”. Inflacja przeprosin i wysyp niedorzeczności

„Tylko nie mów nikomu”. Inflacja przeprosin i wysyp niedorzeczności

„Tylko nie mów nikomu” „Tylko nie mów nikomu” mat. pr.
Poczynania Kościoła, władz i propagandzistów dobrej zmiany po emisji filmu noszą wszelkie znamiona doraźnej akcji, mającej na celu pomniejszenie skali zjawiska pedofilii wśród duchownych.

Kilka tygodni temu pisałem, że przeprosiny stały się u nas popularną formą życia publicznego pomagającą w uporaniu się z kłopotliwymi problemami. Wiele aktów skruchy pojawiło się ze strony duchownych, w tym hierarchów kościelnych, w związku z filmem Sekielskich „Tylko nie mów nikomu” (dalej FS). Przepraszano za pedofilię w KK w ogóle, ale również za konkretne czyny i słowa, np. p. Głódzia, który najpierw rzekł: „Nie oglądam byle czego”, a potem wyjaśnił: „Użyłem niewłaściwych słów. (...) Nie miały one na celu urazić ofiar pedofilii – tym bardziej te osoby przepraszam i łączę się z nimi w ich cierpieniu”.

Nie jest jednak jasne, czy związek p. Głódzia z ofiarami pedofilii sprowadza się tylko do przeprosin, czy też do czegoś więcej. W ogólności przeprosiny, nawet szczere, nie są zbyt trudne do wypowiedzenia, ale nadmiar grozi inflacją, tj. obniżeniem wartości. Zdarza się, że zapewniają łatwą ekskulpację. To prawda, że FS już coś sprawił (na razie mowa o KK), np. zapowiedź powstania funduszu odszkodowawczego, współpracę z władzami państwowymi w ujawnianiu i ściganiu przestępstw seksualnych wobec nieletnich czy powołanie zespołów do wyjaśniania poszczególnych przypadków.

Wracając do FS: jego waga polega nie tylko na ukazaniu faktów (w tym niekiedy zdumiewających w swej arogancji reakcji sprawców czynów pedofilskich i ich protektorów), ale także na przedstawieniu mechanizmu towarzyszącego pedofilii w KK, m.in. polegającego na tuszowaniu czy nawet ukrywaniu niewygodnych faktów.

Tomasz Sekielski dla „Polityki”: Bardzo mi zależało, żeby film nie był odbierany jako antyreligijny

Jak się broni Kościół katolicki

FS sprawił lub znacznie przyczynił się do tego, że problem pedofilii (czy ogólniej, seksualności) w polskim KK nie da się już uchylić – m.in. dzięki postawie niektórych duchownych i działaniach ze strony licznej grupy katolików świeckich.

Z drugiej strony, niezależnie od wspomnianych działań KK, łatwo zauważyć kroki obronne o niezbyt czytelnej wymowie. Na końcu FS jest informacja, że kilku hierarchów odmówiło wystąpienia w filmie z powodu docierających informacji o nierzetelności autorów. To sugeruje, że przeprosiny pojawiły się dopiero wtedy, gdy udawanie, że nic się nie stało, okazało się niemożliwe. Do Polski wybiera się abp Scicluna, czołowy specjalista od pedofilii, ale ponoć nie jest wysłannikiem Watykanu, ale gościem polskiego episkopatu. Turystą?

Uważa się, że kilku biskupów wiedziało o pedofilskich czynach kapłanów sobie podległych, ale nie reagowało. Niektórzy milczą, jeden zamknął się w eremie na pół roku, inni wydają oświadczenia zaprzeczające oskarżeniom, w których np. czytamy, że i owszem, słyszeli pogłoski, ale w końcu kierowali się zasadą domniemania niewinności.

Taka obrona jest zrozumiała, ale wypada zauważyć, że postawa wielu polskich hierarchów jest odmienna niż ich zagranicznych kolegów, np. w USA czy Ameryce Południowej. Na razie nie słychać, aby jakikolwiek polski biskup zadeklarował zamiar ewentualnej dymisji. Instytucje kościelne toczą zażartą i kosztowną walkę w procesach, aby uniknąć finansowych sankcji za pedofilię. Marianie z Lichenia oświadczyli: „Głębokim bólem napełnia nas cierpienie ofiar przestępstw pedofilii popełnionych przez ludzi Kościoła. Nic nie jest w stanie wynagrodzić im tej krzywdy”.

Czyżby krzywda była tak wielka, iż niewymierna pieniężnie? Mówienie o kwotach ma być niestosowne i trzeba ustalić, za co KK odpowiada, nie ma odpowiedzialności zbiorowej itd. Takie wyjaśnienia są wręcz niesmaczne, a FS pokazuje zasadność tej oceny. W sumie zachodzi wiele okoliczności, które zweryfikują szczerość i rzeczywistą wartość przeprosin. To samo dotyczy licznych głosów oburzenia ze wszystkich stron sceny politycznej, w tym momencie zrozumiałych z punktu widzenia interesu politycznego (teraz wyborczego).

Czytaj także: Episkopat do dymisji. Czy w Polsce to w ogóle możliwe?

Pedofilia w Kościele? PiS ją umniejsza

Wedle statystyk Ministerstwa Sprawiedliwości wśród osób skazanych (ok. 1500) za pedofilię jest zaledwie kilku (ilu?) księży, 900 sprawców nie posiada konkretnego zawodu, 70 wykonywało zawód murarza itd. Wszelako problem polega na tym, że ściganie księży było utrudnione przez przepisy kanoniczne i postawę hierarchów plus nierychliwe poczynania organów ścigania i sądów za cichą zgodą polityków ze wszystkich dotychczasowych ekip.

KK ujawnił, że zna ok. 350 przypadków pedofilii wśród duchownych, i przyznał, że to tylko część. Od emisji FS ponad 100 osób ujawniło, że było ofiarami pedofilii ze strony duchownych. Załóżmy, że 200 spośród sprawców (to jest zapewne dość umiarkowane oszacowanie) w sutannach zostałoby skazanych. To daje ok. 12 proc. w ogólnej liczbie (teraz 1700), a więc sporo.

Upublicznienie danych resortu sprawiedliwości miało chyba na celu pomniejszenie problemu pedofilii w polskim KK. Koresponduje to z pomysłem p. Kaczyńskiego, że jeśli miałaby powstać komisja do zbadania sprawy, to winna zająć się wszystkimi środowiskami – nie tylko KK. Pan Duda (prezydent) basuje: „Film robi wrażenie. Jedno jest pewne. Z pedofilią musimy walczyć bezwzględnie i wszędzie. Wszędzie tam, gdzie osoba dorosła może w ohydny sposób skrzywdzić dziecko. Szkoła, kolonie, harcerstwo, oaza, inne organizacje”.

Cóż, KK zapewne jest w owych innych instytucjach, niewykluczone, że na szarym końcu. Ale jak walczyć: przez powołanie komisji w rozumieniu Zwykłego Posła czy specjalnie zajmującej się Kościołem? Losy dotychczasowych gremiów, zwyczajne, nadzwyczajne, sejmowe itd., bardzo modnych w III RP, nie napawają optymizmem, a ta „pedofilska” zapewne potwierdzi to przypuszczenie. Pan Ziobro błyskawicznie przygotował projekt zaostrzenia kar za pedofilię, ale najwyraźniej nie pojmuje (pomijam inne aspekty tego bubla prawnego), że skuteczność penalizacji nie zależy tylko od wysokości represji, ale od jej nieuchronności, w tym wykrywalności przestępstw i konsekwencji w karaniu.

Czytaj więcej: Partyjne pomysły na walkę z pedofilią

Duchownych obowiązują inne prawa niż murarzy

Tomasz Sekielski ujawnił, że trzech „bohaterów” FS współpracowało z SB. Wątek ten został od razu podchwycony przez niektórych obrońców KK, którzy uznali, że to „bezpieka” jest winna pedofilii w polskim KK, a gdyby przeprowadzono lustrację w tej instytucji, zostałaby ona oczyszczona.

Wszelako bycie TW nie usprawiedliwia pedofilii, nie mówiąc już o tym, że polska bezpieka nie nagabywała duchownych w innych państwach, gdzie księża molestowali nieletnich. Pan Legutko, profesor filozofii, znalazł, że w większości przypadków problemem jest homoseksualizm, a nie pedofilia. Faktycznie, p. Legutko radykalnie, ale i oryginalnie zmienił kwalifikację całego zjawiska.

Poczynania władz i propagandzistów dobrej zmiany po emisji FS noszą wszelkie znamiona doraźnej akcji, mającej na celu pomniejszenie skali zjawiska pedofilii w KK, m.in. przez sugerowanie, że wszędzie jest podobnie lub gorzej, że duchowni byli narażeni na szczególną presję ze strony służb specjalnych, że tak dokładnie to nie wiadomo, jak było, i trzeba rzecz komisyjnie zbadać itp.

A tymczasem, jak pokazuje FS, fakty są nagie, doświadczenie innych krajów sugeruje, że w Polsce było podobnie, chyba że założymy, iż domniemane serce Europy podlega specjalnym prawidłowościom. Tymczasem potrzeba poważnej zmiany w stosunkach między państwem i KK. Dopóki ta druga instytucja będzie korzystała z wewnętrznych przepisów w ujawnianiu pedofilów (i innych przestępców), reakcja władzy publicznej będzie musiała być stonowana.

Hasło „zero tolerancji” jest efektowne, ale spotkało się z taką reakcją ze strony p. Jędraszewskiego, metropolity krakowskiego: „Kiedy nazizm hitlerowski walczył z Żydami, stosował wobec nich »zero tolerancji«, w wyniku czego powstał Holokaust. Kiedy w systemie bolszewickim stosowano »zero tolerancji« wobec wrogów ludu, doszło do kolejnej masakry, w skali liczącej dziesiątki, a może nawet setki milionów ludzi. Natomiast Kościół musi być nieskazitelnie stanowczy w piętnowaniu zła, w walce ze złem. Ale musi także, zgodnie z tym, czego uczył Pan Jezus, wzywać do nawrócenia, pokuty i okazywać miłosierdzie sprawcom, jeśli oni chcą rzeczywiście podjąć nowe życie, szczerze żałują i dążą do wewnętrznego nawrócenia. To jest przesłanie Ewangelii, któremu Kościół musi być przede wszystkim wierny”.

Fragment porównawczy o zeru tolerancji jest wręcz makabryczny. Pomijając tę kwestię, p. Jędraszewski najwyraźniej sugeruje, że wystarczy, aby pedofil w sutannie, podejmujący nowe życie np. w nowej parafii, szczerze żałował za to co, uczynił, i dążył do nawrócenia. Nie ma powodu, aby mu nie wybaczyć i w konsekwencji łagodnie go ukarać. Być może to samo dotyczy pedofila murarza, ale trudno przypuszczać, aby KK szczególnie bronił pedofilów, nawet zamierzających się nawrócić, wykonujących ten zawód.

Nie ma instytucji, powiedzmy: Powszechnego Związku Murarzy, mającego umowę międzynarodową z RP, zapewniającą mu autonomię, ale współpracującą z polską władzą publiczną. I dlatego KK, korzystający z konkordatowych przywilejów, nie jest tym samym co szkoła, harcerstwo, oazy, kolonie czy inne instytucje. Ma specjalne prawa, a więc tym samym specjalne obowiązki. Szkoda, że p. Duda (prezydent), doktor nauk prawnych, tego nie pojmuje. Osobną sprawą jest to, że np. murarze nie przypisują sobie prawa do instruowania swoich klientów, co jest moralne, a co nie, a KK uważa siebie za najważniejszy autorytet moralny.

Jan Hartman: Czy Sekielscy obalą PiS?

O co władza oskarży braci Sekielskich

Nie podpisuję się pod emisją FS na murach kościołów, siedzib partii czy rezydencji biskupich. Wszelako zakaz projekcji w klubach czy innych zamkniętych pomieszczeniach zakrawa na szykanę. Oto wypowiedź p. Brudzińskiego: „Przedstawiciele opozycji, którzy chcą emocje wokół filmu (pokazującego przypadki wyjątkowo ohydnych przestępstw księży) wykorzystać do walki z rządem, pytają o działania policji. Poniżej oficjalna odpowiedź: Stop pedofilii. Zero tolerancji dla wszystkich! Znanych artystów również”.

Bracia Sekielscy są teraz niewątpliwie znanymi artystami i całkiem możliwe, że zostaną oskarżeni o propagowanie pedofilii lub obrazę uczuć religijnych. Na razie trudno byłoby to zrealizować z uwagi na wspomniane już głosy świętego oburzenia, np. ze strony p. Brudzińskiego, ale poczekamy, zobaczymy.

Pan Macierewicz prawi tak: „Nasz kraj, nasza ojczyzna, my wszyscy zostaliśmy brutalnie zaatakowani. (...) Kościołowi katolickiemu w Polsce próbuje się przypisywać najpotworniejsze przestępstwa. Sugeruje się, że Kościół jest siedliskiem obrońców pedofilii. To szczególnie perfidna, kłamliwa i niemająca nic wspólnego z rzeczywistością narracja”. A może to zapowiedź prywatnego aktu oskarżenia?

Adam Szostkiewicz: Jak walczyć z pedofilią w Kościele, gdy rządzi PiS?

Dobra zmiana komentuje film Sekielskich

A teraz kilka wybranych głosów „dobrozmieńców”. Pan Saryusz-Wolski, zwycięzca pewnej gry w stosunku 1:27, ocenia: „Jest to problem wydumany. Specjalnie wymyślony, żeby jątrzyć zwłaszcza w tym temacie. Koalicja Europejska nie ma nic do powiedzenia w sprawach europejskich, w związku z czym zajmuje się tym, czym nie powinna się zajmować. To w ogóle nie jest temat do takiej gorącej debaty i oskarżeń”.

Pani Ogórek, coraz większa gwiazda TVP Info, deliberuje: „Traumą na całe życie położyło się to, że za wcześnie doszło do inicjacji seksualnej. Dlaczego wy chcieliście zmusić nas, rodziców, do wprowadzania do szkół lekcji o tym, że siedmiolatki mają traktować masturbację jako coś zwykłego? To się nazywa wczesna seksualizacja”.

Pan Karnowski (Michał), kolega p. Ogórek z TVP Info, epatuje zrozumieniem: „Rozmawiamy o problemie w Kościele, ale ja mogę jako publicysta zadać pytanie, dlaczego w przestrzeni publicznej to jest jedyne środowisko, wobec którego się tak brutalnie postępuje, tak jednoznacznie się pewne rzeczy nazywa?”.

Pan Ziemkiewicz, aktywny w tygodniku „Do Rzeczy”, oznajmia: „Skoro z powodu przypadków pedofilii wśród księży należy zniszczyć Kościół, to po morderstwie ucznia przez ucznia lewica, jak rozumiem, zażąda likwidacji szkolnictwa? (...) Dręczy mnie pytanie: czy problemem jest po prostu pedofilia czy pedofilia wśród księży? Czy ofiary wuefistów, lekarzy, reżyserów cierpią mniej? Skąd pomysł, by walczyć tylko z tymi w sutannach? Wymóg sponsorów?”.

Pan Duda (Jan, ojciec prezydenta) konkluduje: „Uważam, że obecna dyskusja jest sztucznie wywołana. Przedstawiciele episkopatu wypowiedzieli się w filmie i ich stanowisko było bardzo czytelne. Kościół walczy ze zjawiskiem pedofilii wśród księży. Nie jest tajemnicą, że Kościół od zawsze miał wrogów. Teraz też ich ma. Ci wrogowie mają tubę, więc dzisiaj korzystają z niej”.

Pan Gryglas, przyboczny p. Gowina, wyznaje: „Wysłuchałem redaktora, który przygotowywał ten film [FS?], i w moim przekonaniu to nie było nastawienie obiektywne do sprawy. (...) Nigdy nie przeczytam »Mein Kampf«, ale mogę powiedzieć, że ta książka prowadziła do zbrodni największej na świecie. Nie zestawiam tego, daję tylko przykład”.

Niech p. Broda, profesor fizyki, zwieńczy dzieło: „Sfora walczących z Kościołem rzuciła się na słowa: »nie oglądam byle czego«, i uznała je za wyzywająco niewłaściwe. Ja też nie oglądałem filmu Sekielskich, bo nie oglądam byle czego i wystarczy, że jestem zmuszony, by oglądać powstały za jego przyczyną harmider prowokatorów i harcowników wprowadzających nowy etap walki z Kościołem w Polsce. Nie oglądałem też wielu filmów o podobnej tematyce. (...) Powód był ten sam, a mianowicie kompletny brak wiarygodności autorów i wynikająca z tego niechęć do wysiłku trudnej przecież weryfikacji, które z podanych faktów są prawdziwe, które są manipulacją, które są wyrwane z kontekstu innych faktów całkowicie zmieniających ich wagę i znaczenie, tym bardziej tych faktów, które są zwyczajnym, ordynarnym kłamstwem”.

Marek Lisiński: Rozliczanie Kościoła w Polsce nie będzie łatwe

Sympatycy PiS na bakier z faktami

Zaczynając od końca: p. Broda popiera p. Głódzia, i to nawet bardziej, p. Gryglas popisał się osobliwą logiką, uznając, że podanie przykładu nie jest zestawieniem (notabene przeprosił za odwołanie się do „Mein Kampf” – dobre i to), p. Duda (Jan) znajduje spisek, udręczony p. Ziemkiewicz dokłada pytanie o sponsorów (w ogólności prawi od rzeczy, np. gdy rozważa możliwość zamknięcia szkół z powodu morderstwa ucznia), p. Karnowskiego razi to, iż sprawy nazywa się jednoznacznie, i boleje nad brutalnością tego procederu, p. Ogórek zrozumiała FS jako przestrogę przed wczesną seksualizacją, a p. Saryusz-Wolski uznał, że problem jest wydumany, tj. w ogóle go nie ma.

I ma rację, ale inaczej, zważywszy że FS ma oglądalność rzędu 20 mln kliknięć, a 75 proc. Polaków uważa, że powinien być emitowany przez TVP. Cóż, trudno skomentować powyższe cytaty inaczej niż jako wysyp niedorzeczności. Bycie na bakier z faktami autorów wypowiedzi i notoryczne posługiwanie się argumentami ad personam jest porażające.

Czytaj także: Jak PiS radzi sobie z filmem Sekielskich

Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Czym są uczucia między robotami a ludźmi?

Jak autorka niemieckiego „Die Zeit” próbowała zaprzyjaźnić się ze „sztucznym inteligentem”, Botrisem.

Ana Mayr, [tł.] Adam Krzemiński
14.05.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną