„Polityka”. Dajemy pełny obraz.

Czytaj, słuchaj, odkrywaj świat!

SUBSKRYBUJ
Społeczeństwo

Czwarta fala. W warszawskich szpitalach już brakuje miejsc

Centralny Szpital Kliniczny Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji w Warszawie Centralny Szpital Kliniczny Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji w Warszawie Maciek Jaźwiecki / Agencja Gazeta
Rządzący założyli, że czwarta fala będzie łagodniejsza. Wygląda na to, że się przeliczyli. Jednak twardo nie wprowadzają obostrzeń dla niezaszczepionych i nie uruchamiają oddziałów covidowych. Dyrektorzy szpitali nie mają wątpliwości – chodzi o kasę.

Już od kilku dni zakażonych koronawirusem warszawiaków zespoły ratownictwa medycznego rozwożą po całym województwie. Najpierw do Radzymina, a kiedy tam zabrakło miejsc – nawet do Ostrołęki. – Tak, mamy chorych z Warszawy – mówi dr Wojciech Chrzanowski, wicedyrektor ds. medycznych Mazowieckiego Szpitala Specjalistycznego im. dr. Józefa Psarskiego w Ostrołęce. – Od wczoraj zgodnie z zaleceniem wojewody zwiększyliśmy liczbę łóżek na oddziale zakaźnym do 26. I właśnie uruchomiliśmy pierwszy moduł szpitala tymczasowego. 46 łóżek.

Nie ma co robić z chorymi na covid-19

Bo jeszcze w zeszłym tygodniu zdarzało się, że chorzy na covid-19 z Ostrołęki byli zabierani do Warszawy, np. do Szpitala Południowego. Jednak ten już się zapełnił. Miejsc brakuje też w Szpitalu Zakaźnym, gdzie według wiceministra zdrowia Waldemara Kraski mają powstać „nowe łóżka”. Zostają szpitale resortowe: Centralny Szpital Kliniczny MSWiA, który jednak (poza ViP-ami) ma przyjmować tylko najcięższe przypadki z całej Polski, i WIM na Szaserów. Dopiero po Wszystkich Świętych ruszy tymczasowy szpital na Okęciu. A szpitala tymczasowego na Stadionie Narodowym na razie, jak twierdzi Kraska, nie ma potrzeby otwierać. Lekarze pracujący w stołecznych placówkach są innego zdania: nie ma co robić z tymi chorymi, mówią.

W poprzednich falach epidemii w szpitalach miejskich i powiatowych powstawały oddziały covidowe.Tym razem wojewoda mazowiecki, przynajmniej do 29 października, nie wydał decyzji o tworzeniu oddziałów covidowych w szpitalach – mówi dr Radosław Rzepka, wicedyrektor Szpitala Czerniakowskiego w Warszawie.

Dyrektorzy tych placówek nie mają wątpliwości – chodzi o kasę. W szpitalach i na oddziałach covidowych personel medyczny powinien według rozporządzenia ministra zdrowia otrzymywać dodatek covidowy – 100 proc. pensji, do maksymalnej wysokości 15 tys. zł.

Od czerwca jednak NFZ przestał wypłacać te dodatki. Nie dostali ich np. lekarze i pielęgniarki z uniwersyteckiego szpitala w Krakowie w całości przemianowanego na covidowy. Dyrektor wezwał resort zdrowia do zapłaty zaległych 25 mln zł. Ministerstwo odpowiada, że od płacenia jest NFZ. Fundusz – że nie dostał z resortu pieniędzy. A szpital nie ma z czego wypłacić dodatków zadekretowanych przez ministra.

Więc wojewoda mazowiecki woli nie tworzyć oddziałów covidowych, na których trzeba by lekarzom i pielęgniarkom płacić dodatki. I chorych wozi się po całym województwie. Całe szczęście jeszcze, że ma kto to robić, bo przecież protest medyków trwa i biorą w nim udział także ratownicy. Jednak większość załóg dogadała się z pracodawcami. – Poszli na zgniły kompromis – mówi specjalistka medycyny ratunkowej pracująca z ratownikami z Meditransu. – Ludzie muszą zarabiać. Dostali podwyżki, nie do końca są zadowoleni, ale na razie wycofali wypowiedzenia.

Szpitale pełne. Covid i uchodźcy

Komitet Protestacyjny Ratowników Medycznych walczy dalej o ratowników spoza systemu, czyli tych, którzy nie jeżdżą karetkami pogotowia, pracujących na szpitalnych oddziałach ratunkowych, w transporcie i na innych oddziałach, którzy dodatku wyjazdowego nie mają.

Podzielili środowisko i to jest bardzo nie w porządku – mówi Wojciech Rogalski, ratownik medyczny, który był liderem protestu w Białymstoku. – My wywalczyliśmy to, co chcieliśmy, dostaliśmy podwyżki i znaleźli się nowi chętni do pracy, więc nie musimy już brać po kilkaset godzin w miesiącu. On w październiku przepracował 168 godzin. Wszystkie karetki mają obsadę, wszystkie jeżdżą, a pracy jest dużo. – Raz, że covid, dwa, uchodźcy – mówi Rogalski. – Zapchaliśmy SOR-y migrantami, wielu z nich ma dodatni wynik testu na koronawirusa.

Pozytywni pacjenci nie trafiają na oddziały covidowe, bo ich nie ma. Są hospitalizowani na normalnych oddziałach. Zgodnie z nowymi wytycznymi NFZ, wydanymi, gdy wygasała trzecia fala. Postanowiono wtedy, że pacjenci zgłaszający się do szpitala lub przywiezieni przez zespoły ratownictwa medycznego z powodu innego niż covid-19, u których jednak wymaz potwierdza zakażenie koronawirusem, mają być normalnie przyjęci i leczeni z zachowaniem zasad izolacji. Wówczas chodziło o to, by szpitale znów zaczęły leczyć. Pozytywnych wyników było niewiele, pojedynczy pacjenci trafiali zatem do izolatek.

Teraz już nie ma jak izolować tych dodatnich, bo jest ich po prostu za dużo – mówi dyrektor jednego z warszawskich szpitali. – Zwłaszcza w placówkach, które mieszczą się w starych budynkach. Leczymy więc na tych samych oddziałach chorych z covid i bez covid. I po kilku dniach cały oddział jest dodatni.

System przekracza granice wydolności

Nie można chorego z pozytywnym wynikiem testu PCR przekazać do innego covidowego szpitala albo na oddział covid, bo ich praktycznie nie ma. Nie ma też szpitali III stopnia referencyjności, które były w poprzednich falach.

A tymczasem zespół prof. Tylla Krügera z Politechniki Wrocławskiej prognozuje, że podczas szczytu czwartej fali może być diagnozowanych nawet 40 tys. przypadków dziennie. Apogeum zakażeń nastąpi najprawdopodobniej w połowie grudnia. Najbardziej niepokojące są prognozy dotyczące liczby potrzebnych łóżek dla pacjentów chorych na covid. Według wrocławskich naukowców będzie to ponad 40 tys. To przewyższa granice wydolności systemu.

Mimo takich prognoz i rosnącej z dnia na dzień liczby zakażeń rząd dalej antycovidowych obostrzeń nie planuje. Zdaniem prof. Krugera wyhamowanie dynamiki epidemii można uzyskać, wprowadzając np. możliwość wejścia do restauracji tylko dla osób zaszczepionych, zajęcia zdalne dla studentów czy powszechne testowanie wszystkich dzieci w szkołach. Do takich rozwiązań namawiają rząd wszyscy eksperci z Rady Medycznej przy premierze.

„Jeśli wprowadzimy nowe restrykcje, będą regionalne, a z większości limitów będą wyłączone osoby zaszczepione przeciw covid-19” – powiedział w piątek rzecznik rządu Piotr Müller. Podkreślił, że rząd stara się zabezpieczyć opiekę medyczną i możliwie nie ograniczać życia społeczno-gospodarczego.

Na europejskiej mapie zagrożenia widać, że sytuacja pandemiczna w Polsce systematycznie się pogarsza. W kategorii czerwonej znajduje się aż dziesięć województw. Najgorzej jest na Lubelszczyźnie, gdzie jest już powyżej 500 zachorowań na 100 tys. mieszkańców.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Wymarsz z religii

W szkołach średnich, w dużych miastach, uczestniczący w lekcjach religii to już mniejszość. Topniejąca z roku na rok.

Joanna Podgórska
01.12.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną