Społeczeństwo

Z zamykaniem kopalń w Polsce nie można czekać 30 lat

W złożu węgla jest woda, którą trzeba odpompować, żeby móc je eksploatować. Dlatego systemy odwodnieniowe mocno obniżają poziom wód gruntowych i tworzą tzw. leje depresji wokół kopalni. W złożu węgla jest woda, którą trzeba odpompować, żeby móc je eksploatować. Dlatego systemy odwodnieniowe mocno obniżają poziom wód gruntowych i tworzą tzw. leje depresji wokół kopalni. Maga Ćwieluch
Rozmawiajmy o konkretach, o tym, że przez odkrywki znikają w Polsce wody gruntowe. O tym, jak pomóc samorządom, które opierają się tylko na wydobyciu węgla – apeluje Alina Pogoda, niedoszła górniczka z Polskiej Zielonej Sieci.
Alina PogodaBart Zieliński/• Alina Pogoda

URSZULA SCHWARZENBERG-CZERNY: Ma pani wykształcenie górnicze, ale zajmuje się sprawiedliwą transformacją w Polskiej Zielonej Sieci. Zna pani inne osoby, które wykonały taką woltę?
ALINA POGODA: – Nie znam, choć według mnie to nie jest zaskakujący wybór. Taka zmiana jest w obecnych czasach naturalna. Górnictwo węglowe potrzebuje po prostu coraz mniej ludzi pod ziemią, a coraz więcej takich, którzy pomogą górnikom przejść transformację gospodarczą. Ja w kopalni nigdy nie pracowałam, mimo że skończyłam górnictwo i geologię na Politechnice Wrocławskiej. W trakcie praktyk zauważyłam, że mam w sobie psychiczny opór, że to nie jest praca dla mnie. Wcześniej to nie było takie oczywiste, bo górnictwo to moja tradycja rodzinna.

Czytaj też: Koniec węglowych iluzji. Tylko kto to powie górnikom?

Tam pracowali mężczyźni z pani rodziny?
Nie. Prababcia i babcia były ekonomistkami w kopalni miedzi na Dolnym Śląsku. Moja mama jest chemiczką i bada skład powietrza w kopalni należącej do KGHM. Znałam to środowisko. Jednak nie nastąpiła u mnie żadna nagła zmiana zainteresowań, żaden bunt, to był dłuższy proces. Stopniowo dowiadywałam się o skutkach katastrofy klimatycznej. Pod koniec studiów, właśnie w czasie praktyk, wiedziałam już, że chcę pracować nad wdrażaniem zasad zrównoważonego rozwoju i przeciwdziałania kryzysowi.

Musiała pani przyswoić zupełnie inną wiedzę niż górnicza?
Niedawno skończyłam drugie studia, Inżynierię Ekologiczną na SGGW w Warszawie, ale z wiedzy górniczej nadal korzystam. Gdy czytam dokumenty o negatywnym wpływie prac wydobywczych na środowisko, to rozumiem, jakie procesy zachodzą pod ziemią. Gdy w czasie pandemii na Śląsku została podjęta decyzja o zamknięciu 12 kopalń, to miałam świadomość, że ludzie nadal musieli zjeżdżać do pracy.

Dlaczego?
Węgiel nie był eksploatowany, ale działały systemy odwadniania w czynnej kopalni, instalacje przeciwpożarowe i wyłapujące metan. Nadal były obsługiwane przez górników.

Kopalnie jeszcze nie zasypiają. Wyjście z pandemii będzie jednak wymagało odejścia od węgla i wdrożenia zielonych rozwiązań.
Dla Europy wyjściem z recesji będą inwestycje napędzane zielonym prądem. Ponieważ dążymy do osiągnięcia w ciągu 30 lat neutralności klimatycznej, to właśnie takie inwestycje będą teraz wspierane finansowo przez Unię. Jej budżet na następne siedem lat to 1074 mld euro, a 30 proc. zostanie wykorzystane na przeciwdziałanie katastrofie klimatycznej. Myślę, że dzięki temu transformacja energetyczna znacznie przyspieszy.

Jest też porozumienie górników z polskim rządem.
Ostatnia kopalnia zostanie zamknięta w 2049 r. Przecież ta decyzja jest zupełnie niespójna ze zwiększaniem ambicji klimatycznych przez Unię. Nie mówiąc już o tym, że 30 lat to o wiele za późno. Rząd do tego czasu chce dalej subsydiować kopalnie z państwowych pieniędzy, a mógłby je przeznaczyć już na dywersyfikację gospodarczą regionu i przekwalifikowanie górników.

Porozmawiajmy zatem o bieżących problemach. Małym samorządom w Polsce, także tym, które muszą przejść proces transformacji, nadal brakuje strategii klimatycznej. Nie będą miały łatwego dostępu do tych środków.
Niestety nie tylko małe samorządy, a cała Polska nie ma de facto spójnej strategii. Jednak w regionach węglowych Wielkopolski Wschodniej i Śląska od kilku lat działają aktywiści lokalni i samorządowcy, którzy sygnalizują mieszkańcom, że potrzebują sprawiedliwej transformacji. Sytuacja nie jest prosta, bo w Wielkopolsce są mniejsze jednostki terytorialne, gdzie wpływy z podatków gminy są wręcz uzależnione od działalności górniczej i tego, czy mieszkańcy będą zatrudniani przez kopalnie. Jednak te same samorządy, co wyraźnie wynika z doświadczeń Polskiej Zielonej Sieci, najlepiej rozumieją istniejący problem. Dlatego władze regionalne Wielkopolski Wschodniej i Śląsk przygotowują Terytorialne Plany Sprawiedliwej Transformacji. Będą przepustką do zielonego rozwoju tych regionów dzięki wsparciu z nowo powstałego unijnego Funduszu Sprawiedliwej Transformacji. Dostępne w nim pieniądze mają złagodzić społeczne skutki zamykania kopalń, takie jak bezrobocie czy wykluczenie społeczne. Mają być wydawane m.in. na przekwalifikowanie górników, stworzenie nowych miejsc pracy, ale także na rekultywację terenów przykopalnianych i inwestycje w odnawialne źródła energii.

Czytaj też: Czarna dziura. Górnicy wierzą, że odwrócą bieg historii

Jaką funkcję pełni tu Polska Zielona Sieć?
Dążymy do tego, aby lokalne społeczności były wyposażone w niezbędne informacje, a ich głos był słyszalny i brany pod uwagę. Staramy się, by samorządowcy rozumieli, na co mogą wykorzystać nowe fundusze, jak o nie walczyć i jak przeprowadzić transformację, aby była sprawiedliwa. Poza tym pośredniczymy w kontakcie samorządów z instytucjami unijnymi. W 2019 r. pomogliśmy urzędnikom i aktywistom z Wielkopolski Wschodniej, ze Śląska dołączyć do Platformy Węglowej, czyli inicjatywy Komisji Europejskiej, dzięki której regiony górnicze mogą wymieniać się doświadczeniami i razem opracowywać strategię transformacji.

Natrafiają państwo na opór ze strony związków zawodowych.
Związkowcom i nam zależy na tym, aby ludzie mieli zapewnioną pracę. Różnica jest taka, że związkowcy nadal chcą, by pracę zapewniały im teraz kopalnie, a my chcemy, by ludzie, którzy mają specjalistyczne wykształcenie i są wykwalifikowani technicznie, mieli świadomość, że mogą z powodzeniem pracować w innych gałęziach przemysłu. Mogą szukać zatrudnienia np. w gwałtownie rozwijającym się sektorze Odnawialnych Źródeł Energii. Zmiana to oczywiście zadanie na lata. Aby zapobiec bezrobociu, by w ogóle zacząć myśleć o tej zmianie, należy stworzyć harmonogram transformacji i stopniowo przygotować do tego społeczności górnicze.

Kopalnie, oprócz zwiększania poziomu emisji, przyczyniają się do wysychania terenu. Na czym polega ta zależność?
W złożu węgla jest woda, którą trzeba odpompować, żeby móc je eksploatować. Dlatego systemy odwodnieniowe mocno obniżają poziom wód gruntowych i tworzą tzw. leje depresji wokół kopalni. Woda jest odpompowywana do rzek, z którymi odpływa do morza. Teren zostaje więc osuszony na kilka dziesięcioleci.

Jaki to ma wpływ na okoliczne społeczności?
Gdy Turów, kopalnia leżąca w pobliżu Bogatyni oraz granicy z Czechami, osusza teren, pozbawia wody Czechów. Rozmawiałam z mieszkańcami przygranicznej miejscowości, którzy mówili mi, że w ich studniach po prostu nie ma już wody. Muszą jeździć parę kilometrów dalej, by się wykąpać czy zrobić pranie. Rolnicy muszą rezygnować z uprawiania ziemi czy hodowli zwierząt. Problem dotyczy 30 tys. osób. Choć ich życie uległo drastycznej zmianie przez Turów, to polski minister klimatu przedłużył niedawno kopalni koncesję na kolejne sześć lat. Budowa geologiczna tego terenu sprawia, że po polskiej stronie, w Bogatyni, ludzie nie odczuwają jeszcze braku wody. Teraz czeski rząd rozważa zaskarżenie naszego kraju do Trybunału Sprawiedliwości UE, bo strona polska zaniechała procesu konsultacyjnego z Czechami w sprawie wpływu tej odkrywki na ich środowisko.

Czytaj też: Hydrozagadka. Polskie miasta wysychają. Jak to zatrzymać?

Mieszkańcy w rejonach górniczych w Polsce też mają problemy z dostępem do wody?
Tak. Lej depresji wokół kopalni Bełchatów ma 700 km kw. Nawet rządowe dokumenty potwierdzają już, że województwo łódzkie zaczyna być pustynią. Ma na to wpływ nizinny charakter regionu, mała liczba lasów i akwenów, słaba retencja glebowa i niewielka liczba naturalnych terenów podmokłych. Do tego właśnie w Bełchatowie działa odkrywka i wypompowuje rocznie 270 mln m sześc. wody, czyli prawie połowę objętości jeziora Śniardwy.

To nie pomaga walczyć z suszą.
Złoża, z których korzysta kopalnia w Bełchatowie, wyczerpują się i planowana jest nowa odkrywka w Złoczewie. Z lejem depresyjnym, który mógłby osiągnąć powierzchnię nawet 1000–1200 km kw. Odkrywka odprowadziłaby więc z okolic ponad 3,5 tys. km sześc. wody, co odpowiadałoby sześciokrotnej objętości jeziora Śniardwy. Hydrogeolodzy zakładają w swoich szacunkach, że mogą to być liczby zaniżone. Liczę więc, że zmiana inspirowana przez nowe fundusze i nacisk ze strony Unii uchroni mieszkańców wokół kopalni Złoczew przed trudnościami, których codziennie doświadczają Czesi z okolic Turowa. Inaczej brak wody dotknie po jakimś czasie wszystkich, również górników i ich rodziny w województwie łódzkim. Dlatego Polska Zielona Sieć zwraca teraz uwagę na problemy regionów węglowych w Polsce.

***

Alina Pogoda (ur. 1994) zajmuje się sprawiedliwą transformacją polskich regionów węglowych w Polskiej Zielonej Sieci. Jest inżynierem górnictwa i geologii oraz magistrem inżynierii ekologicznej.

Czytaj też: Nie tylko Polska – wysycha nam cały świat

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Dramat dzieci z wrodzonymi wadami

Co roku rodzi się ponad 2 tys. dzieci z głębokimi wadami. Ich rodziców czasem trzeba zastąpić lub im pomóc. Lecz nie ma kto tego zrobić.

Agnieszka Sowa
01.11.2016
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną