Rabaty na prenumeratę cyfrową Polityki

40% lub 50%

Subskrybuj
Społeczeństwo

Zwierzęta cierpią przez covid i inflację. Ludzie nie już są tak hojni

Zwierzęta cierpią przez covid i inflację. Ludzie nie są już tak hojni

Wiele organizacji ratujących psy, koty czy konie boryka się z problemami finansowymi, a pomoc rządowa w ramach kolejnych tarcz antycovidowych albo ich nie objęła, albo okazała się niewystarczająca. Wiele organizacji ratujących psy, koty czy konie boryka się z problemami finansowymi, a pomoc rządowa w ramach kolejnych tarcz antycovidowych albo ich nie objęła, albo okazała się niewystarczająca. Artem Maltsev / Unsplash
W czasie pandemii znacząco osłabła hojność Polaków na rzecz zwierząt. Wiele organizacji ratujących psy, koty czy konie boryka się z problemami finansowymi, a pomoc rządowa w ramach kolejnych tarcz antycovidowych albo ich nie objęła, albo okazała się niewystarczająca.

„Od ośmiu lat ratujemy zwierzęta. Chore, wyrzucone koty i od trzech lat skazane na rzeź konie. Uratowaliśmy setki kotów, większości z nich znalazłyśmy kochające domy. (...) Różnie bywało, raz lepiej, raz gorzej, ale zawsze byliście Wy, nasi przyjaciele. I jeśli była potrzeba, zawsze spieszyliście z pomocą... aż do dziś. Pozostała przy nas tylko niewielka grupa wiernych przyjaciół, którzy zawsze są i spieszą z pomocą. Za co z całego serca dziękuję” – pisze na Facebooku fundacja Przyjaciele Zwierząt dla Zwierząt i apeluje o pomoc. Ma pod opieką 17 koni i ok. 50 kotów. Do niedawna dzięki wpłatom mogła żywić, leczyć i sterylizować zwierzęta tu trafiające. Teraz dalszy byt i fundacji, i jej podopiecznych jest poważnie zagrożony.

„Nasze finanse są w stanie dramatycznym! Kociarnia od kilku miesięcy minusuje, nie jestem w stanie zebrać środków, które zapewnią opłatę choćby weterynarza, a przecież to nie wszystkie potrzeby” – apeluje Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami w Suwałkach.

To dwa spośród licznych apeli, które po kilku miesiącach pandemii kierują do darczyńców organizacje pomagające zwierzętom. Osoby, które do tej pory wpłacały pieniądze, radykalnie ograniczyły wsparcie, a fundacje czy stowarzyszenia stoją często przed dramatycznym pytaniem: co zrobić ze zwierzętami, które mają pod opieką, bo na wsparcie instytucjonalne nie mogą liczyć.

Czytaj też: Dramat w schronisku w Radysach

Covid-19. Problemy trzeciego sektora

Trzeci sektor ma różne sposoby starania się o finanse. Dotacje, granty, prowadzenie działalności gospodarczej, a przede wszystkim darowizny – to dzięki dobrej woli i hojności ludzi wiele fundacji i stowarzyszeń jest w stanie prowadzić działalność statutową.

Pandemia mocno uderzyła w sektor pozarządowy. Jak pokazuje opublikowany w marciu dokument stowarzyszenia Klon/Jawor „Rok w pandemii. Raport z badań organizacji pozarządowych”, najbardziej ucierpiały te z małych i średnich miast, które świadczą bezpośrednią pomoc osobom potrzebującym, opierają się na pracy wolontariuszy lub współpracowników na umowach cywilno-prawnych i są finansowane przez samorządy. Ponad 40 proc. organizacji przyznało, że zawiesiła większość swoich działań.

Czytaj też: Zwierzęta wracają z adopcyjnych domów

Wyjątkowo trudna jest sytuacja tych, które pomagają zwierzętom, prowadząc domy tymczasowe, azyle i przytuliska, zgarniając potrzebujące czworonogi z ulic, ratując stworzenia chore i po wypadkach. W ostatnim roku znacząco spadły wpłaty na ich rzecz, a zwierzętom nie można powiedzieć: „od dziś nie jecie i nie jesteście leczone”. Jeśli te fundacje i stowarzyszenia opierają się tylko na wolontariacie, to mają bardzo ograniczone możliwości poszukiwania oszczędności we własnych wydatkach.

Mało tego: latem tradycyjnie pojawia się więcej zwierząt w potrzebie. Bo sezon urlopowy i psy trafiają do lasów, a urodzone wiosną kociaki do worków foliowych i rzek. Ciągle nie ma obowiązku chipowania i sterylizacji zwierząt i najłatwiej się ich pozbyć. Znajdowane przy drogach, odwiązywane od drzew, wyławiane z rzek czworonogi trafiają zwykle do fundacji i wolontariuszy, a opieka nad zwierzętami, zwłaszcza chorymi i zaniedbanymi, idzie często w dziesiątki tysięcy złotych.

Przerwane adopcje, a tarcza nie wystarcza

Kolejne tarcze antykryzysowe pomogły Polakom przejść przez pandemię, ale w bardzo ograniczonym stopniu zyskały na nich organizacje pozarządowe, i to głównie wtedy, gdy zatrudniały pracowników albo prowadziły działalność gospodarczą.

Niewielka grupa pomagająca kotom – ProFelis – z trudem walczy teraz o każdą złotówkę, ale to nie jest jej jedyny problem. – Kilka osób z powodu pandemii zrezygnowało z umówionej już adopcji kota. Osoby prywatne, utraciwszy częściowe albo całkowite dochody, przestały nam pomagać poprzez wpłaty darowizn, firmy organizujące dla nas zbiórki finansowe czy przekazujące fanty na bazarki charytatywne zawiesiły pomoc, same tej pomocy potrzebując, a lokale, w których organizowałyśmy stoiska, zmuszone były zawiesić działalność na czas nieokreślony, do odwołania – mówi Małgorzata Jastrzębska, najaktywniejsza wolontariuszka ProFelis.

Przez ProFelis przewija się kilkadziesiąt kotów rocznie. Prowadzące grupę dziewczyny działają za własne pieniądze i z tego, co otrzymają od innych. A wydatki są znaczne: wolontariuszki pokonują samochodem kilometry, wożąc podopiecznych do weterynarzy czy łapiąc koty, zużywają hektolitry wody i kilogramy środków do prania, mycia i czyszczenia, ich mieszkania służą za tymczasowe azyle dla zwierząt, którym zdarza się niszczyć meble i wyposażenie.

Czytaj też: Czy istnieją prawa zwierząt?

Trudniej znaleźć też domy tymczasowe (czyli miejsca, gdzie kot będzie mieszkał do czasu znalezienia docelowego domu) oraz stałe. Dużo osób, które straciły pracę, wróciło z wynajmowanych mieszkań do domów rodzinnych, a młodzi bezdzietni często dają – choćby czasowo – dom zwierzętom.

W dramatycznej sytuacji znalazła się fundacja Przyjaciele Zwierząt dla Zwierząt. Działa do 2013 r. Najpierw ratowała chore i porzucone koty, później doszły konie skazane na rzeź.

Jeszcze przez pierwsze trzy–cztery miesiące pandemii jakoś to szło. Z każdym następnym było gorzej. Dużo stałych darczyńców albo całkowicie przestawało nas wspierać, albo znacząco obniżyło kwoty. Ludzie wycofali się z adopcji wirtualnych lub przekazują tylko jedną trzecią deklarowanej kwoty. A w przypadku stacjonarnych domów adopcyjnych dla koni kilka osób postawiło nas przed dylematem: albo muszą zwrócić nam konia, albo my będziemy im dopłacać. Wszyscy tłumaczą to pogorszeniem się ich sytuacji. Jedni w ogóle stracili pracę, inni przez kilka miesięcy byli pozbawieni możliwości zarobkowania. Nie mam do nikogo żalu, bo przecież najpierw muszą zadbać o siebie i swoje rodziny. Ale stoimy na krawędzi przepaści – opowiada Dorota Puchalska, prezeska fundacji.

Czytaj też: Nieudane adopcje psów

Skutki pandemii odczuwa również prowadzone przez fundację Viva! schronisko w Korabiewicach. – Teoretycznie wskaźniki ekonomiczne pokazują i spadek bezrobocia, i ogólnie dobrą kondycję gospodarki, ale widocznie wśród naszych darczyńców jest jakaś specyficzna grupa, która ucierpiała na pandemii bardziej niż przeciętna osoba – przypuszcza Cezary Wyszyński, prezes Vivy.

Spadła liczba darowizn, słabiej idą zbiórki celowe na portalach crowdfundingowych. – Kiedyś zbiórka potrafiła się zamknąć w kilka dni, a teraz zajmuje to czasami miesiąc. Jesienią powinniśmy otrzymać 1 proc. podatku i to będzie dobrym wskaźnikiem – jeśli przynajmniej utrzymamy wpływy z poprzednich lat, to będzie OK, ale obawiamy się spadków. Faktem jest, że przez ostatnie miesiące część osób straciła pracę, a część miała obniżone wynagrodzenia, a to się przekłada na podatki – mówi Wyszyński.

Inflacja uderza w azyle dla zwierząt

Na spadek darowizn nałożyła się wysoka inflacja. Koszty prowadzenia schronisk i azylów, leczenia zwierząt i karmy poszły w ostatnich miesiącach bardzo mocno górę. – Szacujemy, że nasze całkowite koszty wzrosły o ok. 20 proc. rok do roku. To ogromna zmiana. W połączeniu ze spadkiem darowizn spowodowało to sytuację, w której z końcem każdego miesiąca walczymy o dopięcie budżetu i popłacenie wszystkich rachunków.

Co dalej? Największe znane organizacje zapewne przetrwają, gorzej z niewielkimi podmiotami. Niektóre fundacje już liczą się z tym, że konie pozostające pod ich opieką trafią na rzeź, a psy i koty do schronisk miejskich. Na razie walczą, popadając w coraz większe zadłużenie, ale bez wsparcia nie dadzą rady działać długo.

Mimo wszystko nie poddajemy się i wciąż szukamy nowych sposobów na pozyskanie środków i domów tymczasowych, tak bardzo ważnych dla kotów w procesie ich leczenia i uczenia – często na nowo – życia z dobrym człowiekiem – mówi Małgorzata Jastrzębska.

Czytaj też: Coraz więcej zwierząt w miastach. Nie tylko tych kochanych przez człowieka

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Polityka przy stole. Symulator kampanii wyborczej i inne planszówki

Kogo znane na co dzień z ekranów i gazet polityczne spory nadal bardziej ekscytują, niż męczą, może sprawdzić swoich sił w ich wersji pudełkowej. Uwaga – wciągają jak prawdziwe.

Michał Klimko
25.11.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną