Społeczeństwo

Marta Lempart: Nie rozejdziemy się, będziemy walczyć do skutku

Marta Lempart Marta Lempart Tomasz Pietrzyk / Agencja Gazeta
Jeśli PiS się nie ugnie, będą konsekwencje. Może sobie wprowadzać lockdown i żandarmerię, ale to niczego nie zmieni – mówi Marta Lempart, liderka Ogólnopolskiego Strajku Kobiet.

MATEUSZ WITCZAK: Idziemy pod hasłem „To jest wojna”. Czy będą ofiary?
MARTA LEMPART: Już są, bo ta wojna toczy się pełzająco od kilku lat. Jej ofiarami są kobiety, którym odmawia się dostępu do badań prenatalnych, i kobiety, które cierpią, bo likwiduje się opiekę okołoporodową. Młode osoby, których życie złamano, bo coraz mniej dostępna jest antykoncepcja i edukacja seksualna. Osoby LGBT, które popełniają samobójstwa, oraz aktywistki i aktywiści, którzy są nękani, szykanowani, mają dziesiątki spraw sądowych, potracili prace.

Teraz może być jeszcze gorzej, bo władza na pewno już szykuje bardzo konkretne represje. Oni nie będą bezczynnie przyglądać się temu, co się dzieje na ulicach, na pewno intensywnie myślą, jak zatrzymać protesty. Ale szala się przeważyła, mogą sobie zakazywać i nakładać kary. To już nie zadziała.

Na razie wymyślili, że na ulice wejdzie żandarmeria, która pomoże policji „w zakresie ochrony bezpieczeństwa i porządku publicznego”. Tymczasem Robert Bąkiewicz powołał „straż narodową”, która ma ochraniać kościoły.
To pokazuje, jaka jest sytuacja polskiego Kościoła, który – co uważam za bardzo symboliczne – ma dziś twarz Roberta Bąkiewicza, neofaszysty zrzucającego ze schodów starszą kobietę z inicjatywy Polskie Babcie, przy absolutnej bierności policji.

Ktoś napisał ostatnio, że w Polsce nie ma tyle policji, żeby ochronić wszystkie kościoły. Najwyraźniej PiS wziął sobie te słowa do serca i dorzucił żandarmerię. Ale ludzie znajdą sposób, by powiedzieć panom w koloratkach, co myślą o ich radości z tego, że kobiety będą musiały rodzić dzieci bez głowy.

W poniedziałek na pl. Trzech Krzyży zajechały karetki, a Bąkiewicz opublikował na Twitterze zdjęcie narodowca z zakrwawioną głową. Czy temperatura protestu nie wymknęła się spod kontroli?
Ale komu się wymknęła spod kontroli? Za bezpieczeństwo Polek i Polaków odpowiada władza, to ona powinna wziąć na siebie deeskalację konfliktu. Widocznie mamy tak słabą władzę, że Polska wymknęła się jej spod kontroli. Władza jest od tego, żeby zarządzać państwem, tymczasem nie zarządza, nie ratuje nas przed epidemią, służba zdrowia nie działa, a oni zajmują się aborcją. To nie jest nasza wina.

Ale gdyby nawet władza chciała się cofnąć, to przecież ma związane ręce. Orzeczenia TK mają moc powszechnie obowiązującą i są ostateczne.
Nie rozmawiam w tym tonie o oświadczeniach pani Przyłębskiej. Odmawiam odpowiedzi na pytanie, które zawiera w sobie kłamstwo, że niby oświadczenie pani Przyłębskiej jest wyrokiem, a ta grupa przebierańców, no, przynajmniej częściowo przebierańców, to jest Trybunał. Dość tych bredni!

Od czterech lat pracujemy na ulicy, przez część zeszłego tygodnia byłyśmy same i waliłyśmy głową w mur, przypominając, czym jest Trybunał, czym są jego wyroki, jak działa sąd konstytucyjny. Byłyśmy w tym osamotnione m.in. dlatego, że media twierdziły, że to jest Trybunał, a pani Przyłębska jest jego prezeską. Otóż nie jest.

Dobra, tzw. Trybunał Konstytucyjny wydał tzw. orzeczenie. Sęk w tym, że jest ono uznawane przez rząd, który – tutaj nie mamy chyba wątpliwości – sprawuje władzę. Jak PiS może zażegnać ten kryzys?
To ja mam im teraz doradzać? Kompletnie mnie nie obchodzi, jak to załatwią, na razie widać, że są niekompetentni, nie mają ani pomysłu, ani odwagi. Na początek powinni się wycofać i przyznać, że to nie jest żaden „wyrok”, ale oświadczenie pani magister. Natomiast ludzie chcą teraz czegoś więcej. Nie tylko prawdziwego Trybunału Konstytucyjnego i działającego Sądu Najwyższego. Chcą, żeby państwo prawa zaczęło działać.

Nawet „prawdziwy” Trybunał – podnoszą od kilku dni prorządowe media – mógłby wydać podobne orzeczenie. Zakaz aborcji z przyczyn embriopatologicznych jest ponoć zgodny z dotychczasową linią orzeczniczą, a TK – jeszcze pod kierownictwem prof. Zolla – orzekł o niekonstytucyjności tzw. przesłanki społecznej.
Jaki to ma związek z tym, że pani mgr Przyłębska wydała jakieś oświadczenie, które napisał pan Jarosław Kaczyński? Próbują kłamać, że to oświadczenie jest wyrokiem, bo wcześniej prawdziwy Trybunał wydawał jakieś inne wyroki? Takiego przecież nie wydał.

Nasza walka nie zaczęła się w czwartek. Walczymy od czterech lat, zmienił się jedynie sposób tej walki, dostosowaliśmy się do tego, co robi władza, reagujemy adekwatnie do sytuacji. Natomiast konsekwentnie walczymy o to samo: o prawa człowieka, praworządność i niezależność sądownictwa. Nagle się okazuje, że po pięciu latach wróciliśmy do punktu wyjścia, pod Trybunał Konstytucyjny. Cieszę się, że część osób przypomniała sobie, jak paliliśmy świeczki pod sądami, bo na długi czas zapanowała zbiorowa amnezja.

My już wygrałyśmy. Fakt, że przypomnieliśmy ludziom, że Trybunał został obsadzony bezprawnie, że młodzi ludzie idą przez Warszawę i krzyczą: „Konstytucja!”, to jest nasze wielkie zwycięstwo. To także wielkie zwycięstwo idei praworządności i obywatelskiego ducha.

Częściej niż „Konstytucja” młodzi krzyczą: „W***ać” i „J***ć policję”. Sławomir Nitras stwierdził, że taki język pozwoli PiS przedstawiać protestujących jako garstkę radykałów, co się poniekąd dzieje.
Dzieje się. I co w związku z tym? Wiadomo było, że władza będzie kłamać, TVP będzie szczuć, a policja będzie eskalować, że poleci gaz i zaczną się łapanki. To było oczywiste. Żyjemy w państwie, w którym służby są sterowane politycznie i służą ochronie władzy, a nie ochronie ludzi.

Telewizja publiczna jest zaniepokojona, że Strajk Kobiet naraża Polaków na zakażenia koronawirusem.
Nie Strajk Kobiet. Władza. Nie wiem, jakim trzeba być gnojem, żeby wyciągać nas na ulice w pandemii. To znaczy wiem, oni mają testy co tydzień, swoje miejsca w szpitalach, mają szansę przeżyć. A jeśli chodzi o nas, to kompletnie ich to nie obchodzi, czy będziemy żyć, czy umrzemy.

Od kilku dni TVP porównuje sytuację w Polsce do antyrządowych protestów w Chile, grzmiąc, że i u nas może się skończyć paleniem kościołów. Serwis wPolityce.pl idzie krok dalej, Marzena Nykiel określiła protesty „diabolicznymi”, a Michał Karnowski nazwał uczestniczki „biesami”.
Minister Ociepa obsesyjnie powtarzał tę bzdurę o paleniu kościołów, wygląda na to, że wrócił z jakiejś partyjnej narady i że PiS chce w ten sposób odwrócić nastroje. Szczuje się na nas, ale za wszystko, co się dzieje, odpowiedzialność ponosi rząd. I wszystko, co się wydarzy, będzie wynikiem działań Jarosława Kaczyńskiego.

Głos zabrał Jarosław Gowin, który zadeklarował, że Polska „nie będzie zmuszać kobiet do heroizmu”. Porozumienie chce zaproponować nową ustawę, która co prawda zmusi kobiety do rodzenia dzieci z zespołem Downa, ale pozwoli na terminację ciąży, jeśli zaistnieje letalna wada płodu. Tymczasem Władysław Kosiniak-Kamysz apeluje, by wyroku nie publikować, a sprawę aborcji rozwiązać na drodze referendum. Wystarczy?
Panowie Gowin i Kosiniak-Kamysz przypominają nam, że mają biura poselskie, które warto odwiedzić. Jeżeli chcą usłyszeć indywidualne „w***dalać”, to proszę, k***wa, bardzo, niech dalej tak gadają! Niech Gowin dalej opowiada o „zawieraniu kompromisów”, a Kosiniak-Kamysz o tym, żeby wpisać obecny zakaz do konstytucji, bo tak naprawdę do tego w tym momencie dąży. Niech kłamie, że nie wie, ile osób jest za legalizacją aborcji.

69 proc. ludzi jest za legalną aborcją, od lat widzimy to z badań. Tu nie ma o co pytać, ale oni twierdzą, że nie wiedzą, że muszą jeszcze przygotować referendum... Czyli muszą zrobić kampanię referendalną, którą spróbują odwrócić trend. Chcą całą naszą robotę z ostatnich czterech lat wyrzucić do kosza i zacząć od zera.

Skoro za legalną aborcją jest 69 proc. obywatelek i obywateli, to przecież stoicie na zwycięskiej pozycji.
Nie. My nie mamy pieniędzy, oni wydadzą miliardy złotych, jeśli będzie potrzeba, i jeszcze zrzucą na pomoc wszystkie siły propagandowe TVP. Kampania referendalna nie „informowałaby” społeczeństwa, to byłaby kampania przeciwko legalizacji aborcji, której celem byłaby zmiana społecznych nastrojów. Zamiast napisać prawo, które odzwierciedlałoby poglądy ludzi, spróbują udowodnić, że to 31 proc. to jest jednak większość. Niech w***lają. Wszystko mi jedno, czy oni są z PiS, czy opozycji, ale niech nie kłamią. Twierdzenie, że „nie są pewni”, to jest plucie nam w twarz. Każdy, kto twierdzi, że nie wie, ile osób jest w Polsce za legalną aborcją, siedzi w jednej ławce z PiS i Kościołem.

Episkopat broni się, że przecież to nie on stanowi prawo, a o zgodności ustaw z konstytucją orzeka TK.
Co jest ordynarne, bo już w 2016 r. Kościół wystąpił do parlamentu o uchwalenie zakazu aborcji z przyczyn embriopatologicznych. I oni teraz kłamią, że nie mają z tym nic wspólnego, a to jest na papierze, są ślady. Wtedy PiS grzecznie, na czterech łapkach, zaczął pracować nad tym zakazem, a myśmy wyszły na ulice.

Kościół będzie łgać, księża zrobią z siebie ofiary, opowiadając w mediach, że są bardzo biedni i ludzie ich atakują… ja naprawdę nie wiem, jak to możliwe, że ci panowie przeżyli tyle lat i nikt ich nie nauczył, że jak się zrobi coś brzydkiego, to później przychodzą konsekwencje.

Chyba właśnie przyszły. Żaden protest w historii Polski nie był dotychczas równie antyklerykalny.
No i panowie są zdziwieni... natomiast ja nie rozumiem, dlaczego są zdziwieni, przecież sami odpowiadają za eskalację konfliktu. Natychmiast po oświadczeniu pani Przyłębskiej Jędraszewski stwierdził, że „trudno sobie wyobrazić wspanialszą wiadomość”, a Gądecki przyjął „z wielką radością”, że kobiety muszą rodzić martwe dzieci... To czego się spodziewali?

W poniedziałek blokady ulic, w środę strajk generalny, w piątek wielka manifestacja w Warszawie. Co się stanie, jeśli te kroki nie zdadzą egzaminu?
Nie powiemy. Natomiast wydarzą się kolejne rzeczy. W zeszłym tygodniu mówiłyśmy, że będą konsekwencje, i mało kto nam wierzył, dziś mówię: jeśli PiS się nie ugnie, będą kolejne konsekwencje. Mogą sobie wprowadzać lockdown i Żandarmerię Wojskową, ale to niczego nie zmieni poza naszą strategią działania. My się w piątek nie rozejdziemy, będziemy protestować do skutku.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Polska bordową wyspą

Mimo antysmogowego wzmożenia marsz do oczyszczenia polskiego powietrza będzie długi.

Jędrzej Winiecki
01.12.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną